Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
znajomijoe.pl blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl darmowe forum val.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl forumforum.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Harry Potter and the incalculable man

AUTOR: Carmen DATA: 22-12-2008 {12:05} SKOMENTOWAłO: komentarzy 1

żyję żyję, ale nie wracam. Poprostu wkurza mnie ten pasek nieaktywny xD
Komentuj
AUTOR: Carmen DATA: 31-07-2008 {09:06} SKOMENTOWAłO: komentarzy 6

Witam moi kochani. Jak widzicie rozdziału nie będzie. Kilka dni wcześniej uświadomiłam sobie, że to opowiadanie już nie sprawia mi takiej radości. Zaczęło mnie męczyć stylizowanie Pottera na bohatera. Nie czuję postaci panie Rowling, jednak kiedyś może coś napiszę. Nie zakończę tego tak jak na LC (o matko jakie tandetne zakończenie xD), poprostu zrobię sobie wakacje. Jak jakiś oceniający ma jakieś ole, bo blog zawieszony to kilka słów do nich:
To trzeba było wcześniej ruszyć tą swoją dupę do oceniana, a nie teraz się brać xD

Postanowiłam stworzyć blog o... sobie. Zobaczymy czy się sprawdzę. Pisanie własnej historii jest bardzo trudne, ale zmierzę się z tym problemem. Co więcej mogę powiedzieć? Blog dopiero powstaje, więc się cudów nie spodziewać ;)


Jestem Lady Carmen i oto moja historia.


p.s.
O nowościach na Waszych bloga proszę informować już na nowej stronie :)


Komentuj
AUTOR: Carmen DATA: 14-07-2008 {20:14} SKOMENTOWAłO: komentarzy 32

ROZDZIAŁ TRZYNASTY
"To wszystko nie tak"
Chłopcy przy akompaniamencie wielkiego huku wypadli z budki telefonicznej. Teleporter natychmiast zmienił się z powrotem w pozytywkę.
- Gdzie jesteśmy? – zapytał Potter podnoszą się z ziemi
- Zapewne tam, gdzie żywi nie chodzą – odpowiedział Oliver schylając się po kostkę. – Schowaj ją.
Harry posłusznie ukrył kostkę w swojej kieszeni i zaczął rozglądać się po miejscu, w którym wylądował. Na pierwszy rzut oka przypominało to jaskinię, jednak było tu dosyć widno. Niebieskie światło padało na wodospady umiejscowione po bokach. W pomieszczeniu panowała aura tajemniczości.
- WINGARDIUM LEVIOSA* - powiedział Oliver wskazując różdżką na pobliski kamień, jednak nic się nie stało.- No to świetnie – powiedział Potter. – Nie możemy używać mocy.
- Słyszysz? – zapytał Oliver kiedy chłopcy zaczęli chodzić po jaskini
- Co?
- Woda zaczyna kapać w szybszym tempie – odpowiedział Fuller.
- Co? – powtórzył ze zdziwieniem Harry
Oliver podszedł bliżej ściany i wdepnął w… kałużę.
- Harry – powiedział zwracając się do towarzysza.
- Woda zaczyna wzbierać – dokończył Potter. – Tak widzę.
W mgnieniu oka poziom podniósł się o 30 centymetrów.
Trzeba uciekać – powiedział cicho Potter. – Tylko cholera GDZIE?! – już nieco głośniej
Nagle Oliver pociągnął go za ramię.
- Tam jest jakiś korytarz – powiedział chłopak ciągnąc Pottera we wskazanym kierunku.
- Zapewne nie jest tam bezpiecznie – odpowiedział Harry.
- Zapewne – przytaknął z uśmiechem Oliver.
Chłopcy czym prędzej pobiegli do wnęki, jednak po chwili odbili się jak małe piłeczki ping-pongowe. Przed nimi była jakaś niewidzialna ściana. Zanim zdążyli zastanowić się co to jest ich oczom ukazała się ładna, dorosła kobieta. Była ubrana na biało, wzrok jakiś nieobecny, a słowa które wypowiadała wzbudzały dreszcz na ciele.
- Witajcie przybysze – zaczęła. – Wasz czas się skończył.
Chłopcy spojrzeli na siebie z uśmiechem.
- Game Over – powiedział Oliver powstrzymując się od śmiechu.
- Za mną jest korytarz śmierci – powiedziała wskazując na piękne złote drzwi.
„Interesujące” –
pomyślał Oliver
- Jeśli uda Wam się go przejść, traficie do Raju, ale jeśli nie (autorka: muzyczka tudum, pioruny strzelają jak na prawdziwym horrorze xD) będziecie się błąkać całą wieczność po tej jaskini. Jeśli boicie się przejść drzwiami, które są za mną możecie wrócić na Ziemię jako duchy. Wybór należy do Was.
Chłopcy siedzieli podpierając się rękoma. Poziom wody sięgał już do ramion. Nagle Oliver wstał pociągając za sobą Pottera.
- Kusząca propozycja, ale mamy zamiar wejść tymi drzwiami. Zabrać z waszego Raju moją siostrę, wyjść tymi samymi drzwiami i wrócić na ziemię jako ludzie, a nie duchy.
- Nie ma takiej opcji – zagrzmiała kobieta marszcząc brwi na czole.
- Zmiana pakietu ofert. Nie słyszała pani? Nową taryfę dołożyli – mówił chłopak.
- O czym ty mówisz? – zapytała zdezorientowana kobieta
- Niech się pani spyta szefa, on tam wszystko dokładnie wytłumaczy.
Kobieta znikła. Harry czym prędzej podbiegł do drzwi i zaczął się z nimi szamotać.
- Będzie mi tu babsko warunki dyktować – powiedział Oliver. – Odsuń się, ja to otworzę.
Harry zauważył, że jego towarzysz miał taki sam humor jak dnia kiedy Olivia obudziła go w Atenach. Potter posłusznie odsunął się i po chwili był świadkiem tego jak Oliver z kopniaka otwiera drzwi (autorka: Niczym Chuck Norris xD)
- Oliver…
- Co? – krzyknął chłopak odwracając się do Pottera
Wzrok miał dziwnie nieobecny. W jego oczach można było zauważyć jakąś iskrę. Pytanie tylko.. dlaczego?
- Nic już – powiedział Harry i poszedł za Oliverem.
To co ujrzeli za złotą kotarą sprawiło, że dotarło do nich hasło: „to nie przelewki”. Człowiek słysząc nazwę „korytarz” wyobraża sobie jakieś wąskie, długie pomieszczenie. Najwyraźniej w zaświatach mają inną definicję – las? Chłopcy znaleźli się leśnej dróżce. Światło księżyca ułatwiało im przemieszczanie się po ziemi.
- Ty pilnujesz lewej strony – powiedział Harry zwracając się do Olivera – a ja pilnuję prawej.
Przemoczeni szli tak może z 15 minut, bacznie obserwując każdy szelest, każdy kąt. W końcu Oliver nie wytrzymał i zapytał:
- Czy my przypadkiem nie kręcimy się w kółko?
- Możliwe – odpowiedział Potter – jednak szliśmy i tą dróżką i tą. Nie wiem jakim cudem…
- A kto ci powiedział, że dróżkami musisz chodzić? - zapytał Oliver z uśmiechem
- No ale zazwyczaj…
- Zazwyczaj to żywi nie wchodzą do świata umarłych – powiedział Oliver wyciskając sobie koszulę z wody. – Nadzwyczajne sytuacje wymagają nadzwyczajnych metod działania.
- Tak, ale… - powiedział Potter, jednak nie dokończył bo jego rozmówca… znikł.
Oliver siedział na kamieniu, a teraz nie pozostało nic. Rozpłynął się. Blizna dała o sobie znak. Nagle Harry usłyszał jęk… swojego towarzysza. Głos uderzająco podobny do Voldemorta nakazywał Oliverowi powiedzieć wszystko, co wie. Potter zaczął zbliżać się do miejsca gdzie rozgrywała się ta straszliwa scena.
- Nie będziesz mówił? – zapytał Lord – CRUCIO**
Chłopak wił się z bólu, jednak najważniejsze było to aby Lord Voldemort nie czerpał satysfakcji z tortur. „Żadnych jęków Fuller!” – myślał cały czas Oliver
- Jesteś słaby panie Fuller – odezwał się niski głos Czarnego Pana. – Nie nadajesz się do niczego. Nawet nie umiesz wytrzymać we własnych postanowieniach – powiedział lord, kiedy jego ofiara cicho jęknęła. – Zabić, nie chce mi się energii na niego tracić, a przecież mamy tylu wspaniałych gości.
Harry schował się za drzewem, ukradkiem obserwował to co wyprawiał Czarny Pan. Śmierciożercy przynieśli jeńców. Snape trzymał Hermionę, Torres Oliwię, a Bellatrix trzymała Rona. Stanęli naprzeciw Voldemorta. Oddzielało ich martwe ciało Olivera.
- Witam drogich gości. Sprowadziłem was tu, abyście zobaczyli koniec mitu Pottera.
Harry poczuł nagły chłód, całe szczęście z niego gdzieś uciekło. Nie trudno się domyślić, że na przedstawienie zawitali również dementorzy.
- Harry, nie kryj się po krzakach – przemówił Snape. – Wyjdź do ludzi.
Smierciożercy wybuchli śmiechem. Potter zebrał w sobie całą odwagę i wyszedł na środek polany by stawić czoło swojemu przeciwnikowi. Idzie na pewną śmierć. Nie może używać czarów, więc jak ma pokonać kogokolwiek.
- Harry – krzyknął Lord – stary przyjacielu!
Czarny Pan miał taki wyraz „twarzy” jakby Harry stał tu przed nim martwy.
- Powiedz Harry, boisz się? – zapytał Tom Riddle
- Nie – skłamał Potter.
- CRUCIO! – zagrzmiał Lord
Harry poczuł ból. Epicentrum miał w bliźnie, z tego miejsca impuls nerwowy rozchodził się w każdym kierunku. Młody czarodziej czuł jakby czaszka pękała mu na dwie części, kręgosłup rozdzielał się na malutkie kawałeczki, płuca napełniły się gorącym i ostrym wywarem. Opadał z sił. Nogi i ręce odmawiały mu posłuszeństwa. Z trudem utrzymywał pozycję stojącą.
- Boli? – zapytał Czarny Pan z uśmiechem na ustach
- Nie – powtórzył już nieco ciszej Potter.
Czarny Pan spochmurniał.
- Zabić tego rudego i pannę Fuller, albo pannę Granger. Torres, do roboty.
Chłopak posłusznie uniósł różdżkę i bez najmniejszych skrupułów zabił Rona i Hermionę.
- Boli? – zapytał Pan
- NIE! – krzyknął Harry, który nie mógł uwierzyć w to, że nie ma przyjaciół
- CRUCIO!
Zaczęła się druga fala tortur. Harry słyszał jak krzyczy Olivia, jak śmieją się śmierciożercy. Potter miał wrażenie jakby w środku wszystko się topiło, jakby mięśnie oddzielały się od kości, jakby skóra pomalutku z niech schodziła. Upadł na kolana, jednak nie wydał z siebie żadnego dźwięku.
- Boli? – zapytał ponownie Czarny Pan trzymając różdżkę nad Potterem
- Powiedzmy, że potraktuje to jak kurację antycelulitową.
- Co? – zapytał Lord zbity z tropu – Ty ośle! Jedno moje skinienie, a dementor uraczy cię swoim pocałunkiem.
- Myślisz, że te panie z koszyczkami mnie zabiją? – zapytał Harry po czym się roześmiał
Dementor podszedł do młodego czarodzieja i wyjął z koszyczka ciasteczka.
- A dziękuję – powiedział Potter i poczęstował się. – Gustowna różowa sukienka Voldi, od Gucciego?
Lord Voldemort spojrzał na siebie. Siedział w pięknej bufiastej różowej sukience. Wszystko dookoła się pozmieniało. Śmierciożercy również mieli dziwne kolorowe stroje. Zaczynał wstawać dzień. Harry przestał odczuwać ból. Nagle wszystko zaczęło się rozmywać. W finale Harry znalazł się na pustej zielonej polanie. Słońce mocno przygrzewało. Obok Harry’ego pojawiły się ładne drewniane drzwi. Bez namysłu młody czarodziej przekroczył próg. Miejsce w którym się znalazł przypominało stację kolejową, tylko jakoś dziesięć razy bardziej nowoczesną. Spojrzał za siebie. Drzwi z których wychodził wyglądały jak od toalety. Na ławce, przed wejściem do ubikacji siedziała dobrze znana mu postać.
- Hola Oliver! – krzyknął Harry i usiadł obok chłopaka
- Hey! Sprytne, dzięki temu w Raju mają samych twardzieli, a fujary idą na ziemię.
- Tak – przytaknął Potter. – Ale co to było?
- Hmm… - zastanowił się Oliver – w uproszczeniu to taki 3D bogin, który dwadzieścia razy bardziej wyolbrzymia twój koszmar. Mnie na przykład goniło chyba z tysiąc kobiet krzycząc, że mam z nimi dziecko i jako oddany mąż powinienem wracać do domu.
- Jak nie pokonałeś?
- Nie pytaj… - odpowiedział Oliver śmiejąc się
- No to co teraz? – zapytał Potter po chwili milczenia
- Musimy złapać pociąg – odpowiedział Oliver rozglądając się na boki. – Poczekaj tu chwilę, zaraz wracam.
Chłopak podszedł do dziewczyny, która rozdawała jakieś tajemnicze tarcze. Uśmiechając się szarmancko, zaczął rozmowę z młodą damą. Po jego gestykulacji Harry wywnioskował, że zachwyca się wyglądem stacji. Potem dziewczyna zaczęła coś tłumaczyć. Oliver nie czekając dłużej wyciągnął z jej koszyka dwie tarcze. Schował je do kieszeni, po czym nisko się skłonił i odszedł.
- Chodź – powiedział kiedy przechodził obok Pottera.
Zaprowadził go na jakiś wielki plac. Ludzie kręcili się, rozmawiali. Do niektórych podjeżdżały śmieszne małe maszyny, po czym szybko odjeżdżały.
- Zanim dam ci to, co wziąłem od tej damuli to ci wytłumaczę, że MY tego nie możemy posiadać. Rozdaje to tylko umarłym szlachcicom za okazaniem aktu zgonu. Jednak jest to bardzo przydatne. Działa na zasadzie biletu, który jest uniwersalny. Masz – powiedział podając Harry’emu małą tarczę.
Potter obrócił w palcach urządzenie. Podobne do urządzenia iPhone firmy Apple. Małe, prostokątne z ekranem dotykowym. Na wyświetlaczu znajdują się słowa w jakimś obcym języku.
- To po łacinie – powiedział Oliver widząc jak Harry czyta po cichu słowa. – Są to cytaty z życia zmarłego. Jak na ciebie czekałem to się nieco dowiedziałem o tym świecie. Każdy tworzy swój Raj. Jak wiesz piękno jest subiektywne, więc trzeba było wymyślić sposób, aby każdy był zadowolony. Tak więc osobie, której się umarło przychodzi tam – powiedział Oliver wskazując na jakieś drzwi. – W tamtym miejscu musi się zarejestrować, pani wydaje takiej osobie klucze do jego landu i takie bilety jak my mamy, no może gorszej klasy. Ale teraz uważaj, bo tu jest haczyk. Przy rejestracji, kobieta sprawdza jak umarłeś, kiedy, jak to się miało na życie innych i tak dalej. Gdyby wyszło na jaw, że my jesteśmy tu tymczasowo…
- Nie kończ – powiedział Harry. – No dobra, ale jak to działa? – zapytał chłopak wskazując, umówmy się, że na iMap
- Jak się urodzisz z góry masz ustalony adres, no ten land – dodał pospiesznie Oliver widząc, że Harry nie kapuje. – Nie ma tu ulic, każdy adres jest indywidualny. Są to najczęściej słowa, które zmarły bardzo często wypowiadał, oraz jakieś motto życiowe. Zobacz, jest tu funkcja wyszukaj – powiedział chłopak dotykając coś do ekranu. – Jest to dobre do odnalezienia swoich znajomych. Możesz wpisać imię i nazwisko, a jeśli nie znasz to jakieś znaki szczególne. Hmm… popatrzmy… ładne nogi, duży biust, wolna… Harry, to może działać nawet jak biuro matrymonialne… Harry… Harry? Gdzie tego ogiera poniosło? – pytał siebie Oliver rozglądając się na boki.
Nagle Oliver usłyszał znajomy dźwięk. Pik Pik. To zegarek oznajmiał, że na odnalezienie Olivi pozostał już tylko siedem godzin.
- No to pięknie. Nie dosyć, że Olivi nie ma, to tego też musiało gdzieś wywiać.
Harry Potter podążał śmiesznym pojazdem pod wskazany adres:
Imię i nazwisko:
James Potter
Cytat (losowo): „Liluś, umówisz się ze mną?”
więcej…

Młody czarodziej nie miał wątpliwości, że chodzi o jego ojca. Stacja zmieniała się w piękną malowniczą krainę. Chłopak pomyślał sobie, że skoro jedzie do swojego ojca, to może ściągnąć tam i ojca chrzestnego? Dotknął prawą ręką lewej po czym pojawiło się znajome niebieskie pióro. „Przyjdź do taty. TERAZ!” – napisał. Po otrzymaniu raportów, Harry wygodnie oparł się o fotel i podziwiał zmieniający się krajobraz. Minęło 10 minut i otrzymał wiadomość od Syriusza: „Gdzie?!”. Harry roześmiał się i odpisał: ”U taty w domu”. Po paru minutach odezwał się głos pojazdu:
- Dolina Huncwotów wita. Przystanek za dwie minuty.
Harry’emu coś podskoczyło w żołądku. Mijał kilka domów. Domyślał się, że było to mieszkania dziadków, chrzestnego, może jeszcze jakiś przyjaciół. Po chwili pojazd się zatrzymał. Rozsunęły się drzwi i Harry stał naprzeciw pięknej, drewnianej bramy. Uśmiechał się od ucha do ucha. Podszedł do furtki. Znajdowała się tam tablica z której Potter usłyszał znajomy głos:
„Witamy serdecznie!
Znajdują się państwo w Dolinie Huncwotów w landzie Jamesa i Lily Potter. Zostaliśmy zabici przez Lorda Voldemorta w 1992 roku w noc Halloween. Posiadamy syna Harry’ego Pottera, który znany jest jako „chłopiec, który przeżył”. Działaliśmy w Zakonie Feniksa. Jeśli obok ekranu świeci się czerwone światełko to znak, że nie ma nas w domu.
Harry z bijącym sercem spojrzał na lampeczkę. Była zielona.
Proszeni są państwo o nagranie się na automatyczną sekretarkę. Oddzwonimy najszybciej jak się da. Życzymy miłego dnia”

Na tablicy do połowy wyświetlał się ten sam tekst, który był mówiony, ponad to na samej górze znajdowało się zdjęcie rodziny z malutkim synkiem. Harry bez namysłu nacisnął dzwonek. Po chwili z domu wybiegła dorosła kobieta o pięknych ognistych włosach.
- Ha-rry? – mówiła
- Tak, to ja! – odpowiedział z uśmiechem Potter
Nagle Harry usłyszał coś w stylu nadjeżdżającego pojazdu (autorka: coś w stylu zioooom xD). Z czarnego samochodu wybiegło dwóch młodych ludzi (autorka: no może z tą młodością nie przesadzajmy ;)). Mężczyzna z okularami na nosie czym prędzej podbiegł do Pottera raz przy tym lekko się potykając.
- S-s-synu – powiedział zdyszany – co za draństwo cię zabiło?!
Lily wybiegła z furtki i mocno przytuliła chłopaka do piersi.
- Moje kochanie – powiedziała i ucałowała syna w czoło.
Do całej gromady dotarł Syriusz Black. Wyglądał o wiele lepiej niż na ziemi. Nie był przerażająco chudy, włosy lśniły blaskiem i uśmiechał się zapewne tak jak to zapamiętał jego FanCLUB w Hogwarcie.
- Harry, witaj w śród martwych – powiedział i przytulił całą trójkę.
- Nie stójmy tak – powiedziała pani Potter ocierając łzę z policzka. – Pójdę zrobić coś do zjedzenia, a wy oprowadźcie Harry’ego po domu.
James położył rękę na ramieniu syna i zaczął oprowadzać go po domu. Państwo Potter osiadali przepiękne mieszkanie w stylu hiszpańskim. Duży budynek o cegłowym kolorze wyglądał imponująco. Łuki, a między nimi kwiaty świetnie komponowały się z drewnianymi oknami. Dookoła budynku były rozsiane nierównomiernie drzewa. Było ich na tyle dużo by dawały cień, ale i na tyle mało aby było możliwość swobodnego poruszania się. Za domem był basen i boisko do quidditcha. Mężczyźni zdążyli obejść ogród, kiedy to Lily zawołała ich na podwieczorek. Harry wszedł do domu. Dom był urządzony z umiarem i klasą. Wielki salon połączony z kuchnią sprawiały wrażenie jeszcze większego domu. Cała rodzina zasiadła do posiłku. Harry pomyślał, że wcale nie musi wracać do domu.
Oliver jechał pod adres:
„Imię i nazwisko: Olivia Florencja Fuller
Cytat (losowo): „Gdzie jest moja smocza krew?!”
więcej…”

Pełen obaw jechał przed siebie patrząc nerwowo na zegarek. Pozostały trzy godziny. „Jak przekonać Oliwię do powrotu. Jak znaleźć Pottera? Jak się stąd wydostać?”. Takie pytania dręczyły Olivera od dobrych kilku godzin. Zanim zdarzył pojechać po Oliwię dowiedział się, że szefostwo wie o intruzach. Zdradziła ich kobieta, którą spotkali jeszcze w jaskini, a brak dwóch tarcz to potwierdził. Wiedział, że czasu jest nie wiele i jeden fałszywy ruch, a będą błąkać się przez wieki po jaskini. W końcu trafił do posiadłości swojej siostry. Nie zdążyła wybudować domu, w sumie nie miała dużo czasu. Jej Land przypominał dziką łąkę z pięknym wodospadem i jednorożcami. Oliver zaczął wspinać się na górę, przeczuwał że właśnie tam znajduje się jego siostra. Nie pomylił się. U przy wodospadzie siedziała kobieta. Moczyła nogi w jeziorze. Piękna ciesząca się życiem. W ogóle nie wyglądająca na osobę, która chce wrócić do innego świata.
- Olivia – zaczął chłopak.
- Heyka! – pomachała bratu dziewczyna – Co tu robisz?
- Eee… przyjechałem cię odwiedzić – skłamał.
- Nigdy nie umiałeś kłamać – powiedziała Olivia kładąc się na plecach.
- Chcę cię stąd zabrać – powiedział szczerze brat i usiadł obok dziewczyny.
- Gdzie?
- Na ziemię, do żywych.
- Co? – powiedziała dziewczyna nagle wstając – Ja się nigdzie nie ruszam, jest mi tu dobrze. A poza tym to ja idę do babci na obiad.
Dziewczyna zabrała swój szal, który leżał obok i zaczęła schodzić z pagórka. Miała długą białą sukienkę z lekkiego materiału. Jak szła wydawało się, że jest otoczona obłokiem, a nie odziana w sukienkę. Oliver pobiegł za nią. Dziewczyna nie dawała za wygraną, przyspieszyła tempo i wpadła do pobliskiego domu. Oliver tuż za nią.
- Elo babcia! – krzyknęła Olivia
Starsza kobieta wyjrzała z kuchni.
- A kogóż ja widzę? Moje słodkie pociechy? – zapytała starsza pani i przytuliła Oliwię – Kolacja będzie za piętnaście minut.
Oliver spojrzał na zegarek. Pozostało trochę ponad dwie godziny. Nagle spostrzegł, że siostra ogląda jakiś ciekawy program gdzie pokazują… jego zdjęcie.
- Zrób głośniej – powiedział do Olivii i usiadł obok niej na kanapie.
„Dziś rano do naszego świata przedostało się dwóch młodych ludzi. Pan Potter Harry i pan Fuller Oliver. Nie wiadomo jak ominęli zabezpieczenia, wiadomo jednak, że nie bez powodu zawitali do naszego świata. Szukają panny Olivii Fuller – siostry jednego z intruzów. Do każdego domu rozsyłamy zdjęcie obcych i prosimy o udzielenie każdej informacji, która pomoże w uchwyceniu zbiegów.”

Oliver usłyszał jakiś dzwonek i odgłos wylatującej kartki. Podszedł do komody, zobaczył tam dwa zdjęcia: swoje i Harry’ego z wielkim napisem: POSZUKIWANI.
- Olivia! Wracasz natychmiast do domu! – zagrzmiał Oliver, a jego już przydługie czarne włosy opadły na oczy
- To nie mnie szukają – słusznie zauważyła Olivia zajadając się babcinymi naleśnikami.
- To pomóż mi znaleźć Pottera – powiedział Oliver wchodząc do kuchni.
- Ech… no dobrze – powiedziała panna Fuller i wzięła coś z komody. – Jak oni się nazywali… BABCIU! JAK NAZYWALI SIĘ RODZICE POTTERA?
- Zapewne James i Lily Potter. Mieszkają w Dolinie Huncwotów…. mieszka tam Dorea moja koleżanka, a babcia Harry’ego – dodała pospiesznie widząc pytającą minę wnuczki.
- No to kierunek Dolina Huncwotów! – krzyknęła Olivia i poszła z bratem do samochodu.
Rodzeństwo wsiadło do pojazdu i ruszyli pędem przed siebie.
- To jest najlepszy samochód jaki znalazłam w salonie – powiedziała Olivia. – Ma nawet autopilota.
- Olivia…
- Mam ci pomóc ratować Pottera, a nie… NIE CHCĘ WRACAĆ! – krzyknęła Olivia – TU jest mi dobrze. Cisza spokój. Za niedługi czas wybuduję swoją pracownię eliksirów i będę szczęśliwa.
- Pomyślałaś o rodzicach jaki horror przeżyją? – zapytał brat
- Ty mnie nie bierz na rodziców! Poza tym to twoje zmartwienie, bo to z twojego powodu zostałam zabita. To TY mnie sprowadziłeś do tej swojej Deatis, która potem przyszłości podstępnie mnie otruła. Masz tą swoją przyjaciółkę!
Oliver zamilkł, wiedział, że nie ma co kontynuować rozmowy z siostrą… i tak się nie zgodzi. Dalszą podróż spędzili w milczeniu. W końcu usłyszeli
- Dolina Huncwotów wita. Przystanek za dwie minuty.
Oliver wyskoczył jak oparzony z samochodu.
- Gdzie ci się tak spieszy? – zapytała Olivia widząc jak brat kilka razy naciska dźwięk domofonu
- Nigdzie – odpowiedział patrząc na zegarek, na którym pozostało półtorej godziny.
W końcu wyszła do nich młoda kobieta.
- Dzień dobry, czy zastaliśmy Harry’ego Pottera? – zapytał Oliver
- Pojechał z Ojcem na stację – odpowiedziała kobieta. – Tobie też radzę – powiedziała zwracając się do Olivera – inaczej będziecie mieli kłopoty.
- W sumie to wszystko jedno, gdzie te kłopoty będą… - powiedział do siebie Oliver
Rodzeństwo znowu wsiadło w samochód i obrało kierunek: STACJA. Pod koniec podróży Oliver postanowił jeszcze raz zaryzykować i zaczął temat powrotu do żywych.
- Olivia… - zaczął – Jak nie wrócisz Potter zginie, ponieważ zawarł przysięgę Torresa, a jak my w ogóle nie wrócimy to zabiją przyjaciół Pottera. Proszę… pomóż nam… - mówił Oliver robiąc zmartwioną minę. Wyglądał tak słodko i niewinnie.
- Gdybym nie była twoją siostrą to może i bym się nabrała na te słodkie oczka – odpowiedziała Olivia – Nie i koniec. To nie moja wina, że Potter był na tyle głupi, że zawarł z Torresem układ.
Dojeżdżali na miejsce.
- Poza tym to będę szczęśliwa jak jakiś śmierciożerca zabije drania za to, że nie wypełnił zadania.
Usłyszeli głos pojazdu:
- Stacja. Przystanek za dwie minuty.
Rodzeństwo wysiadło. Zaczęli bacznie rozglądać się za czarną czupryną. Weszli do środka. Ludzie podejrzanie patrzyli na Olivera. Nie było wątpliwości, że go rozpoznają z telewizji. Do zakończenia zadania zostało jakieś 15 minut. Oliver kręcił się wokół własnej osi, aż nagle zauważył znajomą postać. Podbiegł do niej czym prędzej.
- Harry… - urwał ponieważ zostali otoczeni przez jakiś podejrzanych ludzi z różdżkami wycelowanymi w ich skromne osoby. Nastała cisza, którą przerwał jakiś mężczyzna. Krąg się otworzył i do środka wszedł mężczyzna w podeszłym wieku w towarzystwie kobiety, którą chłopcy zaszczyt mieli poznać już w jaskini.
- To oni? – zapytał się kobiety
Dama skinęła twierdząco głową.
- Czego tu szukacie? – zapytał starszy człowiek
- Przybyliśmy po moją siostrę… - powiedział Oliver
- Po co? – zapytał starzec
- Jeśli nie wróci z nami nasi przyjaciele zostaną zabici – wtrącił Potter.
Mężczyzna uczynił gest ręką i otworzył portal. Przypominał to ciemny wir.
- Gdzie jest twoja siostra?
- Tu jestem – odezwała się dziewczyna.
- Moje dziecko, chcesz wrócić do domu? – zapytał starzec
Olivia zawahała się przez chwilę, popatrzyła na brata i Harry’ego. Chciała im pomóc, ale tu była szczęśliwa, tu odnalazła spokój. Na ziemi czekały ją tylko problemy.
- Nie – odpowiedziała.
- Widzicie, ona nie chce wracać. Tu jest jej miejsce – mówił starzec – nie na ziemi. Wy musicie wracać, bo pozostając tu nie zaznacie spokoju. proszę – powiedział wskazując na portal i zapraszam dopiero kiedy naprawdę umrzecie.
Chłopcy rozejrzeli się dookoła. Czy tego chcą czy nie wrócą do domu bez Olivii. Każdy ich sprzeciw nie wiadomo czym by się zakończył. Po mężczyznach tworzących krąg można spodziewać się wszystkiego. Oliver już miał przekraczać portal kiedy odezwał się:
- Pamiętasz kochana jak Torres potraktował cię kiedy umierałaś? Jaki był pewny siebie? Myślisz, że Czarny Pan da mu umrzeć? Myślisz, że szybko znajdziesz tu tego osła? Mylisz się… ten jego uśmieszek długo będzie gościł na jego twarzy.
To powiedział pan Fuller i wskoczył w czarny wir. Zakręciło mu się w głowie, myśli obijały się mu o czaszkę. Nie wiedział kim jest i co robi, nie wiedział co się dzieje. Twarde lądowanie pod nogi Torresa nieco odświeżyło mu pamięć.
- Gdzie Olivia? – zagrzmiał Torres z trudem wstając z fotela
- Gdzie Olivia? – zapytał Fuller Pottera wstając i kołysząc się z lekka
- Jaka Olivia? – zapytał Potter
- Jaka Olivia? – zapytał Oliver Torresa
Torres wychodził z siebie. Wyjął różdżkę i już miał zadać ból panu Fullerowi, kiedy to ktoś wytrącił mu narzędzie z ręki.


___________________
* WINGARDIUM LEVIOSA – zaklęcie, na dźwięk którego latają różne przedmioty;
** CRUCIO jedno z trzech zaklęć niewybaczalnych. Crucio zadaje ból;

------------------------------------------------------------------------------------

Rozdział miał ukazać się jutro, ale ze względu na to, że co niektórzy wymyślają jakieś roboty domowe, sądzę że bym go nie opublikowała. Jak wymyślałam wątek podróży w Zaświaty wydawał mi się bardzo ciekawy i nie mogłam się doczekać, kiedy go napiszę, ale teraz mam coś lepszego ^^ tylko kiedy ja to napiszę xD
Powiem Wam, że chcę zmienić wygląd tej strony, ale nie mam żadnego pomysłu… zrobiłam dwa szablony i doszłam do wniosku, że są beznadziejne. Chyba wena w sprawach szablonowych mnie opuściła xD A to wszystko przez Pottera. Wiecie jak ciężko jest znaleźć ładne zdjęcie Pottera i to jeszcze Radcliffa xD Po prostu jakiś cud xD Ale tak sobie pomyślałam, że może zrobię nagłówek ze „swoim zdjęciem”… co wy o tym sądzicie? Hermiona mi się nie podoba, Rona nie można znaleźć… Harry pożal się Boże… ej, a może jakiegoś Torresa chcecie co? ^^ Ale nie wiem czy to nie popsuje jakiegoś waszego wyobrażenia na jego temat… Piszcie z kim chcielibyście szablon i czy z suwakami bądź bez ^^ a jeśli z Harrym to proszę o jakieś ładne zdjęcie ^^ (mam jedno, ale takie na zimę ;/) Jakby kto się pytał to poszukuję zdjęcia z HP i CO jak to Harry się odwraca i ma zasłonkę obok siebie. To jest ta scena jak się pokłócił z Ronem. No to tyle ogłoszeń xD Piszcie w komentarzach opinie na temat notki i… przyszłego szablonu xD
Komentuj
AUTOR: Carmen DATA: 1-07-2008 {16:51} SKOMENTOWAłO: komentarzy 20

ROZDZIAŁ DWUNASTY
„You Have one New Message cz.2”


Serce Harry’ego zatrzymało swój bieg. Stał przed nim czarnowłosy mężczyzna, ubrany jak zwykle na czarno. W tej chwili bacznie obserwował swojego ucznia, który kompletnie nie potrafił ważyć poprawnie eliksirów. Potter w końcu otrząsnął się i wydukał:
- Dzień dobry.
- Panie profesorze – dokończył Snape.
- A nie musi pan do mnie mówić „profesorze” – odpowiedział Harry lekko zdenerwowany.
- Jak zwykle bezczelny – odpowiedział chłodno Snape – jak twój…
- Ojciec – dokończył Potter. – Nauczyłem się tego na pamięć, bo tak często mi to pan wypominał.
- „Profesorze” – powiedział Severus chcąc poprawić Harry’ego.
- Co pan się uparł z tym „profesorem”, no ale dobrze. Skoro pan nalega może się pan zwracać do mnie „profesorze”.
- Gryffindor traci 100 punktów – powiedział Snape z lekki triumfalnym uśmiechem.
- Nie jestem już uczniem Hogwartu.
- Praktycznie, ale teoretycznie nadal jesteś – odpowiedział nauczyciel. – Gryffindor na pewno się ucieszy.
Harry spuścił głowę. Pewność siebie, którą miał przed chwilą gdzieś znikła.
- Co to ma być?! – powiedział Severus patrząc na Harry’ego. – Jednym ruchem zepsuł pan to na co Zakon pracował trzy miesiące.
To co mówił Snape może i było ważne, ale nie dla mózgu Harry’ego. Chłopak cały czas myślał o tym, że nie obejrzał do końca wspomnień. Nie mógł pozbierać świetlistej mgiełki i obejrzeć to wszystko jeszcze raz. Miał uczucie, że coś przegrał. Nic go nie obchodziło to, że jego nauczyciel coś gadał. Liczyło się to, że poznały historii swoich rodziców na tyle dobrze ile by chciał.
- … musisz – ciągnął dalej monolog Snape.
- Tak. Muszę już iść. Żegnam – powiedział chłopak i wyszedł.
Harry poszedł do łazienki dziewczyn. Po drodze spojrzał na zegarek. Była 1:13. „Mam nadzieję, że Hermiona zrobiła ten eliksir”. W pełnym napięciu szedł do łazienki, jednak na miejscu szybko się przekonał, że jego obawy były bezpodstawne. Dziewczyna postarała się i wywar był idealny.
- No to gdzie się spotkacie? – zapytała Hermiona
- W Zakazanym Lesie – odpowiedział Harry.
- To wiem, ale w którym miejscu konkretnie? – dociekała Hermiona
- No… przy jeziorze – powiedział szybko Harry, ale nie był do końca pewny czy to prawda; Oliver nie uściślił miejsca spotkania.
- To może chodźmy – zaproponowała Hermiona, która nalewała eliksir do flakonika. – Zanim dojdziemy, zanim co to będzie 3:00.
- No to ruszaj swoje siedzenie – powiedział Ron i cała trójka wyszła z łazienki.
Dzięki mapie Huncwotów wymknęli się niepostrzeżenie z zamku, jednak tym samym bardzo oddalili się od Zakazanego Lasu. Musieli się wrócić co zajęło im większość czasu. Kiedy w końcu dotarli do jeziora zapadała głęboka cisza. Tafla zbiornika wodnego była idealnie gładka. Każdy szelest wywoływał uniesienie przed siebie różdżek. Harry modlił się w duchu by Oliver wybrał jezioro, by nic nie kombinował. O 3:15 coś trzasnęło i dwadzieścia metrów dalej zobaczyli trzy postacie. Jedna leżała owinięta w jakąś tkaninę, dwie stały.
- Harry – krzyknął męski głos.
- To Oliver – powiedział Harry do przyjaciół. – Tu jesteśmy! – odkrzyknął
- Szybciej! Nie ma czasu! – krzyknęła Deatis – Ona umiera…
Przyjaciele jak najszybciej podbiegli do umierającej dziewczyny. Bardzo się zmieniła. Olivia zawsze ładnie opalona, tym razem przypominała białe prześcieradło. Jej oczy nie poruszały się, cięgle były skierowane w jednym kierunku. Bardzo schudła, najlepiej można było to zauważyć na dłoniach. Kości zostały bardzo uwydatnione. Skóra nieestetycznie oplatała całe ciało. Włosy straciły swój blask, objętość i sprężystość. Zapach Oliwi w niczym nie przypominał tego, który Harry zapamiętał. Teraz można go porównać do popsutych jaj smoków. Jednym słowem: głuchy, ślepy i niemowa z powodzeniem by się kapnął, że jest coś nie tak.
- Szybko, daj jej eliksir – powiedział Harry do Hermiony.
- Jaki eliksir do cholery?! – zapytała Deatis, ale nikt jej nie odpowiedział
Co chwila było słychać słowa: „szybciej” „podnieś jej głowę” „przykryj ją”. Kiedy wlano w Olivię zawartość flakonika nastało oczekiwanie. Wszyscy wpatrywali się w oczy dziewczyny.
- Nie działa – powiedział Oliver ciągle wpatrując się w oczy siostry.
- Działa – powiedział Harry. – Czujesz?
- Co? – zapytał chłopak
- Konwalie…
Faktycznie, zapach Oliwi wracał do normalnego stanu. W towarzyszach rodziła się nadzieja. Dziewczyna otworzyła oczy. Chciała coś powiedzieć, ale nie mogła, coś jej przeszkadzało. Słabą ręką sięgnęła do swojej kieszeni w poszukiwaniu różdżki. Deatis uklęknęła przy niej i zabrała kawałek drzewa.
- Jesteś za słaba – powiedziała pani de Didero. - Nie dotykaj, bo jeszcze zrobisz komuś krzywdę.
Panna Fuller zebrała całą swoją siłę by zabrać Harry’emu różdżkę. Na przełomie paru sekund nad przyjaciółmi widniał ognisty napis „ZDRADA!”. Oliver zdążył spojrzeć się na Deatis, zanim śmierciożercy zabrali go. Po chwili wszyscy stali w kręgu związani. Każdy wysłannik Czarnego Pana miał przydzielonego do siebie jednego dzieciaka.
- Bardzo dobrze Deatis – powiedział młody chłopak. – Mogę różdżki?
Chłopak wyglądał na 20 lat. Czarne włosy, śniada cera – idealny szpieg dla Czarnego Pana. Od każdej liczącej się dziewczyny mógł wydobyć każdą informację. Na tą okazję ubrał się w czarny garnitur. Ciemna koszula, nie do końca zapięta, odsłaniała idealnie wyrzeźbione ciało chłopaka. Deatis zbliżyła się do niego i posłusznie oddała różdżki państwa Fuller, Pottera, Granger i Weasley’a.
- Torres! Ty przeklęty patafianie! Zabiję cię! – odezwał się słaby głos kobiety
- O! Olivia – odpowiedział chłopak pakując różdżki do torby zostawiając sobie jedną. – Nie zauważyłem ciebie. Chcesz mnie zabić?
- Tak… - odpowiedziała cicho dziewczyna – Nienawidzę cię!
- W takim razie puść ją – powiedział Torres do śmierciożercy odpowiedzialnego za pilnowanie Oliwi.
Dziewczyna upadła na kolana. Po truciźnie, którą podała jej Deatis była całkowicie bezsilna.
– Masz – powiedział rzucając jej pod nogi różdżkę.
Olivia wzięła do ręki magiczny przedmiot. Kołysząc się podniosła się z ziemi. Spojrzała prosto w oczy przeciwnikowi. Ręka lekko drgająca wycelowana była w samo serce Torresa.
- No dalej, zabij mnie. Przecież tak tego pragniesz – mówił chłopak, który zaczął się do niej powoli zbliżać.
Olivia patrzyła Torresowi w oczy. Chciała rzucić na niego zaklęcie uśmiercające, a przynajmniej torturujące, ale… nie mogła. Coś we wnętrz niej jej nie pozwalało. Słaba, zachwiana w swoich uczuciach nie wiedziała co robić. Tyle razy widziała tą twarz... roześmianą, miłą, która…
- Długo będę czekał na tą śmierć? – szepnął Torres, który zbliżył się tak, że prawie stykał się z ciałem dziewczyny
Olivia jednak milczała, nadal patrzyła w jego piękne ciemnobrązowe oczy.
- Tak myślałem – powiedział po chwili. – Tak myślałem – powtórzył i zabrał bez najmniejszego oporu różdżkę Oliwi.
Dziewczyna upadła na ziemię, chciała umrzeć. Eliksir o dźwięcznej nazwie „Febrigos” był najgorszym, który mogła wymyślić Deatis. Wprawdzie Olivia dosyć często robiła ten wywar, ale nigdy go nie piła. „Febrigos” jest trucizną uśmiercającą. Jej objawy są bardzo podobne do takich pospolitych. Trudno rozpoznać czy to zwyczajne otrucie, czy też nie. Niestety nie wynaleziono odtrutki. To co podała Hermiona tylko obudziło Oliwię. Trucizna nadal jest w niej. Eliksir powoduje śmierć poprzez wycieńczenie. Człowiek czuje jak uchodzi z niego cała energia… życie. Ma problemy z równowagą i mową. Dziewczyna zastanawiała się skąd Deatis zdobyła tak doskonale uważony eliksir. Odpowiedź, którą poznała była okropna. Olivia „Febrigosem” zwalczała szkodniki w ogrodzie. Zapas mikstury nosiła w swojej torbie. Nagle poczuła jak uchodzi z niej szczęście. To było coś nowego, nie wywołał tego eliksir tylko… dementorzy. Setka istot ni to martwych, ni to żywych unosiła się nad głową. Dziewczyna przyłożyła policzek do ziemi. Śmierć jest pewna. Jeśli jakimś cudem nie wykończy jej eliksir, to dzieło dokończy pocałunek dementora.
- Zabić tego rudego, tą brązową i Fullera. Tych dwoje nie ruszać! – powiedział Torres wskazując na Oliwię i Harry’ego
Olivia leżała na ziemi wsłuchując się w dźwięki, które słyszała. Poddała się w walce z nieszczęściem, które przynieśli dementorzy. W okropnym humorze liczyła uderzenia swojego serca, może następne będzie ostatnie? Nagle poczuła jak drży ziemia. Usłyszała nierówny trucht końskich kopyt. Zamknęła oczy, dementor właśnie zbliżał się do Olivera. Łza spłynęła jej po policzku. Drżenia były coraz wyraźniejsze. „Za późno” – myślała.
- Ej ty! – krzyknął Torres do jednego z śmierciżerców – Zabierz Fuller i Pottera. Czarny Pan chciał ich mieć żywych.
- Żywych? – zapytała Deatis zdziwiona
- No tak żywych – odpowiedział chłopak, dla którego ten fakt był oczywisty. – A co mu po martwych?
- Jest mały problem… - zaczęła panna de Didero
- Co jest? – zapytał młody śmierciożeca, który po woli domyślał się co Deatis mam u do przekazania – Co ty jej podałaś? – powiedział spokojnie
- Febrigos.
- CO?! – krzyknął Torres co spowodowało ogólne zainteresowanie nawet wśród dementorów – Wiesz co to za eliksir?!
- Miałam ją do cholery unieszkodliwić!
- No właśnie, a tu jest drobna różnica pomiędzy „unieszkodliwić” a „zabić”!
Chłopak szybko podszedł do umierającej dziewczyny. Uklęknął i wziął jej głowę do góry.
- Wymyśliłaś odtrutkę prawda? – zapytał
- Nawet gdybym wymyśliła, to bym ci nie powiedziała – odpowiedziała Olivia - Będę usatysfakcjonowana, gdy jakiś śmierciożerca cię zabije z polecenia Voldemorta.
- STOP! – krzyknął Torres wstając – Przyprowadzić tą brązowowłosą.
Hermiona była wykończona psychicznie. Dementorzy zanim złożą swój pocałunek chcą pobawić się swoją ofiarą. Złamać ich psychikę. Tak więc panna Granger musiała być prowadzona przez swojego „anioła stróża”.
- Co podawałaś jej za antidotum? – zapytał prosto z mostu
Dziewczyna musiała poukładać sobie pytanie w głowie. Te tortury dementora razem ze szczęściem wyssały trochę spostrzegawczości.
- „Contengans” – odpowiedziała po chwili.
- Nie działa? – zapytał Torres zwracając się do Oliwi
- Nie – odpowiedziała z uśmiechem, która zaczęła się bawić tą nagłą jego troską o jej zdrowie, a raczej życie.
Chłopak ponownie uklęknął przy dziewczynie i wziął jej głowę tak, że patrzył jej prosto w oczy.
- Gdzie ta odtrutka? – zapytał ponownie
- Nie ma – odpowiedziała i zamknęła oczy.
- Olivia? – zapytał Torres po czym sprawdził puls – Umarła – powiedział tak jakby sam nie wierzył w to co się stało.
Nagle usłyszał za sobą jak ktoś głośno wypuszcza powietrze. Nie mógł to być człowiek…
- … CENTAURY! – ktoś krzyknął ze śmierciożerców
- ZABIĆ! – krzyknął młody wysłannik Czarnego Pana
Zaczęła się bitwa. Zaklęcia miotały się po całym polu. Na pomoc młodym czarodziejom przybiegły jednorożce. Wszyscy ze sobą walczyli. Jednorożce przebijały swoimi rogami śmierciozerców. Centaury strzelały ze swoich łuków. Nagle jeden z wysłanników Czarnego Pana zaczął miotać ognistymi zaklęciami. Podpalił jednego jednorożca, ten zaczął w szale taranować wszystko co spotkał na swojej drodze... a spotkał ciało Oliwi.
- Zabrać ciało! –krzyknął Torres zabijając centaura
Jednak nikt go nie posłuchał. Dziewczyna została przebita na wylot rogiem jednorożca. Zwierze nie widząc gdzie biegnie wpadło do jeziora. Biegło tak długo i daleko, że w końcu i on i cało oliwi pochłonęło jezioro. Nagle Harry usłyszał znajomy przeraźliwy dźwięk „You Have one New Message”.
- W takiej chwili?! – krzyknął Harry
Był trzymany przez śmierciożercę, jednak za wszelką cenę wyciągnął rękę przed siebie i odczytał „Harry Potter? Tu Łapa…”.
- Ava… - krzyknął Torres, jednak nie skończył, bo młody jednorożec staranował go przytykając jego ciało do drzewa

Młody chłopak otworzył oczy. Obok niego klęczała Deatis opatrując jego bok.
- Co się stało? – zapytał w końcu
- Zostałeś lekko zarysowany przez róg jednorożca – odpowiedziała Deatis.
Chłopak mimowolnie spojrzał na swoją ranę. Na lewym boku miał dziesięciocentymetrową dziurę. Strasznie krwawiła, jednak Deatis była doskonałą pielęgniarką. Chłopak wiedział, że jak ona się nim opiekuje to nic mu nie będzie.
- Potter? – spytał
- Związany, siedzi przy drzewie – odpowiedziała panna de Didero patrząc się na ranę.
- Straty?
- Blosso, Konwečki i Potocki – odpowiedziała Deatis
- Zabezpieczyć teren – rozkazał.
- Już im powiedziałam by to zrobili – powiedziała dziewczyna bandażując bok chłopaka.
- Olivia?
- Nie żyje – powiedziała patrząc chłopakowi w oczy.
- Świetnie… - odpowiedział i zamknął oczy
- Mam plan – powiedziała de Didero tak jakby od niechcenia. – Potter ma pozytywkę. Może za jej pomocą uda mu się Olivię sprowadzić z powrotem.
Torres otworzył oczy.
- Przyprowadzić Pottera.
Po chwili dwóch wysłanników przybyło z Harry’m.
- Masz pozytywkę – zaczął Torres.
- Nie mam – skłamał Potter.
- Kłamanie idzie ci równie źle jak udawanie martwego – skwitował Torres. – Czego chcesz w zamian za to, że ją sprowadzisz z powrotem?
Harry szybko przeanalizował całą sytuację.
- Puścisz moich przyjaciół wolno – odpowiedział po chwili.
- To oni jeszcze żyją? – roześmiał się Torres, ale szybko tego pożałował ponieważ rana zaraz zaczęła go boleć – Chcesz by byli wolni…
Młody chłopak wstał i zaczął chodzić co sprawiało mu ból.
- Zgoda – powiedział po chwili. – Przyprowadzić Fullera.
Zrobili jak im kazał, Oliver wydawał się przerażony.
- Masz 48 godzin na przyprowadzenie panny Oliwi. Do pomocy masz Olivera. Jeśli się nie wyrobisz tamtych dwoje zostanie uśmierconych. Pasuje ci taki układ? – zapytał Torres
- A co jak ją przyprowadzę? – odpowiedział pytaniem Potter
- Wtedy tamtych dwoje i ten tutaj – powiedział wskazując na Olivera – puścimy wolno. Ty i Olivia zastaniecie z nami.
- Jeśli odmówię… - zaczął Harry
- … to was wszystkich zabijemy i nie będziemy się cackać – dokończył Torres. – decyzja należy do ciebie.
- Zgoda. Przyprowadzę ją – powiedział Potter.
- No to zgoda – powiedział Toress i podał Harry’emu rękę.
Młody czarodziej zawahał się, ale i on wyciągnął dłoń. W chwili zetknięcia się ciał dłonie otoczyła zielona mgiełka.
- Co to? – zapytał odruchowo Potter
- Na wypadek gdybyś chciał wyciąć jakiś numer – odpowiedział z uśmiechem Torres. – Zaprowadzić ich tam gdzie będą chcieli.
- Do zamku – powiedział Potter.
On i Fuller w towarzystwie dwóch śmierciożerców udali się do komnaty życzeń po pozytywkę.
- Wiesz coś ty zrobił? –zapytał Oliver w połowie drogi
- Chcę ratować przyjaciół – odpowiedział Potter.
- To jest jakiś horror. Jeśli nawet uda nam się znaleźć Oliwię to na pewno nie będzie chciała zwracać. Jak jej nie sprowadzimy to zabiją tych twoich przyjaciół. Jak ją sprowadzimy to nas puszczą wolno, a ciebie i Oliwię wydadzą Czarnemu Panu. Jakbyśmy chcieli uratować i siebie i ich to ciebie zabije zaklęcie „Przysięgi Torresa”. Ot i cała sytuacja.
Cała czwórka znalazła się przy wielkiej ścianie. Harry dobrze znanym mu sposobem wywołał małe drzwiczki. Zniknął za nimi by po chwili wrócić z małą kostką. Poszukał motywu czaszki i postawił kostkę na ziemi. Potter cofnął się o kilka metrów trzymając Olivera za rękę.
- Na czym postawiłeś? – zapytał ciekawości Fuller
- Na czaszcze.
- Myślałem, że załatwimy to wehikułem czasu.
- Czaszka to wejście do zaświatów – powiedział Potter spoglądając na przyjaciela.
- Nie – odrzekł Oliver. – Za jej pośrednictwem można porozumiewać się ze zmarłymi…
- Nie – powiedział stanowczo Harry.
Usłyszeli przepiękny śpiew słowika i nagle przed nimi pojawiła się budka telefoniczna taka, którą Harry dostał się do Aten. Potter podszedł, otworzył drzwi i powiedział:
- Zapraszam do środka. Pociąg odjeżdżający do Zaświatów odjeżdża za 30 sekund. Gotowy na spotkanie z trupami?
- Żeby to były tylko trupy – powiedział Oliver do siebie wchodząc do budki telefonicznej.
Harry postąpił tak samo. Drzwi się zamknęły. Fuller włączył stoper w zegarku. Coś huknęło, coś puknęło i znikli.


------------------------------------------------------------------------------------

Witam wszystkich. Rozdział może krótszy, ale chciałam aby nowy wątek był pisany w nowym rozdziale. Mam nadzieję, że Wam się podobało (: Jeśli chcecie dowiedzieć się coś więcej o bohaterach zapraszam tutaj.

Warto zauważyć, że otworzyłam nową podstronę! Nazywa się „Kwatera Główna”. W tym tygodniu mają mi przywieść automat do Pepsi z KFC. Tyle, zapraszam na kwaterę.
Komentuj
AUTOR: Carmen DATA: 15-06-2008 {20:03} SKOMENTOWAłO: komentarzy 22

ROZDZIAŁ JEDENASTY
„You Have one New Message cz.1”


Pogoda była wyjątkowo ładna. Harry Potter wraz z nieznaną mu bliżej osobą, poszli do biblioteki. Było to duże pomieszczenie, nieprzeciętnie wysokie. Całe ściany zajmowały pułki wypełnione książkami, każda równo ustawiona. Literatura współczesna, XVI-wieczna, naukowa, biografie. Co chciałeś to miałeś. Całe pomieszczenie było umeblowane „á la klasyczny wnuk”. Połączenie dębowych mebli z fioletowym dywanem w greckie wzory było strzałem w dziewiątkę. Długie, ciemnofioletowe kotary ze złotym obszyciem leciutko zasłaniały okno, jednak w pomieszczeniu nadal było bardzo dobre oświetlenie. Harry uznał, że tak najprawdopodobniej wygląda raj Hermiony. „Nie wolno jej w takie miejsca wpuszczać! Wtedy to już żadnego kontaktu nie nawiąże ze światem. Swoją drogą, ciekawie ile by jej zajęło opanowanie informacji zawartych w tej bibliotece.” Tak rozmyślając usiadł na fioletowym fotelu w dębowym stolarzu. Naprzeciw niego usiadła pani Sisous. Spoczywali obok okna, oddzielał ich okrągły stoliczek, na którym stały róże w wazonie. Harry mógłby przysiąc, że zmieniają swój kolor, jednak zmiana była tak nie wielka, iż chłopak nie był do końca pewien. Dwoje nieznanych ludzi patrzyło bacznie sobie w oczy.
- Wiesz kim jestem? – zapytała kobieta zakładając nogę na nogę
- Pani wysłała mi pozytywkę – odparł chłopak zastanawiając się czy ona czegoś nie knuje.
- Zgadza się. Dobrą masz pamięć. Zastanawiam się jednak, czy wiesz coś o mnie więcej prócz tego incydentu sprzed kilku miesięcy? – zapytała pytaniem retorycznym kobieta – Byłam przyjaciółką Syriusza Blacka.
Na dźwięk imienia swojego ojca chrzestnego, Harry’ego ścisnęło coś w żołądku.
- On nie żyje – powiedział chłopak nie wiedząc czemu kobieta wspomina jego chrzestnego.
- Wiem.
Młody czarodziej tym bardziej nie wiedział, dlaczego ta kobieta dręczy go wspomnieniami. Harry ciągle widzi Syriusza wpadającego w krąg. Nagle zastanowiło go to w jaki sposób kobieta dowiedziała się o śmierci jej domniemanego przyjaciela. „Przecież tam w ministerstwie byli zakon i… nie… śmierciożercą nie może być, bo nie widzę znaku, a przecież jest z odsłoniętymi ramionami. Chyba, że znak robią w innych miejscach np.”
- Przepraszam, co cię tak rozbawiło? – wtrąciła się Connie widząc uśmiech Pottera
- Nic. Skąd pani wie o śmierci mojego ojca chrzestnego? – zapytał prosto z mostu
- Od Lupina. Znasz chyba… - odpowiedziała kobieta
- Tak – odpowiedział Harry uznając za dość prawdopodobną wersję takich wypadków. – Możemy tą rozmowę załatwić trochę szybciej? Chciałbym mieć to już za sobą.
- Proszę bardzo. Cztery lata temu twój ojciec uciekł z Azkabanu. Wiedziałam, że był niewinny, dlatego na początku przyszedł do mnie. Pozostawił mi na przechowanie flakonik – w tej chwili postawiła na stoliczku małą buteleczkę z jakąś mgłą w środku – i list.
- Co ma to wspólnego ze mną? – zapytał chłopak przyglądając się bacznie kobiecie
- Adresatem jesteś ty. Jest to część spadku. Być może w liście jest więcej coś wyjaśnione. Miałam ci to przekazać po jego śmierci.
- Coś długo pani to przekazywała – powiedział Potter biorąc do ręki list.
- Nie mogłam się do ciebie dostać. Ciągle zmieniałeś miejsce zamieszkania.
- Ja? Nie… ja od dawna mieszkam w tym samym miejscu. Szukała pani w Hogwarcie? – zapytał Harry, któremu wcale nie zależało na odpowiedzi
- Nie wpuszczono mnie.
- To co takiego pani przeskrobała? – zapytał młodzieniec z drwiną w glosie
- Nie ważne – odpowiedziała kobieta marszcząc lekko brwi nad oczami.
- Dlaczego? Ważne! – prawie krzyknął Potter, którego wspomnienia o przyczynie oraz śmierci Syriusza doprowadzały do furii
- Nie będziesz mi tu gówniarzu krzyczał! – krzyknęła Connie wstając, po czym wyszła
Harry czuł każdy przepływ krwi w swoim organizmie. Dwa lata walczył z tym by nie obwiniać się za śmierć Blacka. Teraz wydaje mu się, jakby Syriusz umarł przed chwilą. Wspomnienia stały się bardzo bliskie, niebezpiecznie bliskie. Odrodził się żal, ból, gniew… Nagle porwał wazon i cisną nim z całej siły w przeciwległą ścianę, rozbijając lustro. Harry padł na kolana. Wspomnienia były nie do zniesienia. Lustro… rozbiło się jak to podarowane mu przez Syriusza. Klęczał na podłodze ściskając się za brzuch. Patrzył bezwładnie na wzory na dywanie. W tej chwili do pokoju wszedł mały jednorożec. Taki radosny i niewinny. Podszedł do chłopaka i zaczął wpatrywać się w niego swoimi pięknymi, dużymi oczami. Potter mimowolnie uśmiechnął się i pogłaskał źrebaka. Uspokoił się. Nie wie jednak czy sam z siebie, czy to jakieś nie odkryte właściwości jednorożców. Chłopak wstał i podszedł do stolika gdzie leżał list. Wziął głęboki oddech po czym zaczął czytać:

Azkaban
25 czerwca 2002r.


Harry!

Czytasz ten list, więc umarłem. Mam nadzieję, że w jakimś pojedynku, a nie w łóżku. Nie chciałem Cię opuszczać… tak wyszło. Na wszelki wypadek napiszę, byś się o moją śmierć nie obwiniał. To co zrobiłem, zrobiłem JA. Nikt nie jest w stanie mnie powstrzymać jak sobie coś zaplanuję… nawet Ty, dlatego to nie jest Twoja wina. Zapisałem Ci w oficjalnym testamencie wszystko co miałem: dom, pieniądze… Chciałem Ci jednak podarować coś wyjątkowego. W buteleczce znajdują się moje wspomnienia. Wybierałem takie byś mógł przez chwilkę pobyć z rodzicami, poznać ich historię… no przemyciłem trochę Huncwotów. Mam nadzieję, że się cieszysz. Wiem, że bardzo brakuje Ci bliskich, dlatego daje jeszcze długopisy. Wygraliśmy je z Twoim tatą jak byliśmy w wesołym miasteczku. Wtedy to poznałem Connie. Teraz jest dojrzałą kobieta, ale wtedy to była taka niewinna dziewczyna. A jakie miała usta słodkie! Harry, szczerze życzę Ci byś takich posmakował! Ale nie z nią! Za stara jest dla Ciebie… z jakaś inną dziewczyną się całuj… równie piękną i bystrą. Ale wracając do długopisów. Jeden zatrzymaj, a drugi daj najlepszemu przyjacielowi. Możecie wtedy bezpiecznie ze sobą rozmawiać. Wystarczy, że napiszesz na swojej ręce jakiś tekst, zaraz po tym osobie, która ma drugi długopis wyświetli jej się Twój przekaz. Wybieraj mądrze. Osoba, której podarujesz drugi długopis dostaje go na całe życie. W chwili śmierci długopisy się materializują. Teraz dotknij jednego, a drugi daj komuś.


Harry zajrzał do koperty. Znajdował się tam tylko jeden długopis. Dotknął go ostrożnie. Ten natychmiast zaczął świecić na niebiesko i wzbił się w powietrze. Zatrzymał się przed nosem Harry’ego po czym dosłownie wskoczył w lewą rękę Pottera. Po chwili nie było śladu po całym zajściu.

Na początku trochę łaskocze, ale idzie się przyzwyczaić. W tej chwili jesteś właścicielem dożywotniego długopisu. Dotknij lewego przedramienia wskazującym palcem.


Chłopak zrobił jak mu kazano i znowu pojawił się długopis świecący na niebiesko. Tym razem był bardziej posłuszny. Harry wziął go do ręki i automatycznie pióro nakierowało go na wewnętrzną część lewej dłoni. Postanowił zaryzykować; napisał „Witaj”. Poczekał kilka minut... nic się nie wydarzyło. Teraz jednak zaczął się zastanawiać co się stało z drugim długopisem. Z rozmyślań wyrwała go Olivia, która wparadowała do biblioteki niczym Snape chcąc kogoś przyłapać na gorącym uczynku. Potter pospiesznie wsunął list do kieszeni, a buteleczkę ukrył w dłoni.
- Co tam ukrywasz? – zapytała Olivia przechylając głowę lekko w prawo
- Nic takiego – odpowiedział pospiesznie Potter. – Wiesz, chciałbym jak najszybciej pojechać do Hogwartu.
- To się da załatwić, ale powiedz co ukrywasz – odpowiedziała Oliv nie dając za wygraną.
- Jesteś uparta jak osioł! – powiedział Harry
- Jak już to oślica – odpowiedziała Olivia z językiem.
- Możemy tą biologię zostawić w fazie zapomnienia? – zaproponował Potter – To co chowam jest bardzo prywatne. Uszanuj to, że nie chcę się tą informacją na razie dzielić…
- No dobrze – odpowiedziała trochę zmieszana Olivia. – To chodźmy omówić szczegóły twojego wyjazdu.
Olivia i Harry wyszli z biblioteki, w której tak wiele się wydarzyło. Trafili do salonu gdzie wspólnie z Oliverem i Deatis obmyślali, kiedy, jak i gdzie wyjadą. Harry pragnął wyruszyć do Hagwartu, a państwo Fuller do Walii.

Nastał 30 grudnia. Cała trójka spakowana czekała przed domem na samochód, który miał zawieść ich na pociąg. Słońce podarowało wspaniałą pogodę, jednak w rękach trzymali ciepłe kurtki. „W Anglii jest w całej okazałości zima” mówił Oliver do towarzyszy. W końcu zajechała czarna limuzyna. Jej światła wspaniale odbijały promienie słoneczne. Harry oszołomiony takim samochodem zastanawiał się czy wypada nadużywać gościnności Deatis. Kiedy de Didero mówiła o załatwieniu jakiejś podwózki myślał o jakimś skromnym samochodzie. Czwórka nowych przyjaciół zaczęła się żegnać i obiecywać sobie utrzymywanie kontaktu. Po piętnastu minutach trójka podróżników wsiadła do samochodu i pojechała na dworzec. Kiedy dotarli na miejsce Harry szybko spostrzegł, że będą podróżować mugolskim środkiem transportu.
- O której macie pociąg? – zapytał Harry stojąc na peronie 9
- O 12:15 – odpowiedział Oliver spoglądając na zegarek. – A ty?
- Za dziesięć minut.
Nastało milczenie, które przerwała Olivia.
- Ale musicie przyznać, że nasze przygody na długo pozostaną w naszej pamięci – powiedziała.
- Tak – potwierdził Oliver. – Szczególnie te rany zadane przez Salaminę…
- Jestem bliska wynalezieniu znakomitego eliksiru na blizny – powiedziała Olivia tak jakby chciała pocieszyć brata.
- Dobra… ty już nie kombinuj… - odpowiedział brat z uśmiechem – i tak nie będę twoim królikiem doświadczalnym.
- Tak ci się tylko wydaje – oznajmiła Olivia krzyżując ręce na piersi.
Znowu nastało milczenie.
- Mój pociąg – powiedział Harry. – Czas już na mnie. Piszcie do mnie co tam u Was.
- Pod warunkiem, że ty też będziesz do nas pisał – odpowiedziała z uśmiechem Olivia.
- Będzie mi brakować tego twojego zapachu – powiedział na obchodne Potter.
- Jak miło. Widzisz Olivier?! Ktoś mnie lubi – powiedziała Olivia do brata pokazując u na koniec język.
- A mi będzie brakować tego twojego talentu pakowania się w kłopoty – powiedział Oliver, jednak Harry tych słów już nie dosłyszał.
Bez większych problemów odnalazł swój przedział. Usiadł na miejscu. „Jeszcze tylko pomachać im na pożegnanie i będzie z głowy”. Pociąg ruszył, on wykonał znany wszystkim gest i po chwili oparł bezwładnie głowę o fotel zamykając oczy. „Jadę do domu… do rodziny”. Nie to żeby czuł się źle w towarzystwie Fuller, ale przy nich czuł się inaczej. Kiedy przebywał w domu Deatis czuł się obcy. Oliver, Olivia i Deatis znali się bardzo dobrze, tymczasem on musiał o sobie ciągle „przypominać”. Jednak liczy się tu i teraz . Jechał do swoich przyjaciół, do dobrze znanego mu miejsca. Z zamkniętymi oczami ujechał może z 15 mil, po tym czasie postanowił dokończyć list od Syriusza. Wcześniej jakoś nie było ku temu sposobności. Ciągle ktoś przy nim był, nie mógł tego przeczytać sam na sam. Znalazł kopertę w kieszeni. Trochę się pogniotła, ale dało się z niej jeszcze coś odczytać:

Wyskakuje Ci długopis, którym możesz coś napisać, jak go puścisz to się chowa… i tak do pięknej śmierci. Nie wierz Harry w to, co o mnie mówią. Ludzie klepią różne głupoty. Pierwsza sprawa, nie zdradziłem Twoich rodziców! Mam nadzieję, że miałem przyjemność powiedzieć Ci to osobiście. Mam na uwadze to, że ten list jest lekiem na Twoje rany po mojej śmierci, więc myślę sobie co byś chciał jeszcze usłyszeć. Jesteś dojrzałym mężczyzną, wiesz że my jako Huncwoci rządziliśmy szkołą. Jako klub musieliśmy mieć swój pokój spotkanie. W lochach prosto, w lewo i trzynasta cegła w piątym rzędzie od dołu. Naciśnij ją a wejdziesz do naszej kwatery. W tej chwili nie pamiętam, w jakim stanie zostawiliśmy to ów pomieszczenie, ale mam nadzieję, że zawału nie dostaniesz. Nie jestem w stanie ocenić tego jakim byłem ojcem chrzestnym. Przyznaje, trzynaście lat w Azkabanie to negatywny argument mówiący o tym, że źle wywiązywałem się ze swoich obowiązków, ale nic na to nie mogłem poradzić. Wiedz, że chciałem zrobić wszystko byś był szczęśliwy. Pamiętaj bardzo Cię kocham, rodzice darzyli Cię taką samą miłością jak ja i wszyscy jesteśmy z Ciebie dumni.

Syriusz

P.S.
Jak ja lubię jak te zielone oczyska po Lily śmieją się do kartki papieru.

Harry rzeczywiście był uśmiechnięty od ucha do ucha. Wszystkie słowa, które napisał Syriusz w liście, bardzo podbudowały go na duchu. Czasami nawet zapominał, że Black nie żyje.
Z każdą chwilą czas płynął do przodu, w końcu chłopak dojechał do stacji King Cross w Londynie. Stamtąd wsiadł do Expressu Hogwart i spokojnie mógł podziwiać widoki. Pierwszy raz podróżował do Hogwartu zimą. Zawsze widział trasę kolorową, a teraz wszystko było pokryte białym puchem. Oparł głowę o szybę i patrzył w dal. W końcu dotarł do Hogwartu. Zaczął iść w kierunku szkoły. Zamek stawał się coraz większy. Harry z szybko bijącym sercem nacisnął na główne drzwi. Zamknięte. „W sumie nie ma się, co dziwić. Jest 3.05 w nocy”. Chłopak usiadł na kamiennej posadce. Zaczął rozmyślać, co tu zrobić, aż nagle spostrzegł, że jest obserwowany. Wpatrywały się w niego wielkie zielone oczy.
- Zgredek?
Stworzenie wyszło z krzaków i zaczęło zbliżać się chłopaka.
- Zgredek jak się czujesz? – zapytał Harry
- Dobrze Harry Potterze – odpowiedział skrzat.
Harry pamiętał jak to było w Atenach. Jak tylko tam trafili chłopak kazał Zgredowi wracać do Hogwartu i pilnować Rona oraz Hermiony. Teraz z biegiem czasu uznał to za słuszną decyzję. Nagle spostrzegł, że zgredek krwawi.
- Co ci się stało? – zapytał Potter widząc zakrwawioną rękę.
- Zgredek próbował ratować Harry’ego Pottera. – odpowiedział skrzat patrząc prosto w oczy chłopakowi. – Myślałem, że pan Potter zginął. Zgredek się ukarał, ale przerwał mu przyjaciel Pana Pottera.
Harry coraz mniej z tego rozumiał.
- Zgredek naprawdę myślał, że Pan Harry Potter zginął w Atenach – ciągnął dalej Skrzat. – Niech się pan Potter nie gniewa…
- Zgredku, ale co się stało? Zapytał w końcu chłopak
Skrzat nie odpowiedział, tylko podał kawałek proroka codziennego. Nagłówek brzmiał:

Wybraniec zginął

Jak donosi nasza reporterka Georginia Poklas, Harry Potter, który jako jedyny mógł uratować nas przed Sami-Wiecie-Kim zginął pod koniec wakacji. Dom, w którym mieszkał został całkowicie zniszczony. Najprawdopodobniej przyczyną zgonu był jakiś olbrzymi wybuch. Ciała niestety nie odnaleziono. Podejrzewamy, że wstrząs był tak silny, iż rozerwał ciało mizernego chłopca na strzępy. Zastanawia nas jednak fakt, dlaczego Ministerstwo Magii powiadamia nas o tym dopiero teraz.


- A od kiedy to Prorok codzienny nagaduje na Ministerstwo? – zapytał Harry na głos, bardziej siebie niż Zgredka
- To wszystko wina Zgredka – powiedział skrzat i zaczął walić głową w ścianę.
- Spokój! – powiedział stanowczym tonem pan Potter i odciągnął Zgredka od ściany – Nic się nie stało. Jakoś to wyjaśnię.
Na te słowa wstał i rzucił na siebie zaklęcie kameleona, przywołał miotłę i powiedział do Zgredka:
- Nic się nie przejmuj, nie gniewam się, zajmij się tym co do ciebie należy – powiedział Harry i odleciał wprost pod okno męskiego dormitorium. Leciutko popchnął szybę. Otwarte. Chłopcy zostawili otwarte okno (autorka: w ZIMĘ! No cóż… co kraj to obyczaj). Prawie bezszelestnie zszedł po szafce nocnej na podłogę. Radość jaka ogarnęła jego serce na widok tak dobrze znanych mu twarzy jest niedopisania (autorka: radość – bezcenna, za wszystko inne zapłacisz kartą Master Card). Poszukał wzrokiem Rona… jego łóżko było puste. Harry niewiele myśląc poszedł do pokoju wspólnego. Tam spotkał to czego szukał. Hermiona i Ron siedzieli przed kominkiem wspólnie się grzejąc. Żywo dyskutowali o ostatnim numerze Proroka codziennego.
-… ale wysłał list – powiedziała Hermiona.
- Może to jakaś propaganda? – zapytał Ron
Harry miną ich. Miał zamiar wrócić do nich za chwilę, schodami poszedł do żeńskiego dormitorium. Po cichutku otworzył drzwi i wszedł do środka. Rozejrzał się po pokoju i dostrzegł rude włosy rozłożone niedbale na podusze. Harry ostrożnie podszedł do dziewczyny. Patrzył jak śpi. Tak słodko i niewinnie. Nagle drzwi od dormitorium zaskrzypiał. Harry’emu serce podskoczyło do gardła. W drzwiach zobaczył chłopaka, którego znał tylko z widzenia. Erick Devis. Był na tym samym roku co Harry.
- Ginny… Ginny – zaczął szeptać.
Dziewczyna drygła. Otworzyła oczy i patrzyła prosto na Harry’ego nie wiedząc o tym.
- Erick… to ty? – odezwał się cichutki głosik
- Chodź…
Dziewczyna posłusznie wstała. Harry musiał się troszeczkę nagimnastykować, by go nie dotknęła. Postanowił iść za nimi. W pokoju wspólnym Gryfonów spotkały się dwie pary. Ginny i Eric oraz Hermiona i Ron.
- Powiedziałem ci coś! – powiedział dobitnie Ron do swojej siostry
- O co ci chodzi? – odparła Ginny – Przez ten czas nic do mnie nie napisał! Słowem się nie odezwał! Jak miał sposobność to napisał tylko do was. Na pewno znalazł sobie, jaką inną dziewczynę, a mną się tylko zabawił! A zresztą… teraz to nie żyje.
Harry czuł jakby jego serce pokaleczono nożem, pokrojono w kosteczkę, ugotowano i wymieszano z kwasem. „Nie napisałem do ciebie bo… jakoś tak wyszło. Myślałem, że nie będziesz się o to gniewała!”. Harry całą tą dyskusję oglądał z boku, krew się w nim burzyła, ponieważ domyślał się, kim jest teraz Eric.
- Nie wierzę w to, że nie żyje! – zaprotestowała Hermiona
- Ja też – dołączył się Ron. – To jest jakaś prowokacja.
- Po co? – zapytała Ginny
- Nie wiem… - odparł z żalem Ron
- No właśnie! Wy ciągle nic nie wiecie – prawie krzyczała Ginny. – Teraz nie wiecie dlaczego spotykam się z Erickiem.
- Przymknijcie się! – krzykną Dean, który został obudzony przez te wrzaski
- Sam się przymknij! – odkrzyknął Erick, który do tej pory siedział cicho
- Co się z tobą porobiło? Po tych wakacjach jesteś jakaś dziwna – powiedział Ron.
- Przejrzałam na oczy! – krzyknęła Ginny – Chodź Erick… nie jesteśmy tu mile widziani!
Młoda para wyszła z pokoju wspólnego. Harry siedział nieruchomo w fotelu. Głowę oparł na rękach. Krew pulsowała mu w żyłach niemiłosiernie, serce było rozdarte. Zaczynał żałować, że tu wrócił, choć z drugiej strony… perspektywa życia w ciągłym kłamstwie wydała mu się gorsza. Zaczął gorączkowo myśleć co począć do czasu, aż Ron usiadł mu na kolanach.
- AAaa! – krzyknął rudzielec
- Co? – powiedziała zdziwiona Hermiona
- Coś tu jest – powiedział jak małe dziecko Ron wskazując palcem na fotel.
Harry uznał, że nie ma sensu się ukrywać. Byli tylko oni, reszta spała, a Ginny i ten drugi nie wrócą prędko. Odwołał zaklęcie.
- Harry – szepnęła Hermiona i natychmiast rzuciła się przyjacielowi na szyję.
Po policzku dziewczyny spłynęła łza. Ron natomiast stał nieruchomo, wpatrując się w przyjaciół. Sprawiał wrażenie jakby sam nie wierzył własnym oczom.
- Żyjesz? – zapytał po chwili
- No żyję – odpowiedział Harry Potter.
- Długo nas tak obserwujesz? – zapytała Hermiona z uśmiechem
- Wystarczająco długo by dowiedzieć się o zmianach jakie zaszły w życiu Ginny – odpowiedział bez okazywania żadnych emocji.
- Oj… to wszystko wina Hellen. – zaczął Ron - Ginny była u niej w te wakacje. Musiała jej coś ta małpa nagadać o tobie, bo jak tylko wróciła do Hogwartu to zaczęła oglądać się za innymi, a szczególnie za tym Erickiem. Dowiedziała się, że jest to dobra szycha i jej tak odbiło, no ale jeszcze raz ci mówię. Wodę z mózgu zrobiła jej Hellen.
Harry siedział nieruchomo fotelu. Historia Rona nie zrobiła na nim żadnego wrażenia.
- Czyli to koniec? – bardziej powiedział niż zapytał czarnowłosy
- Może nie… może coś z tego będzie – powiedział Ron.
- Nie oszukujmy się. To koniec – powiedziała rzeczowym tonem Hermiona.
Na tym temat się skończył. Harry w myślach dziękował przyjaciółce za to, że nie robiła z niego idioty i powiedziała mu to co w gruncie rzeczy chciał usłyszeć. Nastało milczenie.
- Głodny jesteś? – zapytała Hermiona matczynym tonem
- Nie… ale dziękuję – odpowiedział Harry.
- To opowiadaj gdzie byłeś jak cię nie było – powiedział Ron.
- Nie tutaj. Chodźmy do pokoju życzeń – odpowiedział Harry.
Cała trójka zaczęła krążyć po zamku. Kiedy znaleźli się obok tajemniczej ściany Harry zaczął „wywoływać” myślami pokój. Za drugim razem się udało. Pojawiły się małe drzwiczki. Trójka przyjaciół weszła do środka. Było to duże pomieszczenie… trochę przypominające bibliotekę z domu Deatis. Przyjaciele usiedli na czarnej, skórzanej sofie i zaczęli rozglądać się po pokoju.
- Przydało by się trochę światła – powiedział ponuro Ron.
Na te słowa pomieszczenie się rozwidniło. „Automatik” pomyślał Harry.
- No więc jak to było? – dopytywał się Ron
Harry powoli i ze szczegółami opisywał im swoje przygody. Opowiadał o kostce, Oliwi i Olivierze, o Salaminie i jej wojsku, o Atenach, Connie i Deatis, liście od Syriusza. Wymieniali się swoimi uwagami i spostrzeżeniami jak to mieli w zwyczaju. Potem była zmiana i to Ron opowiadał co się przez te kilka miesięcy działo. Największe wrażenie na Harrym zrobił fakt, iż Ron jest członkiem Zakonu Feniksa. Rozmawiali do późnych godzin nocnych, aż w końcu ze zmęczenia wszyscy usnęli na czarnej, skórzanej sofie.

Padał deszcz. Krople równomiernie uderzały w parapet za oknem. Pokój był słabo oświetlony, jedynym źródłem światła był palący się ogień w kominku. Na ścianach wisiały obrazy. Postacie na nich nie ruszały się. W rogu leżał człowiek, bardzo duży o „nieprzeciętnej urodzie”. Nie ruszał się nie oddychał. W ręku trzymał zaciśniętą plakietkę: Faleńśki Felicjan. Do pokoju weszły nowe osoby. Harry spojrzał w ich kierunku. Dwoje ludzi ciągnęło za sobą trzecią osobę. Na środku pokoju, pod nogi pokoju rzucili bezwładnie ofiarę. Był to starszy mężczyzna ubrany w garnitur i biała koszulę, jednak teraz od nadmiaru krwi przyjęła barwę czerwoną. Harry bardzo się ucieszył na widok tego człowieka. W końcu odezwał się niskim głosem.
- Gdzie twoja wnuczka? – zapytał Harry
Mężczyzna milczy.
- Dlaczego milczysz? Boisz się? – ciągnął Harry
Cisza.
- Bellatrix pomóż panu Fullerowi odzyskać mowę.
- Crucio – odezwał się głos kobiety.
Cisza.
- No dobrze, nie chcesz powiedzieć to nie mów – zaczął Harry, którego postawa Fullera zaczęła irytować. – Sami ją znajdziemy.
- Nie znajdziesz jej. Jest za mądra – odezwał się dziadek.
- Spokojnie stary przyjacielu… mamy swoje sposoby – powiedział zimny głos Harry’ego.
Mężczyzna zawiesił głowę.
- Zostaw moją rodzinę w spokoju – odezwał się głos ofiary. – Chciałeś mnie to masz, a ich zostaw w spokoju.
- Hmm… - Harry udawał, że się zastanawia. – Nie. Wcale mi o ciebie nie chodziło. Potrzebny jesteś mi do tego by ona robiła to, co jej każę.
Mężczyzna odetchnął. Wiedział przynajmniej, że w najbliższym czasie Lord Voldemort go nie zabije, a nawet, jeśli ma takie plany to do tego czasu wszystko się może zdarzyć.

„You Have one New Message”
.
- AAaa…
Harry się obudził i z tego wszystkiego spadł z kanapy. Cały spocony leżał na ziemi nasłuchując czy głos coś jeszcze powie.
- Co ci? – zapytał Ron odrywając się od Hermiony, do której przez całą noc był przytulony
- Słyszałeś? – zapytał Harry podnosząc się z podłogi
- Jak spadłeś z łóżka? Nie dało się nie zauważyć – odpowiedział z uśmiechem Ron.
- Mam na myśli ten głos – odpowiedział czarnowłosy.
- Głos? – zdziwił się Ron
- Tak głos!
- Nie słyszałem żadnego głosu prócz twojego „AAaa…”
- Bardzo śmieszne – odpowiedział Harry i podszedł do okna.
Zaczął wpatrywać się w szkolne błonie. Miłe wspomnienia zaczęły odżywać. Po chwili jednak spostrzegł, że na ręce ma coś napisane. „Nic nie zapisywałem przecie”. I zaczął śliną zmywać napis. „Nie schodzi. Co za dziadostwo” - myślał. Teraz dopiero przyszło chłopakowi do głowy by przeczytać napis.
- Kto tam? – odczytał chłopak
Nagle uświadomił sobie, że jest posiadaczem czarodziejskiego długopisu. „Wyjął” go z ręki i napisał „Kto tam?”. Po skończonym pisaniu litery na dłoni ułożyły się w napis: „proszę czekać, trwa wysyłanie”, a po chwili ułożyły się w napis: „raport - dostarczono”.
- Co u licha? – zapytał sam siebie
Po upływie dwóch minut na ręku pojawiła się nowa nazwa z towarzyszącym jej dźwiękiem: „You Have one New Message”. Odczytał: „Hipopotam :P To JA się pytam kto tam!”.
- Harry idziesz? – zapytała Hermiona stojąca przy drzwiach
- Tak już… - odpowiedział chłopak i postanowił nie mówić na razie o tej wiadomości, miał na głowie inny problem, a mianowicie ostrzec Oliwię.
Rano za peleryną niewidką udał się do Wielkiej Sali na śniadanie. Hermiona ukradkiem podawała chłopakowi jedzenie. Kiedy uczta zbliżała się ku końcowi do Sali wleciało stado ptaków. Jedna sówka zatrzymała się przed Harrym. Hermiona próbowała odpędzić ptaka, ponieważ zaczął zwracać na siebie uwagę. Jednak sowa nie dawała za wygraną.
- Weź od niej list – szepnął Harry.
Hermiona posłusznie wzięła kopertę i wyszła z Sali. Za nią podążali Harry i Ron. Poszli do pokoju życzeń.
- Proszę – odezwała się Hermiona wręczając chłopakowi list.
- Od kogo? – zapytał od razu Ron
- Od Olivera… - powiedział Harry niepokojąc się co będzie w tym liście

Walia
31 grudnia 2008r.

Harry!

Kazałeś się informować o każdej nagłej sytuacji, wypadkach… no to informuję. Oliwia dostała jakiejś nieznanej choroby. Ma gorączkę, drgawki i cały czas jest nie przytomna. Nie wiemy co zrobić. No więc tyle. Chciałem, żebyś wiedział, że z Oliwią nie jest dobrze. Mamy zamiar przetransportować ją do Szkocji. Po drodze wstąpimy do Ciebie. Może znajdziesz jakieś rozwiązanie. Może w tym Waszym Zakazanym Lesie? 1 stycznia 2009r. o… 3 nad ranem?

Oliver

Harry przeczytał list dwukrotnie. Chciał się upewnić o zaistniałej sytuacji. Nie zwlekając odpisał, że zgadza się na spotkanie i czeka. Kiedy wypuścił sowę mógł spokojnie poinformować przyjaciół o zaistniałej sytuacji, opowiedział im również o śnie.
- Miałeś zamknąć umysł przed Sam-Wiesz-Kim – skarciła Hermiona.
- A Ty wiecznie swoje! – krzyknąl Ron – A może to będzie tak jak z moim tatą?
- A może tak jak z Syriuszem? – zapytała Rona Hermiona
Harry znowu był zmuszony spotkać się ze wspomnieniami, ale tym razem były łagodzone przez list Blacka.
- Tak czy siak jest chora na jakąś chorobę i trzeba jej pomóc. Powiem szczerze, że tu bardzo liczę na ciebie – powiedział Harry spoglądając na brązowowłosą.
- No wiem… beze mnie byście zginęli na tym świecie – powiedziała Hermiona i podeszła do pobliskiej półki.
- Może byśmy od razu nie zginęli, ale na pewno nie znalibyśmy tak dobrze historii Hogwartu – powiedział Ron do Potter po czym obaj się roześmiali.
- Co was tak śmieszy? – zapytała dziewczyna
- Nic... – odpowiedzieli
- Zauważyliście, że wczoraj tej półki nie było? – zapytała nagle Hermiona
- Nie – odpowiedział Harry i zaczął zastanawiać się nad przyczyną tej inności.
- Znajdują się na niej bardzo ciekawe książki… - zaczęła, ale przerwał jej Ron
- Człowieku, już po nas!
Hermiona skarciła go wzrokiem.
- Tak więc po tytułach… - zaczęła swój wywód
- Mówiłem ci, że już po nas – szepnął Ron do Harry’ego
Chłopak mimowolnie się uśmiechnął. Było tak jak zwykle. Blizna go trochę bolała, mieli do rozwiązania zagadkę, ścigał ich Voldemort, a ich było jeszcze stać na odrobinę komizmu. Siedzieli w pokoju życzeń cały dzień. Przez ten czas przerobili wiele wariantów przyczyny choroby Oliwi. Najprawdopodobniejszą wydała się im wersja z otruciem. W poszukiwaniu większej liczby wskazówek Harry postanowił zaryzykować. Kiedy poszukiwali pokoju życzeń po obiedzie, wyobraził sobie bibliotekę Deatis. Tak jak przypuszczał Hermiona była w swoim żywiole. Buszowała po półkach, mówiąc co chwilę co zawierają i jakie one są cudowne. Harry z Ronem usiedli pod oknem i przyglądali się Hermionie. Po paru godzinach Hermiona znalazła eliksir, którego efekt jest podobny do stanu Oliwi. Podeszła do chłopaków i pokazała im opis mikstury i składniki odtrutki.
- No co tak siedzicie? Do roboty! – powiedziała Hermiona
Dziewczyna jako świetna organizatorka szybko rozdzieliła obowiązki. Czasu mieli nie wiele, więc musieli się spieszyć. Całe szczęście, ze była niedziela. Umówili się, że ważenie eliksiru odbędzie się w damskiej łazience. Szukanie składników po szkole zajęło im prawie cały dzień jednak w końcu im się udało. Parę minut przed północą Hermiona zaczęła ważyć eliksir. Harry przypomniał sobie jak w trzeciej klasie robili eliksir wielosokowy, a potem na myśl przyszło mu wspomnienie jak to eliksir wielosokowy uratował mu życie. Oparł głowę o ścianę i wpatrywał się jak to Hermiona dokładnie wrzuca składniki do kociołka.
- Ja muszę wyjść, zaraz wrócę – powiedział nagle zielonooki.
- Ale gdzie idziesz? Zapytał Ron
- Zaraz wrócę – powiedział gdy był już w drzwiach.
- Ech… - westchnęła Hermiona.
Harry pod peleryną niewidką poszedł do dormitorium chłopców. Wziął mapę Huncwotów, flakonik od Syriusza i poszedł do Gabinetu dyrektora oczywiście wcześniej sprawdzając czy nikogo tam nie ma. Kiedy stanął przed posągiem Gargulca zauważył, że nie zna hasła. „Kto jest teraz dyrektorem? McGonagall… no to hasło musi być jakieś poważne”.
- Hogwart? – zapytał posąg
Nic się nie stało.
- Szkoła Magii?
Cisza.
- Hmm… Uczniowie potęgą narodu?
Brak reakcji.
- Kurde! Jakby to był Dumbledore to był zawsze coś ucelował! – krzyknął Harry
Gargulec drgnął i odsłonił tym samym przejście.
- Dumbledore, no jaki banał – powiedział do siebie Potter.
Harry wszedł ostrożnie do gabinetu patrząc czy nikt go nie śledzi. Gabinet był taki jak go zapamiętał. Gdzieś tam leżała Tiara Przydziału, za gablotą miecz Gryffindora, a na ścianach wisiały portrety dyrektorów z tą tylko różnicą, że doszedł jeszcze jeden – Albus Dumbledore… Harry popatrzył na niego przez chwilę po czym wlał do myślosiewni wspomnienia Syriusza. Mikstura utworzyła wir, po czym wciągnęła młodego Pottera do środka.

Trafił na początku do… Hogwartu. Konkretnie znajdował się w Pokoju Wspólnym Gryfonów. W sumie to się nic nie zmieniło. Przy kominku siedziało trzech chłopaków. Jak łatwo się domyślić byli to Syriusz, Lupin i Peter. Sytuacja jest nie ciekawa, wygląda to na walkę słowną i tak w lewym narożniku Jaaaaaames Potter, a w prawym narożniku Liiiiiiily Evans. (autorka: oklaski proszę xD). Tak dla uściślenia rodzice Harry’ego byli w piątej klasie.
- Lily – powiedział James.
- James – powiedziała Lily.
- Słucham cię kochanie ty moje – odpowiedział z uroczym uśmiechem Rogacz.
- Daj mi spokój – powiedziała rudowłosa.
- Nie.
- Dlaczego? – zapytała
- Bo cię kocham… - odpowiedział chłopak takim głosem, że nie wiem jakim cudem Lily nie rzuciła się na niego i nie zaczęła całować.
- Ale ja ciebie nie kocham – odparła dziewczyna.
- To się da załatwić – odpowiedział jej Potter.
- James…
- Tak?
- Z tego naprawdę nic nie będzie. Przykro mi – odpowiedziała Evans z nutą żalu i litości.
- Ja uważam inaczej – odparł czarnowłosy i usiadł w wolnym fotelu.
Lily jeszcze chwilę popatrzyła na Jamesa i poszła do dormitorium.
- Nie dasz jej spokoju? – zapytał Syriusz – Jest tyle pięknych kobiet, a ty sobie wybrałeś właśnie taką?
- Ona będzie moją żoną – powiedział Rogacz patrząc bezwładnie w podłogę.
Łapa pokręcił tylko głową i wrócił do rozmowy z Lupinem. Jego dyskusję przerwał wrzask panny Evans.
- CO TO MA BYĆ?! – krzyknęła Lily, która znowu znalazła się w pokoju wspólnym
- Ale co masz na myśli? – zapytał James z niewinną miną
- Co mam na myśli? – krzyknęła, po czym złapała chłopaka za ucho i pociągła do żeńskiego dormitorium
- Lily, ale możesz w inny sposób okazywać te swoje czułości? – zapytał chłopak próbując wyrwać swoje ucho z ręki dziewczyny
- Nie mogę!
- No trudno… - powiedział Rogacz z uśmiechem
- Co to ma być? SŁUCHAM!
Cały pokój był zapełniony kwiatami. Różne kolory mieniły się w oczach. A ten zapach jest do nieopisania. Na półkach postawione były bukiety z róż. Na dywanie konwalie i kwiaty o kolorze zielonym. Do sufitu były przyczepione fiołki. Ze zwykłego dormitorium James zrobił raj. Pozostawione zostały tylko wąskie paski pozwalające na poruszanie się od łóżka do łazienki i do drzwi, ale dróżki i tak były wyścielone płatkami czerwonych róż.
- Mówiłaś, że lubisz kwiaty – powiedział niewinnie Potter.
- Ty stuknięty idioto! – odpowiedziała Lily puszczając chłopaka – Zejdź mi z oczu…
Potter oddalił się kawałek, popatrzył chwilkę na swoją ukochaną po czym odszedł z uśmiechem.

Obraz zamazał się. Tym razem znajdujemy się na szkolnych błoniach. Syriusz leniwie leży na trawie patrząc w niebo. Wydaje się trochę starszy, może siódma klasa. Z okolic jeziora wraca James i kieruję się w stronę Syriusza.
- No i jak było? – zapytał Syriusz
- Ech – westchnął rozanielony Potter. – Nieziemsko.
Syriusz zaczął się śmiać.
- A mówiła coś? – drążył dalej przyjaciel
- Hmm… - zastanowił się Rogacz – ...że świetnie całuję.
- Tylko nie popadaj w samozachwyt – zażartował Łapa.
- Za późno – odpowiedział przyjaciel. – Za późno kochany…

Obraz znowu się zamazuje i przenosimy się na Pokątną. Cała czwórka przyjaciół siedziała przy stole. Byli już dorośli, jednak nadal mieli swoje nawyki nabyte w dzieciństwie. Peter trochę przygarbiony, jakby się bał. Lupin typowy myśliciel, Syriusz – podrywacz, a James złapany w sidła przebiegłej miłości.
- Długo będziesz nas trzymał w niepewności? – zapytał Syriusz
James z miną pokerzysty popatrzył na przyjaciela po czym wyjął czerwone pudełko.
- Nie przyjęła?! – zdziwił się Łapa
James otworzył pudełko.
- A gdzie pierścionek? – zapytał Peter
- Na jej palcu! – odpowiedział Rogacz waląc towarzysza pudełeczkiem w głowę
- No tak… - odpowiedział Peter i wszyscy zaczęli się śmiać.

Następnym wspomnieniem Syriusza był rodzinny obiad. Tym razem Huncwoci jedli posiłek wraz z panią domu – Lily. Kiedy wszyscy skończyli jeść Lily dała znak, że chce coś powiedzieć.
- Kochani – zaczęła rudowłosa i złapała Jamesa za rękę – Spodziewamy się dziecka.
Rogacz zakrztusił się sokiem, który właśnie pił.
- My? – zapytał jeszcze się krztusząc
- Nie. Ja i Syriusz – odparła.
- To co mnie za rękę bierzesz? – zapytał Potter po czym zaczął się śmiać
- Czy ty będziesz kiedyś poważny… - zapytała samą siebie
- No co ty. Ja? – zdziwił się Rogacz – I wiesz co? Wychowam mojego syna na takiego samego człowieka jak ja!
- A mój? – zapytała Lily
- A co ja będę twoje dzieci wychowywał! – odpowiedział James wzbudzając śmiech u towarzyszy.
Mimowolnie i Harry się uśmiechnął. Był szczęśliwy widząc taką reakcję swojego ojca na wieść, że urodzi mu się potomek.
- Obawiam się, że nie przeżyję mieszkania pod jednym dachem z dwoma takimi wariatami… - powiedziała pani Potter udając, że nad czymś myśli
- Spokojnie… pomogę Ci – odparł Rogacz z uśmiechem, który Lily tak w nim uwielbiała.
- Wariat… - odparła, po czym pocałowała Jamesa w policzek.
- No to co? Trzeba to uczcić – powiedział Potter idąc do kuchni.
Nagle Harry’ego coś złapało za ramię i mocno pociągnęło w górę. Ziemia zawirowała pod nogami i znowu znalazł się w gabinecie dyrektora.

c.d.n.



------------------------------------------------------------------------------------

Witam wszystkich po tak długiej nieobecności. Pocieszę Was, że rozdział miał być jeszcze dłuższy, ale mi czasu nie starczyło. No cóż, musicie kolejny miesiąc czekać xD Powiem tylko, że w dalszej części mam zamiar dodać jakiś skandal xD No to tyle jak na razie z przecieków o opie.

Jeśli kogoś ciekawi gdzie byłam jak mnie nie było to zapraszam do The Slug Club. Jest to klub założony m.in. przeze mnie. Zapraszam do rejestrowania i czytania. Co ja tam jeszcze chciałam powiedzieć?
A! Nota taka długo bo:
a) miała być już na dzień dziecka
b) w ogóle miała być dawno
c) kilku osobom ją obiecałam
d) nie wiem kiedy będzie następna
e) dopadła mnie wena 

Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za komentarze!
O! A nie spytałam się o zmianę bloga, w prawdzie jest mocno nie skończony, no ale możecie coś o pomyśle powiedzieć ;)

i adnotacja do ostatniego meczu Polaków:
- Howard! Why?!
- For MONEY!


=* buziole krejzole



Zasady zabawy:
1.Nie podawaj linku osoby, która cię "klepnęła".
2.Zacytuj na swoim blogu reguły zabawy.
3.Dokończ zdania.
4.Podaj następne pięć osób, które mają być "klepnięte".
5.Uprzedź podane osoby!

no to zaczynam


1. Gdybym była owocem, byłabym czerwonym winogronem.
2. Gdybym była kolorem, byłabym krwistą czerwienią.
3. Gdybym była zwierzęciem, byłabym bengalskim tygryskiem bądź czerwono czarnym smoczkiem ^^.
4. Gdybym byłabym urządzeniem domowym, byłabym piekarnikiem, bo tam jest zawsze ciepło, a ja jestem ciepłolubna xD.
5. Gdybym była książką, byłabym Stowarzyszeniem wędrujących dżinsów.
6. Gdybym była biżuterią, byłabym brylantowym kolczykiem.
7. Gdybym była kredką, byłabym zioloną kredką świecową.
8. Gdybym była samochodem, byłabym jakimś Porsche.
9. Gdybym była żywiołem, byłabym ogniem.
10. Gdybym była drzewem, byłabym baobabem.
11. Gdybym była napojem, byłabym Coca-colą.
12. Gdybym była smakiem, lodów byłabym cytrynowym bądź kawowym.
13. Gdybym była osobą, byłabym Carmen Lowell.
14. Gdybym była planetą, byłabym Wenus.
15. Gdybym była owadem, byłabym komarem ^^ lubie taką adrenalinę (zabiją mnie, nie zabiją mnie, zabiją mnie, nie zabiją….
16. Gdybym była środkiem publicznego transportu, to byłabym jakimś expressem, bo są szybkie xD.
17. Gdybym była piosenką, byłabym Łzą na rzęsie.
18. Gdybym była filmem, byłabym Różową Panterą.
19. Gdybym była porą roku, byłabym wiosną.
20. Gdybym była kwiatem, byłabym fiołkiem lub krokusem.
21. Gdybym była kreskówką, byłabym Atomówkami!.
22. Gdybym była miejscem, byłabym wyspą na Morzu Kaspijskim.
23. Gdybym była podarunkiem, byłabym albumem zdjęć.
24. Gdybym była wspomnieniem, byłabym pełnym humoru i nieprzewidywalności.
25. Gdybym była miastem, byłabym Madrytem.
26. Gdybym była zmysłem, byłabym wzrokiem.
27. Gdybym była grą, byłabym GTA xD.
28. Gdybym była słodyczem, byłabym Grześkiem.
29. Gdybym była porą dnia, byłabym środkiem nocy.
30. Gdybym była wynalazkiem, byłabym domem z gadżetami. Nie będę się rozpisywać bo by kartki nie starczyło xD.
31. Gdybym była częścią ciała, byłabym ustami.
32. Gdybym była krajem, byłabym Hiszpanią.
33. Gdybym była smakiem, byłabym UMAMI xD .
34. Gdybym była sportem, byłabym piłką nożną.
35. Gdybym była zapachem, byłabym zapachem Oliwi ^^.
36. Gdybym była przedmiotem szkolnym, byłabym linijką xD Joke… może matmą?.
37. Gdym była flagą, byłabym ładną zieloną flagą z czerwonymi i żółtymi kwiatkami.
38. Gdyby była budynkiem, byłabym hotelem Hilton.
39. Gdybym była miesiącem, byłabym marcem.
40. Gdybym była gumą do żucia, byłabym Orbit bez cukru ;].
41. Gdybym była zabawką, byłabym lalką Barbie.
42. Gdybym była materiałem, byłabym suknem.
43. Gdybym była figurą geometryczna, byłabym kołem i chowałabym się po kątach.
41. Gdybym była odpowiedzią, byłabym stanowczym nie.
45. Gdybym była słowem, byłabym delicta.
46. Gdybym była literą, byłabym K.

klepię:()
1.Deatis de Didero (www.lodowata-wisienka.wjo.pl)
2.Fleuriese Delacour-Weasley (www.destiny.wjo.pl)
3.Cherry Merry (www.cinema.blog.onet.pl)
4.Crimson (www.crimson-perish.blog4u.pl)
5.Lena (www.poetry-reading.blog.onet.pl)
Komentuj
AUTOR: Carmen DATA: 18-05-2008 {15:33} SKOMENTOWAłO: komentarzy 32

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY
” Pamiętaj, aby zawsze kontrolować swoje myśli ”


Być może wydaje się, że Harry’ego Pottera nie było z kilka miesięcy. No cóż, czas biegnie inaczej w Atenach. Tak naprawdę młody czarodziej nie był w swojej szkole od 3 miesięcy. Przegapił mecz quidditcha ze ślizgonami. A może to i dobrze, że go nie widział, bo to była porażka Gryffindoru. Poza Ronem, to chyba nie było żadnego dobrego zawodnika ze strony Gryfonów. Mecz zakończył się wynikiem 50:360 dla Slytherinu. Potter również nie widział jak Ron starał się o względy Hermiony. Owszem, para raz się pocałowała, ale później jakoś ich stosunki się oziębiły (głównie za sprawą Hermiony). Dziewczyna zaczęła mieć wyrzuty sumienia, zaczęła sobie tłumaczyć, że przez to jest nielojalna wobec Ginny. Kompletna paranoja, no ale cóż poradzić. Z czasem Ron coraz mniej zabiegał o jej względy. Zauważył, że im bardziej stara się do niej zbliżyć, tym bardziej się ona od niego oddala. Coraz częściej rozmawiali na tematy „Harry i gdzie on jest? Co robi Sam-Wiesz-Kto? Co planuje Zakon?” . Czas płynął, Harry walczył o życie u Salaminy, a w Hogwarcie czas leciał do przodu. W końcu biały puch obsypał zamek, pomalował na biało boisko od quidditcha. Zaczęły rozbrzmiewać kolędy, skrzaty ustroiły choinkami i gałązkami jemioły Wielką Salę. Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Wszyscy na tą okoliczność wyjechali do swoich rodzin, niewielka grupka uczniów została w szkole. W tej grupce znaleźli się Hermiona i Ron. Postanowili dowiedzieć się czegoś na temat pobytu Harry’ego. Pewnego dnia Ron samotnie siedział w Wielkiej Sali jedząc śniadanie. Hermiona za zdziwieniem przyjęła takowy obrazek. Spoglądając na zegarek, a była na nim 6.30, zastanawiała się co takiego ważnego ściągnęło Rona z łóżka. Usiadła naprzeciw niego.
- Cześć! – powiedziała – Co tak wcześnie?
Ron nie odpowiedział. Nadal wpatrywał się w małą karteczkę, która leżała przed jego nosem.
- Jakieś kłopoty? – zapytała smarują sobie grzankę.
Odpowiedziała jej cisza.
- Ej! – krzyknęła w pewnym momencie do Rona, po czym uderzyła go w nos łyżeczką od dżemu, pozostawiając mu smakowitą czerwoną kropkę – Budzimy się Kawalerze, do boju! Wróg za rogiem, a Ty śpisz?!
Ron jakby się trochę ożywił, jednak nadal nie patrzył na Hermionę. W końcu powiedział:
- Dziś rano dostałem list z domu – powiedział spokojnym głosem, nadal wpatrując się w mała karteczkę.
Nastała cisza.
- No powiesz mi, co było w tym liście? – zapytała dziewczyna jedząc swoją 3 grzankę.
Ron po raz pierwszy spojrzał jej w oczy. Miała takie piękne oczy, które jednak nie potrafiły dać mu tej iskierki miłości. Popatrzył na nią jeszcze kilka sekund, chcąc nacieszyć oczy pięknym widokiem, po czym powiedział prosto z mostu:
- Fleur jest w ciąży – siląc się na brak emocji.
- To dobrze – odpowiedziała Hermiona nie ukrywając zadowolenia.
Ron posłał jej piorunujące spojrzenie.
- No co? – zapytała dziewczyna kompletnie nie wiedząc o co chłopakowi chodzi – Nie z Billem?
Jej słowa spotkały się jeszcze z groźniejszym wzrokiem Rona.
- Czy waćpan byłby tak łaskaw i powiedział jasno, o co chodzi? Mam dosyć dużo zajęć zaplanowanych na dzisiejszy dzień i nie mam zamiaru dopisywania do nich jakiś zagadek!
- No Fleur jest w ciąży! – odpowiedział chłopak takim tonem, jakby to miało wyjaśniać najtrudniejsze zagadki świata.
- Tak powinno być… To normalne, że kobiety zachodzą w ciążę po ślubie - odpowiedziała dziewczyna mieszając herbatę.
- Jak do tego doszło?! Jak oni… po prostu nie rozumiem… - mówił Ron, który najwyraźniej Hermiony nie słuchał.
- W gruncie rzeczy to źle, że edukacja hogwartcka pomija biologię – odpowiedziała brązowowłosa.
- Co? – zapytał Ron.
- Nie ważne – odpowiedziała dziewczyna wiedząc, że jakiekolwiek tłumaczenie zakończy się klęską.
Nastało milczenie.
- Kiedy się urodzi? – zapytał Ron po chwili zastanowienia.
- Pewnie jutro – odpowiedziała dziewczyna przeglądając książkę „Historia Magii tom LVI” , którą wcześniej przyniosła ze sobą.
- Ale ja się pytam poważnie!
- O Matko! A skąd mam wiedzieć, a kiedy mają wyznaczony termin? Powinieneś się cieszyć, że zostaniesz wujkiem.
- O! Strasznie się cieszę! No po prostu jestem w niebo wzięty! – powiedział na od chodne i wyszedł.
- Będziesz miał 9 miesięcy na oswojenie się z tą myślą – powiedziała, po czym zamknęła książkę i poszła do biblioteki.


Harry’ego obudził piękny zapach krokusa. Znajdował się w dużym, wysokim pokoju leżąc na łóżku. Zaczął rozglądać się po pokoju, jednocześnie zastanawiając się co on tu robi. Ściany były pomalowane na ciemny fiolet, duże okna pozwalały na duże oświetlenie pokoju. Ciężkie złote zasłony, ciemno drewniane meble dodawały pokojowi elegancji i przepychu. Harry przykryty był fioletową pościelą, która miała złote wyszycia. Chłopak leżał bezwładnie na drewnianym łożu, gdzie rozmyślał jak się tu znalazł. Wtedy do pokoju weszła Olivia niosąc jakiś flakonik i bandaż. Była ubrana w czarne krótkie spodenki i w białą luźną koszulę.
- Widzę, że już wstałeś. Dzień dobry – powiedziała dziewczyna z uśmiechem.
- A tobie to po co? – zapytał Harry wskazując na przedmioty, które miała w ręku.
- Wiesz… skoro w naszym terminarzu, na najbliższy tydzień nie przewidujemy żadnego ratowania świata i wpadania w kłopoty, to w końcu można zając się twoją ręką – powiedziała Olivia siadając na łóżku i odkrywając kawałek kołdry z ciała Harry’ego.
Chłopak ze zdziwieniem odkrył, że jest półnagi i zaczął patrzeć się wymownie na Oliwię.
- No co? – odpowiedziała dziewczyna odwijając opatrunek z ramienia Harry’ego – A jak niby miałam zrobić Ci ten opatrunek? Na koszulę? Musiałam ci ją zdjąć…
- Co robisz? – zapytał, kiedy dziewczyna zaczęła masować mu rękę i od czasu do czasu nalewając na nią jakąś miksturę.
- To jest eliksir, który pomoże w gojeniu.
- Myślałem, że rana się zagoiła.
- Z wierzchu może i tak, ale w środku wszystko jest jeszcze w proszku eee… miałam na myśli, że się w środku jeszcze nie zrosło– dodała pospiesznie widząc lekko przestraszoną minę swojego pacjenta.
Harry położył się wygodnie i czekał, aż Olivia skończy.
- Wiesz… - zaczął.
- Hm? – mruknęła i kontem oka spojrzała na chłopaka.
- Fajnie jest mieć osobistą niewolnicę, która robi z własnej woli masaż.
Na te słowa dziewczyna mocniej ugniotła ramię co spowodowało maleńki ból.
- No wiesz co?! To nie jest masaż, tylko dzieło sztuki! – odpowiedziała Olivia i oboje zaczęli się śmiać.
- Przepraszam, że przerywam jakże poważne spotkanie, ale pani domu woła na śniadanie – powiedział Oliver, który właśnie wszedł do pokoju.
- Dobrze. Już idziemy – odpowiedziała Olivia ocierając łzę.
Oliver wyszedł, a Harry usiadł na łóżku obok Oliwi.
- Jak sądzisz? Będę miał kłopoty jak zejdę półnagi na obiad? – zapytał Harry.
- Hmm… myślę, że stworzysz ogólnodomowy zachwyt – odpowiedziała współtowarzyszka.
- Sądzisz, że u większości kobiet będę miał powodzenie?
- Jestem o tym przekonana!
- No sam nie wiem. Ten mój biust – powiedział Harry gładząc się po klatce piersiowej – jakiś taki mało jędrny, a podobno właśnie on decyduje o większości zawieranych związków.
- Czekaj, zostało mi trochę bandażu, to mogę zrobić ci taką modną bluzkę witaną na szyi. Prosto z Paryża! Ona podnosi biust do góry tylko… co ona u Ciebie będzie podnosić? – zapytała Olivia spoglądając na nagi tors chłopaka.
- No mówiłem ci, ze on jakiś taki dziwny…
- Wiesz, może to jest spowodowane tym, że jesteś mężczyzną… bo chyba jesteś? – odpowiedziała dziewczyna stojąca w drzwiach.
Od dobrych dziesięciu minut całej scenie przyglądała się ciemnowłosa dziewczyna. Była ubrana w krótkie białe spodenki i biały T-shirt z napisem „If you want it You already got it”. Cały strój podkreślał nienaganną sylwetkę i przepiękną opaleniznę.
- Tak… to właśnie jest nasza gospodyni – odpowiedziała Olivia przykładając rękę do czoła chcąc ukryć zażenowanie i rozbawienie – Deatis de Didero.
- Dlaczego tak się czuję jakbym stał tu przed wami nagi? – zapytał Harry
- Dlaczego sądzisz, że my cię nagiego nie widziałyśmy? – zapytała Deatis z uśmiechem.
Harry spojrzał na Oliwię, ale tą nagle zaciekawił sufit.
- Jaki ty masz piękny sufit. Boże jaki cudny! – zachwycała się Olivia jednak ta część pokoju nie uratowała jej przed piorunującym wzrokiem Pottera – No co? Och! Jak późno! Przecież ze śniadaniem na nas czekają. Harry, ubrania masz na komodzie. Szybko się przebierz, no to ja spadam.
Dziewczyna czym prędzej pobiegła do drzwi jednak tam spotkał ją kubeł zimnej wody i to dosłownie. Po chwili całe jej mokre ubranie przykleiło się nieprzyzwoicie do ciała. Obejrzała się do tyłu. Na łóżku dumnie siedział Harry z różdżką w ręku.
- Zapomniałaś czegoś słoneczko? – zapytał Potter z ironią w głosie
- Tak, skopać ci tyłek – odpowiedziała Olivia – Moja najładniejsza koszula jest cała mokra!
- To ją zdejmij jak Ci przeszkadza.
- Za dziesięć minut w ogrodzie. A spóźnij się chodźmy sekundę, to pożałujesz! – odpowiedziała Olivia
Kiedy dziewczyny zamknęły za sobą drzwi Harry poszedł do łazienki. Była ogromna z wanną po środku. Chłopak żałował, że ma tylko dziesięć minut, w przeciwnym razie wziąłby długą kąpiel. Tak więc wziął szybki prysznic, ubrał się w ciemne jeansy i białą koszulę. Powoli schodził na dół rozglądając się na boki. Szybko zorientował się, że znajduje się w domu bardzo zamożnych ludzi. Wszędzie było widać przepych, ale było to jednocześnie bardzo eleganckie. Zszedł wielkimi schodami na sam dół, i kierując się w stronę odgłosów rozmowy trafił na balkon z tyłu domu, gdzie byli Deatis i Oliver.
- Widzę, że jesteś punktualny – powiedziała Deatis zastając Harry’ego w drzwiach.
- Gdzie Olivia? – zapytał Oliver
- A skąd mam wiedzieć? Pewnie się przebiera – odpowiedział mody Potter.
- To ja po nią pójdę – powiedziała Deatis.
- Nie, ja pójdę, przy okazji zamienię z nią parę słów – powiedział Oliver zatrzymując Deatis, po czym wszedł do domu.
- Proszę usiądź, oni zaraz przyjdą – zaproponowała Deatis
- Tak więc gdzie ja jestem? – zapytał Harry, by zacząć rozmowę
- We Francji, a konkretnie w Marseille. Jestem przyjaciółką Olivera. Znamy się ze szkolnych lat.
- Aha, długo tu już jestem? Widzisz, straciłem orientację – odpowiedział Harry.
- Nie. Wczoraj przywiózł was Oliver, zapytał czy możecie tutaj zostać no i się zgodziłam – opowiadała dziewczyna.
- A co się tak w ogóle stało? – zapytał Harry zastanawiając się jak to w końcu było z tą kostką
- A to się już musisz Olivera i Oliwi zapytać. Było to dosyć późno i się już nie pytałam o szczegóły. Ustaliliśmy, że dziś sobie wszystko wyjaśnimy – zakończyła Deatis
Nastało kłopotliwe milczenie.
- Ładny dom, kto go projektował? – zapytał chłopak gorączkowo szukając jakiegoś tematu
- Moja mama, bardzo lubi takie pierdoły – odpowiedziała Deatis.
- Bardzo ładnie – powiedział Harry bardziej do siebie niż do dziewczyny.
Znowu nastało kłopotliwe milczenie.
- A gdzie jest Olivia i Oliver? – zapytał w końcu
- A już idą, bo czuję konwalię.
I rzeczywiście. W progu dało się słyszeć głosy Oliwi i Olivera. Najwyraźniej prowadzili dobitną rozmowę.
- … cicho! – powiedziała Olivia do brata – Witam moich przyjaciół! Przepraszam za spóźnienie, ale ktoś przed chwilą odkrył w sobie powołania kapłańskie i zaczął trenować na mnie kazania.
- Ty nie bądź taka do przodu, bo ci z tyłu zabraknie – odgryzł się Oliver.
- A ty nie bądź taki mądry, bo cię na komputer przerobią! – odpowiedziała siostra
- Ej no! Poprzymykać się na zasuwy antywłamaniowe! – krzyknęła Deatis stając pomiędzy rodzeństwem – Zapraszam do stołu – powiedziała przez zęby.
Cała czwórka zasiadła do okrągłego stołu. Znajdowała się na nim była z białej porcelany, która świetnie kontrastowała z czerwonym obrusem. Sztućce były perfekcyjnie ułożone wokoło nakryć. Na śniadanie pani domu serwowała zupę mleczną, grzanki, rogaliki, kakao, sok pomarańczowy lub herbatę. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie.
- Ja mam parę pytań – powiedział Harry smarując sobie grzankę miodem.
- No ja też! – przyłączyła się Olivia
- Zaznaczę, że pragnęłabym wiedzieć w jakim celu zwaliliście mi się na głowę – dodała Deatis.
- Od czego zaczynamy? – zapytał Oliver opierając głowę na ręce
- To może chronologicznie. Ja mam pytanie dotyczące jeszcze tych Aten… - powiedziała Olivia
- Jakich znowu Aten? – zapytała odruchowo Deatis
- Prowadzę z dziadkiem badania w średniowiecznych Atenach. I tam się sprawy pokomplikowały. Musiałem ich wszystkich ratować… AŁA! – powiedział Oliver łapiąc się za głowę
- TY ratowałeś?! – powiedziała Olivia trzymając talerz w ręku - A kto znalazł kluczyk i pozytywkę?!
- Jaką pozytywkę. Matko… i oni tak zawsze – powiedziała Deatis do młodego Pottera.
- W czasie naszej krótkiej znajomości zdążyłem się do tego przyzwyczaić – odpowiedział Harry z uśmiechem.
- Deatis! – usłyszeli głos z domu – Masz gości!
- Przepraszam, zaraz wrócę – powiedziała dziewczyna i wyszła z tarasu.
- Może byście jej tak nie opowiadali wszystkiego o pozytywce i kluczyku? – warknął Potter
- Ale ona jest zaufaną osobą i nikomu nie wygada – powiedział Oliver.
- Z doświadczenia wiem, że im mniej wiedzą twoi przyjaciele tym lepiej dla nich! – odpowiedział Potter przypominając sobie nagle o Hermionie i Ronie
- Dobrze spokojnie… nie nerwowo – powiedział Oliver nalewając sobie soku pomarańczowego.
- Proponuję wszystko sobie wyjaśnić – zaproponował Harry. – Przede wszystkim, gdzie jest kluczyk i pozytywka?
- U mnie w pokoju na dnie torebki – powiedziała Olivia. – Ale ja mam pytanie. Jak się wam udało uciec?
- A to był akurat pomysł Harry’ego – powiedział Oliver.
- Któregoś dnia nie dała mi punktualnie eliksiru i dzięki temu odzyskałem na chwilę zdrowe zmysły – zaczął swoją historię Potter. - W pokoju znajdowała się duża liczba eliksirów. Znalazłem eliksir uodparniający się…
- Matko Święta! Czy ty wiesz, czym groziło zarzycie tego eliksiru?! – wrzasnęła Olivia
- Nie i niech tak pozostanie – odpowiedział młody chłopak. – Tak więc pozwoliło mi to na obmyślenie planu ucieczki. Postanowiłem, w dniu ofiary, wlać im do kotła eliksir wielosokowy z moim włosem.
- Ale skąd wiedziałeś o dniu ofiary i tych innych rzeczach? – zapytała Olivia
- Ta Salamina była tak głupia, że wszystko planowała przy mnie. Myślała, że jestem pod wpływem eliksiru, ale ma się ten talent aktorski – powiedział Harry odgrywając scenę z Hamleta „być albo nie być”.
- Dobra, już przestań. Opowiadaj dalej – powiedziała Olivia opuszczając mu rękę, w której teoretycznie trzymał czaszkę.
- Dalej… Kiedy zbliżała się chwila ofiary przyszedł po mnie jakiś Tom. Oszołomiłem go drewnianym krzesłem. Hmm… jak to powiedzieć? Zamieniłem się z nim ciałami. On udawał mnie, a ja jego i tym sposobem mogłem spokojnie wlać eliksir do kotła i niepostrzeżenie uciec. W między czasie usłyszałem jak Oliver krzyczał bym się obudził. Poszedłem za jego głosem i go uwolniłem pod pretekstem egzekucji. Potem Oliver wypił eliksir i tak zaczęliśmy uciekać, no a potem to już wiesz… - zakończył swoją historię Harry – A ja się tak zapytam. Co oznacza znicz na kostce?
- Działa to jak teleportacja – odpowiedziała Olivia.
- Możesz jaśniej? – poprosił Harry
- Nie jestem lampa, nic jaśniej nie wyjaśnię! – odpowiedziała dziewczyna
- Ja ci powiem – zaproponował Oliver. – Chodzi o to, że jedna osoba musi mieć łańcuszek na szyi, stawiasz na zniczu, myślisz gdzie chcesz wylądować i po trzech sekundach tam trafiasz.
- Harry, a o czym Ty pomyślałeś? – zapytała Olivia
Chłopak zastanowił się przez chwilę i z bólem serca przypomniał sobie jak rozmyślał, że w Atenach żegna jedną wiedźmę, a w Londynie wita drugiego czarnoksiężnika.
- Czy my… - zaczął chłopak, jednak nie potrafił tego wypowiedzieć na głos
- Tak, trafiliśmy pod same nóżki Sami-Wiecie-Kogo! A swoją drogą mógłby je umyć – odpowiedziała Olivia spoglądając na swoje stopy.
Harry uderzył głową w stół.
- Jakim cudem my jeszcze żyjemy? – zapytał chłopak dalej opierając głowę o stół
- A to dzięki refleksowi Olivera – odpowiedziała Olivia. – Złapał szybko pozytywkę i dłużej nas nie było niż byliśmy. Niestety oni zauważyli, iż coś przeleciało im przed nosem i na oślep strzelali zaklęciami. Jedno musnęło twoje ramię, dlatego dziś rano ci je masowałam.
- Przepraszam was – wymamrotał Potter. – Ale jak to się stało, że ja tego nie pamiętam?
- Bo rąbnąłeś dosyć mocno w pobliskie krzesło i straciłeś przytomność.
Nastało milczenie, które po dłuższej chwili przerwał Harry.
- A jak tu trafiliśmy? – zapytał Harry odrywając się wreszcie od stołu
- A to z kolei była moja pierwsza myśl – odpowiedział Oliver – Deatis de Didero.
- Jesteśmy bezpieczni? – zapytał Harry
- Tak – odpowiedziała Olivia.
- Nikt nas nie śledził? – zapytał młody Potter
- Nie.
- Jesteśmy w obecnych czasach, czy cofnęliśmy się gdzieś?
- Mamy 2008 rok.
- Mogę napisać list? – zapytał Harry Oliwię
- Myślę, że nic stoi na przeszkodzie.
W chwili, kiedy przyszła Deatis, Harry poprosił ją o kartkę, pióro. Namazał kilka słów i wysłał sowę. Poczuł dziwną pustkę, w chwili, kiedy przypomniał sobie o Hedwidze. Popatrzył w dal za małą szarą sówką, po czym wrócił do nowych przyjaciół. Wtedy zastał jeszcze czwartą osobę. Była to kobieta, o szczupłej sylwetce, ubrana zwiewną sukienkę.
- Harry Potter? – zapytała kobieta
- Tak, to ja – odpowiedział.
- Conne Sisous – odrzekła kobieta – Mogę zamienić z tobą parę słów?
- Tak, naturalnie – powiedział Harry poczym poszedł wraz z kobietą do biblioteki.


Żyję, nic mi nie jest. Niedługo się spotkamy
Harry


Hermiona nie mogła wytrzymać z radości. Szybko pobiegła do Rona by mu oświadczyć dobra nowinę. Chłopak trochę się zmieszał, ponieważ dziewczyna zamiast opowiedzieć mu co wywołało taką euforię, to od razu zaczęła mocno ściskać rudzielca. Chłopak musiał wyrwać jej karteczkę z ręki, aby dowiedzieć się o całej sytuacji.
- Widzisz – powiedział jej do ucha – wszystko dobrze się skończyło.
W odpowiedzi, dziewczyna jeszcze bardziej przytuliła się do chłopaka.
Komentuj
AUTOR: Carmen DATA: 28-04-2008 {20:05} SKOMENTOWAłO: komentarzy 52

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
” A gdyby wszystko było przeciw Tobie, to co byś zrobił? ”


Słoneczko ładnie przygrzewało. W małej chatce znajdującej się w ateńskim lesie siedziało dwoje młodych ludzi. Właśnie spożywali posiłek. Nie było to danie wykwintne, bo składające się z kurczaka duszonego w bananach, ale lepsze to niż nic. Jak to mówią, na bezrybiu i rak ryba. Gdzieś tam w tle mały jednorożec, bawił się beztrosko z motylkiem. Mimo tak sielankowej aury państwo Fuller mieli twardy orzech do zgryzienia. Zastanawiali się gorączkowo jak wybrnąć z obecnej sytuacji. Z jednej strony pozytywka w pakiecie z Grekami, a z drugiej Salamina w promocji z krwiopijcami. Jeśli pójdą po Harry’ego i go jakimś cudem odbiją Wiedźma zacznie ich ścigać. Nie mogą nigdzie się ukryć, ponieważ czarownica ma za duże wojsko, nikłe szanse, że nie zostaną wykryci. Miejscem jednak, gdzie ich nie dosięgnie to miasto. Aczkolwiek tam są Grecy niezbyt przyjaźnie nastawieni do czarodziejów. Sytuacja bez wyjścia, ale coś trzeba wybrać.
- No i co zrobimy? – zapytał Oliver odkładając swój talerz do „zlewu”
- Chyba trzeba po niego iść. – powiedziała Olivia patrząc się na beztroskę małego
- To co? Pójdziemy tam, zapukamy w drzwi i powiemy „Przepraszamy państwa bardzo serdecznie, ale czy waćpanowie nie zechcieli by nam oddać Harry’ego Pottera, który jest przeznaczony na ofiarę. Zapewne Salamina będzie wściekła i posypie się parę głów, ale czy to jest drodzy bracia najważniejsze w tym momencie?” No chyba to by były jakieś robaki niedorozwinięte (autorka: sklątki tylnowybuchowe :D) – zakończył Oliver swoją ironię jakże intrygującą puentą
- Wiesz co? Tobie to już odwala od tego słońca. – odpowiedziała siostra wpatrując się tym razem prosto w oczy brata – On tam walczy o życie, a ty ironizujesz!
- Raczej nie zdaje sobie sprawy co go czeka. Sądzę, że teraz się dobrze bawi! – odpowiedział Oliver wpatrując się w niebo i wyobrażając sobie tańczące wokół Harry’ego półnagie boginie, które są oddane panu jak pies
- Heeeellooo! – odpowiedziała siostra pstrykając palcami przed oczyma brata – Może panicz Fuller z łaski swojej by zajął się problemem.
- Przymknij się! Jesteś tak samo nudna jak Historia Magii.
- A kto ci kazał iść na ten kierunek? – odpowiedziała Olivia bardziej oznajmiając niż pytając – Veronica?
- Nie. Po prostu tak jakoś wyszło…
- A mi się wydaje, że to za nią tak poleciałeś na tą Historię Magii. – powiedziała siostra podpierając się podbloki i robiąc ten swój charakterystyczny uśmieszek
- Oj zamknij się! Jesteś gorsza niż sumienie!
- A więc jednak!
- Nic jednak! To nie było tak, a w ogóle to po co prowadzimy tą bzdetną rozmowę?! Zajmijmy się lepiej wyciąganiem Pottera z kłopotów.
- No jak chcesz… - odpowiedziała tonem, który miał wskazywać, że jest jej przykro z zakończenia dyskusji, jednak w głębi serca cieszyła się, że tak inteligentnie udało jej się pobudzić brata do myślenia – No więc, co kochanie proponujesz?
- Rozdzielimy się.
- Koniec?
- Olivia, ty mnie nie wkurzaj!
- Oj! Ja tylko pytam. – odpowiedziała siostra, która zaczynała się coraz lepiej bawić bratem
- Ja pójdę po pozytywkę, a Ty po Pottera. – wyjawił swój plan Oliver
- No więc, wyjaw o wielki wodzu swój podstępny plan! – powiedziała Olivia, lekko się kłaniając i doprowadzając tym samym brata do białej gorączki
- Tylko spokojnie, spokojnie… - mówił Fuller bardziej do siebie niż do siostry – Ty idziesz po Potter, swoim zapachem oszałamiasz wszystkich, wyciągasz go stamtąd i uciekasz tu. Masz na to 2,5 godziny. W tym czasie ja wykradam pozytywkę i poszukuję kluczyka. Mam na to 2,5 godziny. Potem spotykamy się tu i spadamy do współczesności.
- Brawo! – krzyknęła Olivia i zaczęła klaskać – Tylko jak chcesz niepostrzeżenie wejść do Aten?
- Eliksir wielosokowy. – odpowiedział z dumą Oliver
- Ha! Sprytne, ale zanim zdobędziesz jakikolwiek włos Greka, będziesz dawno leżał trupem!
-Co?
- Podwoili straże… Co ty myślisz, że nie wiedzą, iż grasują tu czarodzieje?
- No więc co proponujesz panno encyklopedio? – odpowiedział z nutką ironii
- JA pójdę po pozytywkę, a TY pójdziesz po Harry’ego!
- Oczekujesz, ze się zgodzę?
- Nie masz innego wyjścia mój drogi, albo mi zaufasz, albo na wieki tu zostaniemy! – powiedziała Olivia kończąc tym samym dyskusję. – A to po co? –zapytała Olivia widząc, że brat nabiera do buteleczki trochę eliksiru wielosokowego
- Na wszelki wypadek. - odpowiedział
- Na wszelki wypadek to ty testament napisz.
- Ha ha ha… jaki super śmieszny czarny humor. – odpowiedział z ironią brat
- No to idziemy! – i już była w progu, gdy się nagle odwróciła – A co z nim? – zapytała wskazując na jednorożca
- Jak tu się spotkamy to go weźmiemy…
- Ojej! Jakiś ty kochany. Nie wiedziałam, że to twoje serce zna jaką kolwiek litość i słowa pochodne.
- Do dzieła. – odpowiedział i obydwoje wyszli

Olivia ubrana jak greczynka, znająca język grecki, ruszająca się z wdziękiem i kokieterią jedynie co mogła wzbudzać to żądzę mężczyzn, a nie podejrzenia. Dobrze wiedziała, że pozytywkę zamknęli w lochach domu jednego z bogatszych ludzi w mieście. Zastanawiała się jednak czy nie lepiej jest najpierw poszukać kluczyka. Przecież jak wykradnie pozytywkę, to nie zdąży znaleźć kluczyka. „Gdzie on może być. Różdżki miał ten jeden stary, gruby. Kluczyk… kluczyk… Kto może mieć kluczyk?”
- Ty! Wszędzie cię szukałem! – usłyszała głos, który wyrwał ją z rozmyślań
- Hm? – odpowiedziała automatycznie i odwróciła się w kierunku mężczyzny
Była to osoba dosyć dorodnej postury. Po objętości brzucha i policzków, można śmiało wywnioskować, że nie brakowało mu jedzenia. Jego ubiór było dosyć złocony. Wyglądał na członka elity, wśród społeczeństwa. Złapał silnie dziewczynę za rękę i zaczął wlec w inną stronę, co spotkało się z oporem.
- Ja nie będę służby po mieście szukał! – gadał bez zwracania uwagi na to czy go ktoś słucha czy nie
- Ale…
- Jutro, jest uczta. Nie mam zamiaru zastępować cię kimś innym! Będziesz umilać życie gościom. – i nie zważając na odpowiedź i protesty dziewczyny zawlókł ją do samego domu.
- No to się wpakowałam. – powiedziała sama do siebie
Po chwili znalazła się w pomieszczeniu, jak mniemam, dla służby. Było to duże pomieszczenie. Po bokach stały łóżka. Posłania były też na samym środku sali. Pod oknem siedziało może z 5 dziewczyn, na oko przypominające Oliwię. Nasza bohaterka podeszła ostrożnie do swoich koleżanek i zaczęła rozmowę: (autorka: dla usprawnienia czytania, nie będę tłumaczyć rozmowy na grecki)
- Cześć! – powiedziała nieśmiało Olivia
- Hey! – odpowiedziała jedna czarnowłosa. Miała bardzo niewinną buzię. Siedziała nieruchomo oparta o kamienną ścianę. Jedyną oznaką życia było jej spojrzenie. Kiedy Olivia przybliżyła się bardziej dziewczyna jakby się ożywiła.
- Co tak siedzicie?
- No a co mamy robić? – odezwała się inna o smukłej sylwetce rudowłosa. Już na pierwszy rzut oka widać było, że jest z ognistym temperamentem.
- Nie wiecie dlaczego mnie tu ściągnął ten gbur? Zdjął mnie z samego placu i darł się, że jestem jego niewolnicą.
- Wyglądasz na bystrą osobę, a jednak w tym momencie mnie rozczarowałaś. – odpowiedziała czarnowłosa z zimnym spojrzeniem – Osoba, która cię porwała, bo nie można tego nazwać inaczej, nazywa się Marek Antonin. Jutro wieczorem wydaje ucztę, na której będzie całą elita śródziemnomorska.
- Po co się tak wydzierał? – zapytała prosto z mostu Olivia siadając obok czarnowłosej.
- Żeby każdy pomyślał, iż jesteś jego niewolnicą. – odpowiedziała dosyć sensownie właścicielka surowego spojrzenia - Wtedy nikt nie będzie wszczynał podejrzeń na temat zabierania kobiety z placu. My też tu w ten sam sposób trafiłyśmy.
- To może ucieknijmy? – zaproponowała Olivia, jednak na jej propozycję wszystkie dziewczyny się roześmiały
- Skąd? Stąd?! – odpowiedziała przez łzy ruda – Jesteśmy tu lepiej pilnowane niż błyskotki Marka Aureliusza! Wydajesz się jakaś nietutejsza…
- Kryzys wieku średniego… - odpowiedziała posępnie Olivia
- Oj chodź spać. – powiedziała czarnowłosa gładząc Olivię po głowie, po czym sama ułożyła się wygodnie i zasnęła
Olivia przez dłuższą chwilę myślała jak wydostać się z więzienia, jednak gdy z przykrością stwierdzała, iż to jest nie możliwe, zaczęła rozmyślać o poczynaniach brata. W głębi serca, życząc mu by miał więcej szczęścia od niej. Niestety, modlitwy Oliwi nie zostały wysłuchane. W gruncie rzeczy byli dalej od celu, niż przed wyruszeniem z chatki. Oliver zaraz po wyjściu z chatki poszedł na polanę, gdzie odbyła się rzeź jednorożców. Używając wcześniej zaklęcia kameleona, wyruszył w stronę, którą udał się Harry. Szedł może tak z 30 minut, aż tu nagle zauważył pasącego się na łące smoka. Powoli, nie odrywając oczu od smoczusia, zaczął się wycofywać. Gdyby zrobił o jeden krok w tył mniej, historia zakończyłaby się inaczej. Jednak on cofnął się o ten jeden metr. Konsekwencją było to, że sturlał się ze skarpy, a na sam koniec uderzył się głową o głaz. Zaklęcie kameleona przestało działać, a on sam stracił przytomność. Tak więc widzicie moi czytelnicy, wychodząc z domu państwo Fuller wpakowali się w większe tarapaty niż do tej pory.

Nastał nowy dzień. Ptaszki radośnie ćwierkały, dzieci na ulicach mocno hałasowały, ludzie targowały się o ceny na targu. Chciało by się rzec „normalny ateński dzionek” . No taki by był, gdyby nie kilka, naprawdę drobnych, czynników. Tak przykładowo: dziś ma się odbyć ofiara z Harry’ego, albo to, że w nocy wysłannicy Salaminy znaleźli Fuller’a. Ciekawe czy dziś Salamina powiększy o 60 czy 120 lat? Ech… Oliwi też się nie układało. Nie będę mówić, że nie wie gdzie jest kluczyk, bo to już chyba każdy wie… że ona nie wie. (autorka: o lol) Pomińmy wydarzenia, które działy się we dnie. Prócz krwawych tortur Olivera, nie wydarzyło się nic szczególnego, choć i do jego wątku nie chętnie wracam. Chłopak został kaleczony czym się dało. No dobra zostawmy te szczegóły, jeszcze będą się Wam koszmary po nocach śniły. Tak więc, przyspieszmy czas tak do hmm… powiedzmy godziny 20. Uczta w domu Marka Antonina nabierała barw i życia. Służki coraz więcej dolewały wina ucztownikom. Ciepłe powietrze, taniec śpiew i alkohol wprowadzały w stan błogości. Olivia zakryła sobie twarz chusteczką, by żaden z pijanych mężczyzn nie zechciał się do niej dobierać, choć i tak nie obyło się bez poklepywania w pewną część ciała. Kiedy Olivia dolewała wina, tańczyła i robiła różne inne rzeczy została wezwana przez Marka. Nakazał jej obsługę jednego ze stołów. Tego, gdzie znajdowała się sama elita. Dziewczyna posłusznie poszła czynić swoją powinność. Przez cały dzień mimo, że wypełniała powierzone jej zadania, myślami była całkowicie gdzie indziej. Cały czas myślała o kluczyku i pozytywce. Podczas nalewania wina, również myśli krążyły wokół małego łańcuszka. Im dłużej nad tym myślała tym bardziej pozbawiała się nadziei na jakiekolwiek ujście z życiem w tej sytuacji. W ten podsłuchała rozmowę:
- … hahaha… moja droga. Uważasz, że to jest piękne?! – powiedziała dosyć puszysta pani – To co ja mam przebije wszystkich! Zobacz!
Oliwię coś ścisnęło w żołądku. Otóż pulchna pani wyciągnęła swoją równie pulchną dłoń, na której widniała piękna bransoletka ze szczerego złota oraz z prawdziwymi diamentami. Coś pięknego. Bransoletka z X w. prawdopodobnie ze skarbów Azteków. To co właśnie nosi panna Objętość XXL przechodzi z rąk do rąk w rodzinie Fuller. Każda pani dostaję tą ów bransoletkę w dniu swojego ślubu. O jej właściwościach magicznych może potem… Przez najbliższe 15 minut Olivia była zmuszona wysłuchiwać, jak to pan X z panią Y pojechali do państwa Z, z kolei tam pani K postanowiła zakatrupić panią B, bo ona była siostrą pana X… Olivia nieprzytomnie zaczęła się wpatrywać w podłogę. W pewny momencie dotarło do niej na co się patrzy. Ot, tak sobie na ziemi leżał kluczyk. Tak po prostu. Jak się tu znalazł? A kogo to obchodzi, ważne że JEST! Dziewczyna dyskretnie schowała łańcuszek do kieszeni i pod pretekstem doniesienia wina wyszła z sali. Z uwagi na to, że cała elita zebrana była u Marka, dom gdzie była schowana pozytywka nie był już tak dobrze strzeżony. Żeby nie zanudzić moich czytelników, przyspieszę trochę akcję. I tak przecież wykradzenie pozytywki jest niczym w porównaniu z „być albo nie być” Harry’ego i Oliver’a. Dziewczyna bezszelestnie wkradła się do domu. Po cichu przeszła do lochów, a tam ujrzała drzwi. Dobrze wiedziała co za nimi się kryje. Spokojnie mogła już używać czarów, aż trudno uwierzyć, że nikt nie znalazł przy niej różdżki. Dziewczyna po otworzeniu drzwi nieco się zdziwiła. Oczywiście znajdowała się tam pozytywka, ale prócz tego masa innych gratów m. in. jej kartka i pióro (o nie omieszkała sobie wziąć). Był tam też duży plecak. Olivia niewiele myśląc postanowiła zrobić darmowe zakupy w sklepie z pamiątkami. Do plecaka kładła to co jej pod rękę się nawinęło. Szybko spostrzegła, że plecak ma właściwości magiczne, bo bez względu na to ile by tam kładła, plecak i tak był do połowy pusty. Po skończonych zakupach, dziewczyna wyryła na ścianie ogniste słowa: ”Strzeżcie się mieszkańcy Aten! Zabawa się dopiero zaczyna! Podpisano: Olivia Fuller”
- Jakieś takie pospolite, no ale trudno. Nie mam czasu na wymyślanie poetyckiego morału. – i to powiedziawszy zarzuciła plecak na ramię i wyszła – Takiej promocji to nawet w „Biedronce” nie mają! – powiedziała potrząsając plecakiem
Dziewczyna, zgodnie z planem udała się na miejsce spotkania, jednak Oliver’a (już tym bardziej Harry’ego) nie było. Olivia postanowiła się nie ruszać, w nadziei że chłopaki zaraz przyjdą. Czekała 5 minut… 15 minut… 45…

Tymczasem przygotowania do rytuału trwają. Punktualnie o godzinie 0:00 Harry zostanie przebity rogiem jednorożca. Piękne półnagie boginie (które wyobrażał sobie Oliver) zdjęły z Harry’ego koszulę po to aby namalować na jego plecach i klatce piersiowej symbole niezbędne do ceremonii. Harry otumaniony, przez eliksiry i innego rodzaju czary podatny był na wszystko. Nieubłaganie zbliżała się godzina 0… W końcu piękne boginie zaczęły wyprowadzać młodego Pottera na ołtarz. Po drodze mijali lochy, w których tkwił Oliver.
- Harry! – krzyczał prawie rozsadzając dźwiękiem całe lochy, tak, że umarłego z grobu by zbudził – Ocknij się! Harry proszę! POTTER, TY DEBILU, DO CHOLERY WEŹ SIĘ OPAMIĘTAJ!
Jednak było to daremne, nawet nie jestem pewna czy Harry to słyszał. Wiecie, ludzie pod wpływem eliksiru są bezradni. Może dlatego tak je lubi Olivia. No ale wracając do tematu. Młody Czarodziej został wyprowadzony na polanę. Na środku stał wielki głaz (o który uderzył się Oliver). Mimo, że była noc panowała jasność, zawdzięczali to pochodniom, które były ustawione w rządku. Wyznaczały idealnie prostą ścieżkę wiodącą do kamiennego głazu. Wokoło ustawieni byli słudzy Salaminy. Wszyscy patrzyli jak młody Harry Potter kładzie się na głazie.
- Wypij to mój drogi. – powiedziała słodkim głosem Wiedźma do Harry’ego
Chłopak posłusznie zrobił to co mu kazała. Czarownica uniosła róg jednorożca i bez jakichkolwiek emocji przebiła serce Pottera. Chłopak bezwładnie opadł na ziemię. Nastała cisza, którą przerwał głos Salaminy.
- Tak! Wasza królowa będzie żyła o 60 lat dłużej! Oddajcie mi cześć! – powiedziała po czym wszyscy poupadali na kolana.
- O wielka Salamino! My nie godni! – słychać było krzyki
- Wznieśmy toast! – odezwał się jeden z głosów w tłumie i wszyscy unieśli do góry kielichy po czym wypili jednym tchem ich zawartość.
Salamina stojąca przodem do tłumu, usłyszała niepokojące odgłosy, które dochodziły zza jej pleców. Odwróciła się i własnym oczom nie mogła uwierzyć. Nieboszczyk Potter zamienił się w jej sługę Toma.
- Eliksir wielosokowy. – mruknęła pod nosem i odwróciła się do tłumu
Szybko tego pożałowała. To co zobaczyła po odwróceniu się przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Naprzeciw niej stał tłum, ba! Wojsko, wyglądające jak Harry Potter. Każdy kto wzniósł toast zamienił się w klona młodego czarodzieja. Szału Salaminy nie można opisać słowami. Jej gniew jest tak drastyczny, że chyba czas jej zemsty przeznaczę na wykład o languście* Żartuję ;) wracając do tematu:
- Łapać Pottera! – krzyknęła Salamina
Wszyscy popatrzyli się na siebie po czym zaczęli się tłuc po głowach. Zaczęła się wielka bitwa, nikt nie wiedział kim jest i po której stronie walczy. Jednym słowem wielki chaos. W połowie bitwy na niebie zapalił się czerwony napis „Pudło Stary, kup se okulary!**” . Salamina dostrzegła z wielkim trudem dwie osoby stojące na wzgórzu. Oczywiście w sylwetce Pottera, ale tutaj nie miała wątpliwości, że jeden z nich jest prawdziwy, a drugim jest pan Fuller.
- Są na wzgórzu! ŁAPAĆ ICH! – krzyczała
Zanim jej podwładni zorientowali się o co jej chodzi, Fuller i Potter zyskali nieco przewagi. Biegli ile sił w nogach, Oliver czuł, że eliksir przestaje działać co jest równoznaczne z tym, że tracą pewną część ochrony. Harry biegnąc odwrócił się aby spojrzeć czy ktoś ich goni, jednak zły moment wybrał bo akurat wtedy wpadł na Olivię.
- O, pardon! – wyszeptał Harry
- Ty mi tu nie „pardonuj” tylko uruchamiaj pozytywkę! – krzyknęła Olivia, która uciekała nie dlatego, że znudziło jej się czekanie; nieoczekiwanie wizytę złożyli jej Grecy.
Harry włożył do pozytywki kluczyk. Nagle z jednej strony spotkali się wysłannicy Salaminy, a z drugiej ów Grecy (autorka: ironia losu xD).
- Potter. Sprytny jesteś! – powiedziała Salamina – Ale nie do końca.
W tym momencie dwóch ludzi wiedźmy złapało Oliwię i Olivera.
- Co teraz zrobisz? Chcesz by zginęli? Oddaj mi się w ofierze, a puszczę ich wolno.
- A może oddam, Ci tą magiczną kostkę? Daje ona panowanie nad żywymi i umarłymi. – zaczął reklamować Harry – Staniesz się nie śmiertelna, i nie będziesz musiała co jakiś czas zabijać, zwabiać jakiegoś młodzieńca. To jest bardzo czasochłonne,a tak prosto i przyjemnie ujmiesz sobie pare lat.
- O czym on gada? – dziwił się Oliver
- Daj mi tą pozytywkę… - rzekła Salamina
- A proszę bardzo! – odpowiedział Harry po czym rzucił pozytywkę w jej stronę.
Poturlała się jak na kostkę przystało. Do ostatniej sekundy nie wiadomo, na jakiej ścianie się zatrzyma. Kiedy Salamina wpatrywała się w tą malutką kosteczkę, Harry błyskawicznym ruchem różdżki odepchnął od Oliwi i Olivera ludzi Czarownicy. Cała trójka trzymała się mocno za ręce i wpatrywała się w Wiedźmę.
- 3… 2… 1…. – szeptała do siebie Olivia
- Hsta La vista Baby! – powiedział Harry Potter
Nastąpił wielki wybuch, który odsunął na jakieś dobre 400 metrów Wiedźmę. A instrukcja mówi wyraźnie „stanąć na odległość ok. 3” . Nie chce czytać się instrukcji, to potem tego są konsekwencje. No ale wracając na pole walki i grozy. Wszyscy pobiegli za Salaminą, aby ją ratować. Grecy z przerażenia zaczęli tłuc ludzi wiedźmy. Jedni pouciekali, inni krzyczeli, niektórzy nawet się śmieli. Matko Boska! Kompletna panika i brak zorganizowania. Nikogo już nie obchodziła kostka, a ona figlarnie kręciła się na jednym wierzchołku. W końcu stanęła. Znicz.

___________________
* WYKŁAD O LANGUŚCIE – zapożyczenie z filmu „Asterix i Obelix Misja Kleopatra”;

** PUDŁO STARY KUP SE OKULARY – zapożyczenie z filmu „Epoka lodowcowa II ”;



No dzisiaj wyjątkowo Długalasssusss notatusss. Jest to spowodowane tym, że miałam czas (mimo, że jutro pisze spr. z geografii i polskiego;więc to doceńcie! ;)), a jeszcze dlatego, iż dopadła mnie wena, no i po nikąd to, że długo nie było totki… i nie wiem za ile będzie. Daję taką dłuższą byście mieli więcej do czytania.. przez najbliższy miesiąc ;)

A teraz tak parę informacji. Zmieniłam szablon, wgrałam muzykę, zrobiłam podstrony. Co o tym wszystkim sądzicie?

Założony został "The Slug Club" Chętnych do zapisania oraz osoby zacieakwione kieruję do podstrony "The slug club"
Pozdrawiam i całuję.
Komentuj
AUTOR: Carmen DATA: 30-03-2008 {23:00} SKOMENTOWAłO: komentarzy 33

ROZDZIAŁ ÓSMY
”Jednorożec i eliksir ofiary”

Słońce na nowo zawitało do Aten. Oliver Fuller krążył nerwowo po pokoju starej chatki. Olivia w tym czasie ważyła miksturę, zapewne eliksir wielosokowy. Nerwowe milczenie, które wypełniały odgłosy ptaków i pobulgotywanie eliksiru, przerwał Oliver.
- Pewna jesteś, że powinniśmy iść do miasta bez niego? – zapytał chłopak siadając obok siostry
- Zostawimy mu list. – odpowiedziała Olivia jakby to miało w radykalny sposób uspokoić brata - My pójdziemy po pozytywkę, a on niech na nas tu czeka.
- Nie jestem przekonany czy to dobry pomysł. – powiedział Oliver po dłuższym zastanowieniu – W końcu nie wygląda na chłopaka, który lubi czekać.
- Trudno. To jego zmartwienie. Ma czekać i już!
Znowu nastało kłopotliwe milczenie.
- Oliv… - zwrócił się do siostry Oliver patrząc jej prosto w oczy – Jemu coś się musiało stać! Powinien już wrócić. Nie można się dłużej oszukiwać, że idziesz przysnął i już wolał nie wracać w nocy.
Siostra przerwała ważenie eliksiru i spuściła wzrok. Nagle poderwała się z miejsca i pobiegła do drzwi. Sprawiała wrażenie jakby coś usłyszała. Brat dziwnie na nią popatrzył, ale po chwili zmienił wyraz twarzy bo i on coś usłyszał. Podszedł obok siostry. Ona jednak pokazała mu palcem, że ma być cicho. Stali tak w milczeniu nasłuchując.
- DISILLUSION!*– szepnęła Olivia, a zaraz za nią Oliver
Dziewczyny złapała brata za rękę i pociągnęła za sobą. Jak łatwo się można domyślić, szli w kierunki źródła odgłosów. Ostrożnie wdrapali się na wzgórze i położyli się wśród zarośli. Zobaczyli 5 kobiet ubranych dosyć skąpo oraz z 20 dorosłych mężczyzn wyposażonych w tarczę i różdżkę. Na środku polany znajdowały się 3 dorosłe jednorożce i jedno młode. Ich najbliższa przyszłość to śmierć. Była to smutna scena, ponieważ mężczyźni ranili najstarszego jednorożca (prawdopodobnie przywódcę i ojca młodego) wyciskając każdą jego kroplę krwi, która potem wlewali do specjalnych dzbanów. Uchodziło życie z tego pięknego zwierzęcia. Na koniec, kiedy męka jednorożca się skończyła oderwali mu jego róg i schowali do torby. Przyszła kolej na następnego, a raczej na następną i w ten sam sposób odeszła do innej krainy. Następnie zaczęli się zbliżać do młodego. Widząc to, ostatni jednorożec stanął miedzy ludźmi a źrebakiem. Prawdopodobnie była to matka. Obraz walki za swoje dziecko był okropny. Nie miała szans wobec 20 zbrojnych… padła po 10 minutach. W oczach małego jednorożca było widać przerażenie, smutek, żal, strach, a może i panikę.
- Tom! Dasz chyba sam sobie z nim radę. – powiedział jeden z mężczyzn
- Oczywiście, weźcie się za to cielsko co skikało przed chwilą. – odpowiedział mężczyzna, który wyjął długi srebrny miecz
Zaczął się powoli zbliżać do jednorożca. Źrebak nie wiedziało co robić, nie miało już nikogo. Przecież na jego oczach katowali jego rodziców, na jego oczach bez najmniejszej skruchy zabili jego bliskich, widział jak cierpią. Jednorożec zaczął uciekać, lecz na to mężczyzna się roześmiał.
- Zobacz jaki płochliwy. – powiedział Tom wciągając linę
Młody upadł na kamień, skaleczył sobie nogę. Zaczęło się wpatrywać swoimi dużymi niebieskimi oczami w swojego oprawcę. A mężczyzna zbliżał się i zbliżał. Ostrze miecza błyszczało w słońcu. Jednorożec próbował uciech chodź milimetr dalej od oprawcy.
- To będzie drobnostka. – szepnął Tom
Ostrze powędrowało w górę, by z ogromną siłą runąć w dół. Mały zamknął oczy, by dodać sobie otuchy.
- Tom! Poczekaj! – krzyknął ktoś z towarzyszy – Czy on się skaleczył?
- No tak… - odpowiedział oprawca
- Salamina powiedziała, że ma być to czysta krew… teraz to się już zmieszała z ziemią, a do eliksiru musi być idealna.
- To co mam zrobić? Zarżnąć go? To może mu ten róg oderwijmy? – zapytał Tom, który najwyraźniej chciała zadać jakiś ból młodemu
- Przywiąż go gdzieś, wrócimy za 4 dni kiedy to wyzdrowieje i krew sama się oczyści. – powiedział facet, który najwyraźniej był dowodzącym tej akcji
- No dobrze – odpowiedział Tom i przywiązał jednorożca do skały zaklęciem trwałego przylepca.
Kiedy ludzie odeszli, Oliver mógł spokojnie puścić siostrę, którą musiał trzymać podczas całego zajścia. W Oliwi wszystko się gotowało ze złości. Nie mogła pojąć jak można zrobić krzywdę takiemu maleństwu.
- Puszczaj mnie! – krzyknęła
- Co robisz? – zapytał brat, który nie wiedział co ma począć
- No jak to co? Idę go uwolnić nie pozwolę by tam zdechł, albo żeby go zabili!
- Przestań, wracajmy do chaty. Mogą nas zobaczyć!
Niestety tych słów Olivia już nie usłyszała, bo była w połowie drogi do jednorożca. Oliver nie mając wyboru zszedł za nią. Zastali przestraszonego małego, który biegał bezcelowo w kółko kulejąc na lewą nogę. Kiedy Olivia wyciągnęła do niego rękę stanął w miejscu. Zaczął się panicznie trząść i patrzeć swoimi niebieskimi oczami, które mówiły „nie zabijaj mnie”.
- I jak chcesz go uwolnić? – zapytał brat, kiedy dowiedzieli się, że jest to zaklęcie trwałego przylepca
- Zaraz! Daj pomyśleć! – powiedziała Olivia – patrz czy ktoś nie idzie.
Dziewczyna wyciągnęła srebrny sztylet. To był błąd, bo zwierzak zaczął przeraźliwie wyć.
- Co ty wyprawiasz?! – krzyknął brat – zaraz sprowadzisz tych ludzi z powrotem!
Olivia szybkim ruchem ręki przecięła sznur łączący jednorożca ze skałą. Ciii…. wracają.
- O nie! – zdążyła tylko jęknąć Olivia
- No pięknie! Uciekajmy!
- Zwariowałeś?! Nie mogę go tak zostawić! – krzyknęła Olivia – Zabierzmy go ze sobą
Oliver wziął pod pachę młode. Wiedział, że nie jest to pora na dyskusje. Biegli na wzgórze zapominając o zaklęciu kameleona.
- Tam są! – krzyknął mężczyzna i w tym samym momencie obok ucha Oliwi przemknęła smuga czerwonego światła
- No zrób coś! – krzyknęła Olivia do brata
- No robię! Niosę jednorożca!
Między nimi błysnęło zielone światło
- Ci Grecy są bezczelni! We mnie będziesz idioto celował?! RICTUSEMPRA!** – krzyknęła i żółte światło ugodziło mężczyznę z taką siłą, że przeleciał może z 10 metrów
- Uuu… słaby lot. Za niskie wyjście w progu. – skwitował Oliver
- Szybko do chaty. Osłaniam cię! – powiedziała dziewczyna i miotała zaklęciami na lewo i prawo
Po paru minutach rodzeństwo było już w chatce.

- Ja się wezmę za ochronę domu, a Ty go spróbuj uciszyć! – powiedział Oliver i zabrał się do pracy
Po chwili można było odetchnąć z ulgą. Olivia właśnie opatrywała zwierzę. Brat bezwładnie opadł na łóżko.
- Jeszcze raz wytniesz numer pt. „Chrońmy faunę i florę” to cię po prostu zabiję! – krzyknął Oliver
- To nie moja wina.... ja tylko… - zaczęła siostra, ale brat jej przerwał
- Oj… zamknij się! Chatę chronią zaklęcia różnego rodzaju, więc ci ludzie nas nie znajdą, ale i ktoś jeszcze nas nie znajdzie… - spojrzał wymownie na Olivię
- Harry… - dokończyła ze spuszczoną głową
- Brawo! Więc sytuacja wygląda tak: Harry nie wiadomo gdzie jest i czy żyje, ścigają nas Grecy, do tego grupa czarodziei, którym nie zależy kogo zabiją, zgubiliśmy kluczyk, nie mamy pozytywki, a do tego wszystkiego mamy na utrzymaniu co? Jednorożca!
- Poczekaj…. Może trzeba teraz posklejać fakty w całość? – zaproponowała Olivia z ironią, robiła tak kiedy wiedziała coś więcej niż brat
- No słucham!
- Padło tam imię Salamina. Dziadek mi o niej opowiadał. Jest to jakaś wiedźma, która zwabia swoje ofiary do jaskini, tam podaje im eliksir zapomnienia i hipnozy. Po 3 dniach odbywa się ceremonia ofiary. Ten mężczyzna, bo to musi być chłopak, zostaje zabity. Dzięki temu lata, które pozostały temu mężczyźnie można powiedzieć, że wpływają na jej konto i zyskuje nieśmiertelność.
- Zaraz… tak po prostu go zabija i ma więcej lat? – zapytał Oliver, który próbował to wszystko sobie pospalać w głowie
- Potrzebny jest do tego eliksir ofiary, a z niego robi się z krwi jednorożców. Do tego ceremonii jest potrzebny ich róg. Nim właśnie zostaje przebita ofiara.
- A skąd ty to wiesz? – zapytał Oliver
- Dziadek przysłał mi list, gdzie mi to wszystko wyjaśnił. Miałam tu po ciebie przyjść i zabrać cię jak najdalej od tego miejsca. Dziadek powiedział, że musisz natychmiast stąd uciekać!
- To wiem i bez twojej paplaniny. – odpowiedział Oliver siadając na łóżku
- Powiedział, że za posągiem jest portal…
- To po cholerę my się uganiamy za tym kluczykiem, jak mamy portal?! – krzyknął Oliver, który już nie wytrzymał
- A po taką cholerę, że na kluczyku od pozytywki Grecy zawiesili moje pióro i zabrali mi kartkę. Nie mogę skontaktować się z dziadkiem, a tym samym nie poznam hasła. Zależy ono od układu gwiazd czy czegoś tam…
- Zaraz zaraz…. Od początku. Jak tu trafiłaś? – zapytał Oliver, który coraz mniej z tego rozumiał
- Dziadek dał mi kartkę i pióro. Wysłał mnie przez portal, tak jak ciebie. Za pomocą kartki i pióra komunikowałam się z nim. Miałam cię znaleźć i zaprowadzić do domu. Jest tu za bardzo niebezpiecznie. Grecy już nie są tacy głupi jak sprzed lat. Gdy Harry tu trafił zrobił potworne zamieszanie. Znaleźli mnie. Nie zorientowali się, że jestem czarownicą. Widząc ładne pióro zabrali mi je kalecząc moją rękę. Owinęłam sobie ją w tą kartkę. Myślałam, że może to da jakiś znak dziadkowi, że mamy kłopoty… że coś zrobi…
- Olivia… - zaczął brat, który jakby nagle dostał olśnienia – Czy oni eliksir robili na zapas?
- Nie, dziś robisz juto korzystasz, bo inaczej straci swoją moc. Ale po co o to pytasz? – odpowiedziała siostra zbita z tropu
- Oni poszli w takim samym kierunku co Harry po swoje muchy…
- Myślisz, że… - powiedziała Olivia, ale dalsze słowa nie mogły przejść jej przez gardło
- O Boże! Dlaczego to się tak komplikuje! – krzyknął Oliver

___________________
*DISILLUSION – zaklęcie po którym człowiek zaczyna zlewać się z otoczeniem;

** RICTUSEMPRA – zaklęcie wyzwalające z różdżki potężny snop żółtego światła, który godzi przeciwnika z ogromną siłą;

------------------------------------------------------------------------------------


Dziś mam urodziny. 17 :D Z tej okazji napisałam notkę, trochę późno ją zaczęłam i tak w sumie to jej nie skończyłam, no ale chciałam Wam coś dać na te moje birthday ;) Tak bardzo chcę Was nie zawieść, rozczarować, no ale ona jest. Nie! Sama nie lubię jak autorka mówi „nie udała się; jest beznadziejna”więc JA nie będę tak mówić. Dla odmiany powiem… wyszła super, jak placek drożdżowy z zakalcem xD Proszę o komentarze ;)
Komentuj
AUTOR: Carmen DATA: 18-03-2008 {20:32} SKOMENTOWAłO: komentarzy 9

ROZDZIAŁ SIÓDMY
” Muchy Siatkoskrzydłe cz. 2 ”


Harry Potter powoli otwierał oczy. Znajdował się na łóżku w jakimś pomieszczeniu. Wyglądało to jakby ten pokój był wyryty w jakiejś jaskini. Kiedy chłopak sobie tak leżał i leżał na pseudo łóżku, rozmyślał co się tak w ogóle stało. Pamiętał, że potrzebowali eliksiru wieloskokowego do ucieczki, pamiętał, że szukał pijawek i jakiś much. Pamiętał, że coś go goniło, wpadł wtedy do jakiejś groty, przeglądał coś i wtedy… no właśnie, co się wtedy stało?
- Aj! – krzyknął Harry z bólu, kiedy próbował usiąść – Musiałam nieźle rypnąć w coś.
Nagle do pomieszczenia weszła kobieta w dosyć skąpym stroju. Miała długie czarne, kręcone włosy, owalną twarz i jakieś takie „magiczne”oczy. Na ręce niosła posiłek.
- O! Wstałeś już. Proszę! Pewnie jesteś głodny. – odezwała się podając chłopakowi posiłek
Harry spojrzał na nią z ukosa. Potem wzrok przeniósł na całkiem nieźle wyglądające… naleśniki, polane czekoladą oraz na cudowny soczek ze świeżo wyciśniętych pomarańczy. Właśnie przypomniał sobie o brzuchu, który od dobrych kilku godzin mówi mu: „No zjedz coś! Jestem głodny! Halo! Ja tu umieram, a ty sobie rozmyślasz co to robiłeś dawno temu!”
- Z przyjemnością zjem. – odpowiedział Harry zabierając się do konsumpcji – No to opowiadaj. Kim jesteś, co ja tu robię, ile tu leżę, ect.
- Mój mały Ares! Nazywam się Salamina, jestem władczynią tej krainy. Założyłam ją…
- Dobra nie ważne. – odpowiedział Harry kończąc już pierwszego naleśnika – Długo tu jestem?
- No może już z miesiąc… - odpowiedziała Salamina licząc w pamięci dni
- CO?! Aż tak długo!!! – krzyknął Harry i zerwał się na równe nogi
Podszedł do drzwi, zawahał się. Postał chwilę, po czym odwrócił się na pięcie mówiąc:
- Po co tam mam wracać? Tu jest lepiej. Ty jesteś najważniejsza!
- No właśnie! – odpowiedziała kobieta całując delikatnie chłopaka w usta

Tymczasem w Hogwarcie...

- Hermiono nie możesz tak ciągle płakać! – powiedział stanowczo Ron
Hermiona wraz z Ronem znajdowała się w Pokoju Wspólnym. Zegar wybijał pierwszą w nocy. Ogień w kominku dogasał, na dworze była piękna gwieździsta noc. Siedzieli tak obydwoje okręceni wspólnie kocem w pidżamach (autorka: uwielbiam to słowo xD)
- Ja już nie mam siły! – krzyknęła Hermiona i po raz setny schowała twarz w dłoniach – Harry’ego nie ma już od 3miesięcy. Żadnych znaków. Jeszcze te zmiany, sprzeczki w zakonie.
- Racja, dużo się wydarzyło podczas jego nieobecności. – mówił Ron dokładając drewna - Był ślub Billa i Fleur i zaatakowali nas śmierciożercy, zniszczyli dom Syriusza, Sam-Wiesz-Kto umacnia się w mocy… - wymieniał Ron
- Nie zapomnij o tej krwawiącej kartce! – wtrąciła Hermiona
- Tak. Kartka. – powiedział Ron ocierając Hermionie łzę z policzka - A swoją drogą to przestałem śledzić wątek w momencie kiedy Zakon kazał mi przyjrzeć się ludziom przychodzącym do sklepu Freda.
- Harry by nie uwierzył, gdyby dowiedział się, że zostałeś członkiem Zakonu. – powiedziała Hermiona być może lekko się uśmiechając
- Prawie. Jeszcze nie jestem oficjalnym uczestnikiem, no ale to tylko kwestia czasu. To ktoś się w ogóle dowiedział coś o tej kartce?
- Za dużo złych rzeczy się działo, by oni mogli się tym zajmować. Ja poszperałam trochę.
- Cała Ty – powiedział Ron z uśmiechem przytulając Hermionę
- Dużo mi pomogła ta wasza skrztaka Agnies. Wspólnie odkryłyśmy, iż kartka pochodzi od Steven’a Fuller’a Nie dopytuj się jak to zrobiłyśmy, za długo by tłumaczyć.
- To ten od pozytywki? – zapytał Ron przypominając sobie, ze już to nazwisko gdzieś słyszał
- Ten sam. To był list do Oliwi… jakiejś jego rodziny. Pisał tam w jakimś obcym języku i tu przydała się pomoc Skrzatki, która mi ten tekst przetłumaczyła.
- No i co się dowiedziałaś?
- No w sumie to nic. – powiedziała z zawiedzioną miną Hermiona - Mimo, że znam treść to nie rozumiem tematu rozmowy. To jest wyrwane z kontekstu.
- No ale co tam pisze?
- No, że za posągiem Ateny TO jest. Że musi zdobyć eliksir wielosokowy. By chroniła Oliver’a przed Salaminą. I by zwiewała stamtąd jak najszybciej bo ktoś udał się za nimi w pogoń. Tylko tyle pamiętam.
- A o co chodzi? Czego szukają?!
- Nie wiem, nic z tego nie rozumiem… - powiedziała Hermiona opierając na ronowym ramieniu twarz po której spływała łza
- No ale nie płacz! – powiedział Ron ocierając kolejny raz łzę – Wszystko się dobrze skończy!
- Nie jestem pewna. – powiedziała zrezygnowanym tonem Hermiona
W tym momencie Ron długo patrzył w oczy Gryfonki. Miała takie piękne oczy i…usta. Zaczęli się w siebie wpatrywać, jakby ich kto zaczarował. Ron przechylił lekko głowę, zaczął zbliżać się do twarzy Hermiony, aż tu nagle do pokoju paradowała Ginny.
- Hey! – powiedziała zaspanym głosem siostra Rona
- A ciebie co tu przywiało?! – powiedział Ron siląc się aby to brzmiało łagodnie
- Po prostu zachciało mi się pić.- odpowiedziała Ginny nieświadoma tego, że przerwała taką podniosłą chwile
- To weź sobie wszystko i wraca do pokoju! – powiedział rudowłosy dając siostrze dzbanek z wodą i szklankę – Do łóżka!
- Nie jestem małą dziewczynką! Nie będziesz mi rozkazywać! – krzyczała Ginny wylewając wodę na brata – Cały mokry jesteś. Idź się wysusz!
Ron mokry stał w kierunku którym odeszła siostra. „Zabiję ją. Przy najbliższej okazji ją zasztyletuję!”
- Przypomnij mi za co ją kocham? – powiedział Ron zwracając się do Hermiony
- Jest moją najlepszą przyjaciółką.- oznajmiła Hermiona i leciutko pocałowała Rona w usta
Nareszcie! Ich usta się złączyły. Jak przyjemnie jest poczuć ciepło ust innej osoby na swoich. Jak przyjemnie jest okazywać swoje uczucie w ten sposób. Mimo, że ich usta tylko leciutko się złączyły, to i tak były to najpiękniejsze chwile w życiu Rona. A to dopiero początek…

c.d.n.


------------------------------------------------------------------------------------


Ech... tak smutno mi jest przestać pisać (tym bardziej, że jest to moje ulubione zajęcie, a moja polonistka zadaje nam mało wypracowań). Kto wie.. może... nie nie... zostawię to. W końcu wyszła już 7 część HP :)
Nawiasem mówiąc to jest mój 7 rozdział. Czujecie magię siódemki :D ?
Komentuj
AUTOR: Carmen DATA: 15-09-2007 {22:02} SKOMENTOWAłO: komentarzy 7

Siemka wszystkim. :D Dawno mnie nie było co? :D Spokojnie. Żyję, żyję. Niedługo coś napiszę, obecnie zmieniam szablon i uczę się ruskiego w stopniu zaawansowanym. Postaram się wszystko zwięźle zrobić... pozdrawiam ;*
Komentuj
AUTOR: Carmen DATA: 10-07-2007 {22:01} SKOMENTOWAłO: komentarzy 41

ROZDZIAŁ SZÓSTY
”Muchy Siatkoskrzydłe cz. 1”


Harry Potter leżał na swym łóżku. Przed nim stałą Olivia Fuller, która miała dla niego zaskakującą, no ale jakże kuszącą propozycję. Harry musiał to sobie wszystko poukładać w głowie, musiał przemyśleć „za” i „przeciw” , no ale nie miał dużo czasu. Bardzo szybko spostrzegła to Olivia i zaczęła się wariacko śmiać, co spowodowało wybawienie Oliver’a ze snu gdzie właśnie całował się ze swoją dziewczyną. Obudził się. Podparł się na łokciach. Popatrzył na siostrę. Wcale się nie zdziwił, że zobaczył właśnie ją, która powinna być w normalnym świecie. Przeniósł wzrok na Harry’ego. Na podstawie jego miny ocenił, iż jego siostrunia znowu zrobiła jakiś głupi kawał.
- Siostra, weź się od niego odwal! – powiedział Oliver, opadając znowu bezwładnie na łóżko
- Dobrze ci radzę! Zmień ten ton! – błyskawicznie odwróciła się Olivia i spojrzała piorunującym wzrokiem na brata
- No co ty nie powiesz! Co się tak na mnie gapisz?! Przestań! – odpowiedział Oliver waląc siostrę „poduszką” - .. nigdy więcej nie patrz na mnie takim wzrokiem… - zanuciła dziewczyna
- Oj zamknij! Nie mam siły do ciebie… idź, utop się, no nie wiem… może się powieś? – proponował Oliver siostrze sposoby pozbawienia się życia
- Powinieneś się cieszyć, że tu jestem. Nie zapytałeś się nawet jak mi minęła podróż i czy dużo miałam problemów z odnalezieniem was.- powiedziała panienka i złożyła ręce na piersi
- No ja się tak cieszę. Ogromnie! Poza tym zdążyłem się przyzwyczaić, że spotykam cię w najmniej spodziewanych momentach mojego życia. Pierwszy raz, to taki moment był, jak się urodziłaś. – powiedział spokojnie brat
- Ale z ciebie baran! – powiedziała Olivia siadając na łóżku Harry’ego
- A z ciebie głupia krowa! – odgryzł się braciszek
- O rzesz ty! – wkurzyła się Olivia – No to wam ich nie dam.
- Kogo? – zapytał zaciekawiony braciszek – Czy mówisz o tych pięknych Greczynkach?
- No może z profilu to one przypominają kobiety… - zamyśliła się Olivia
- Oliv! Masz 5 sekund na powiedzenie co cię tu sprowadza, jeśli się nie wyrobisz to osobiście cię stąd wywalę.
- No dobra, dobra. Proszę. – dziewczyna wiedziała, kiedy może się sprzeczać z bratem. Kiedy popadali w ostrą kłótnie to braciszek robił się niebezpieczny, więc Olivia wolała dziś nie ryzykować czy brat wytrzyma jej żarty. Wyciągnęła coś z tuniki, zawinięte z biała chustę. Powoli zaczęła odwijać kawałki materiału. Aż w końcu ukazały się dwie różdżki. – Proszę! To twoje. – powiedziała do brata rzucając mu różdżkę – A to twoje… Harry? Harry! No masz ci los, zniknął.
Podczas gdy dwójka młodych ludzi kłóciła się o… o nie wiadomo co, pan Harry Potter wybrał się na przechadzkę. Tamci tak byli zajęcie sobą, że nawet nie zauważyli, iż wyszedł. Szedł przed siebie. Zastanawiał się, gdzie może być kluczyk. Pozytywka jest w jednym i tym samym miejscu. Nie mogą jej teraz wykraść. Gdyby to zrobili Grecy zaczęli by ich gonić, więc trudno byłoby znaleźć kluczyk, który NIE WIADOMO GDZIE JEST! „ Może zgubiłem go przy studni? Nie, wtedy go jeszcze miałem, sprawdzałem… a może to było na rynku kiedy walczyłem z jakimś człowiekiem? Hmm… nie, chyba nie… gdzie ja wtedy jeszcze byłem? Przecież to jest jak szukanie igły w stogu siana! No chyba, że ktoś to znalazł bo był łapczywy na błyskotki. Trzeba iść do miasta… trzeba też pomyśleć o jakimś kamuflażu…” .
- Harry stój! Słyszysz? Poczekaj… - dobiegł go głos z tyłu
- O! Państwo Fuller. Już skończyliście kłótnie?
- Teraz TY? – zapytał pytaniem Oliver, choć nie spodziewał się odpowiedzi
- Proszę, to Twoje różdżka. – powiedziała Olivia i podała Harry’emu czarodziejski patyk
Harry poczuł taką radość jakby co najmniej zobaczył Dumbledore’a. Jego różdżka… są już razem. Nawet z tej radości ucałował swoje narzędzie pracy.
- Słuchajcie, musimy odnaleźć kluczyk. Trzeba dostać się do miasta. – powiedział wstęp swojego planu
- No ale nas rozpoznają. – powiedział z żalem Oliver – Samo zakrycie twarzy czy nawet zrobienie z siebie mumii nie są w stanie oszukać Greków.
Harry zamyślił się po czym powiedział:
- Potrzebny nam jest eliksir wielosokowy!
- Hmm… mądra z ciebie główka. – powiedział Oliver – Olivia! Ty jesteś dobra w eliksirach. Czas się popisać…
- No problem. – odpowiedziała dziewczyna – Macie jakieś kartki? Poszukacie składników…
Po 5 minutach wszystko było rozdzielone. Mieli spotkać się w tej starej chacie za jakieś 1,5 godziny. Harry’emu udziale przypadły: muchy siatkoskrzydłe i pijawki.
- Wiecie czego szukać? – zapytała Olivia
- Tak. – odpowiedział za siebie Oliver
- A ty Harry? – spojrzała na czarnowłosego chłopaka okularach
„Gdzie są muchy siatkoskrzydłe?!”
- Wszystko wiem. – odpowiedział z uśmiechem
- No to w drogę. Jeśli chcemy się stąd wydostać musimy działać szybko!
Rozeszli się w każdą możliwą stronę. Harry ciągle zastanawiał się gdzie spotkać muchy. Gdyby był w szkole poszukał by ich w lochach, ale nie jest w szkole i być może nigdy już tam nie wróci. „Muchy siatkoskrzydłe… muchy. Gdzie one są? Skąd wytrzasnęła je Hermiona?!” Szedł przed siebie, szedł, aż w końcu postanowił poszukać pijawek. „Tak. Pijawki dużo prościej znaleźć. No to może pójdę w te stronę.” Jak powiedział tak zrobił. Szedł przed siebie, słońce zaczynało się chować za horyzont. Dawno już minęła godzina spotkania. Nad ziemią unosiła się lekka mgła. „O! dobry znak. Gdzieś tu pewnie jest… jaskinia?!” Zaczął się przyglądać znalezisku. „Na jaskinię pieska to mi nie wygląda. No chyba, że to jest Puszek.. jakiś 3 razy większy!!!” Dookoła panowała głucha cisza. Słychać było najmniejszy szelest. Właśnie szelest. Coś lub ktoś stało właśnie za Harrym. Różdżka była w pogotowiu. „Na trzy. Raz… dwa”
- EXPELLIARMUS!* – ktoś krzyknął
- PROTEGO!** – w ułamku setnej sekundy odpowiedział wolniej Harry odwracając się do przeciwnika
”Miało być na trzy!"
Nie czekając na rezultat pobiegł w głąb jaskini. Niestety nie udało mu się zauważyć twarzy czarodzieja. Widział zakapturzoną postać. „Śmierciożerca? Nie… jak oni by się tu dostali? Przecież ja miałem pozytywkę… eee… to w takim razie jakim sposobem są tu Oliver i Olivia?! Chyba wolno biega, bo go nie słyszę.”
- LUMOS!***– powiedział Harry
Oświetlił sobie drogę. Rozejrzał się na prawo i lewo. „Tu chyba nawet ktoś mieszka. Lewo, prawo? Lewo…”
- NOX!**** – zgasił różdżkę by nie zdradzać więcej swojej obecności
Zaczął błądzić po omacku. W końcu zobaczył lekkie światło. Podszedł bliżej, ręka była mocno zaciśnięta na różdżce. Powoli, ostrożnie, nie wywołując najmniejszego szelestu, prawie nie oddychając doszedł do rozstaju dróg. Zakręcił się wokół własnej osi. „Nikogo nie ma” . Teraz dopiero mógł trochę zwolnić. Znajdował się w jaskini, a może w jakimś lochu? Tak czy siak była to jakaś budowla z cegieł. Stał w ganku, w kształcie koła. Wszędzie były drzwi, w jednym tylko przypadku było wejście od razu. No to tym wejściem dalej podążył Harry Potter. Kiedy doszedł do końca znowu rozstaje. Tym razem wybrał pierwsze drzwi na lewo, na szczęście były otwarte. Idzie… idzie i idzie i znowu spotyka rozstaje. „Nudziło im się czy co? Nie mieli co budować, tylko korytarze?!” Wszedł w trzecie drzwi po prawo i…
- Aaaa… - krzyknął jednak zaraz zamilkł ponieważ przypomniało mu się, że ma „ogon”
Harry wisiał właśnie na klamce, jakieś 60 no może 80 metrów nad ziemią. Gdyby nie to, że drzwi mogą zaraz odlecieć, a Harry wtedy by się zabił, to na pewno podziwiałby piękny krajobraz, który go otaczał. Góry, doliny, rzeki… piękny wodospad. Cóż za przyroda. A to świeże powietrze... ah! Harry machając tak może z 5 minut nogami w powietrzu w końcu jakoś skłonił drzwi by się zamknęły, a on tym sposobem trafi na „stały grunt”. Otrzepał się z kurzu. „Ała! Ręka jeszcze boli. No ale trudno, poboli i przestanie, a gdybym się nią nie podparł to bym świat z innej perspektywy oglądał” . Teraz postawił na drzwi numer 6. Co kryje tajemna 6?? Ostrożnie zaczął otwierać drzwi. Za nimi znajdowała się grota. Zdecydowanie pasowała do reszty korytarzy. Kiedy Harry przemieszczał te korytarze doszedł do wniosku, ze to jakieś podziemia zamku, ale wracając do tajemniczego pokoju. Kiedy Harry otworzył drzwi musiał schodami zejść na dół. Gdzie po bokach paliły się przygasające pochodnie, jednak można było dostrzec półki, a na nich co tylko chciałeś. Perfekcyjnie ustawione książki, cukierki, kwiaty, butelki, flakoniki. To ostatnie wydało się bardzo interesujące. „Nawet jest tu drabina.” Harry przystawił ją do półki ze szklanymi rzeczami. „Aha! Eliksir Energii, Eliksir Słodkiego Snu, Eliksir Zapomnienia, Eliksir Niewidzialności. Hmm… duże tego mają. Eliksir Wielosokowy. O!”
- DRĘTWOTA!*****– dał się usłyszeć głos i Harry sparaliżowany spadł bezwładnie w dół

c.d.n.

___________________
* EXPELLIARMUS zaklęcie rozbrajające;

** PROTEGO
zaklęcie tarczy, powoduje wytworzenie tarczy ochronnej, która odbija zaklęcia;

*** LUMOS
zaklęcie, które powoduje, że zapala się światełko na końcu różdżki i oświetla pomieszczenie.

**** NOX
gasi światło na końcu różdżki.

***** DRĘTWOTA
zaklęcie wywołujące drętwotę ciała;

------------------------------------------------------------------------------------


No Kochani. Coś zmazałam. co o tym sądzicie? Szczerze to miałam zamiar co innego napisać, no ale wyszło jak wyszło. Dawno nie pisałam... oj daaawno, ale mam wenę i no jako tako czas. Postaram się do końca tego tygodnia napisać część 2 ;)

Dalej! Mam zaległości na Waszych blogach. 2 czy 3 blogi już nadrobiłam, ale pozostało jeszcze trochę. No dobra jakoś to nadrobię... postaram się szybko.

Next! Trochę się tych spraw nazbierało xD
Księga Gości. Czas z tego zrobić jakiś użytek. Zaczynam się gubić kogo mam informować, a kogo nie. Tyczy się to głównie nowych czytelników. Tak więc. Księga będzie spełniać rolę dwojaką - Księgi i listy. A teraz słuchać, komu się to opowiadanie spodobało i chce dostawać newsy to niech napisze wpis. (do księgi) że chce być powiadamiany, a na samym początku niech napisze drukowanymi literami: POWIADAMIANIE. Tyczy się to do WSZYSTKICH. Nawet do osób oczywistych ;] Bo wiecie. pod notką to mi często ginie w tłumie. Ostatnio przeglądałam komentarze i się dziwiłam, ze ktoś coś takiego powiedział. No ale notka była pisane miesiąc temu xD więc to też trzeba uwzględnić ;]

Co tam jeszcze z ogłoszeń parafialnych? A! No szablon oczywiście :P Już co niektórzy powiedzieli swoje zdanie, ale ono było mówione w środku. W sumie nadal trwa remont, no ale mniej lub więcej blog nadaje się do użytku. Została ta księga gości ;] i tam pare drobiazgów. Teraz prosze się do tego przyzwyczaić, bo nie planuję zmian do końca wakacji. O nie! Ten szablon robiłam chyba miesiąc. O nie! Ja się już na to nie piszę xD

No to chyba wszystko. Przypominam wpisywać się do księgi (bo z buttonami mi nie wyszło). Mówić co sądzicie o notce i o szablonie. No… i chyba koniec? xD


BLOG POLECANY: Smocza Pieśń

Komentuj
AUTOR: Carmen DATA: 9-06-2007 {21:08} SKOMENTOWAłO: komentarzy 45

ROZDZIAŁ PIĄTY
” Moje niespodziewane ja.”


Artur położył na okrągłym stole kawałek pogniecionej kartki. W nowym miejscu, w nowej kwaterze jakby wszystko było na przekór. Nie wiadomo jak, powstała na papierze wielka czerwona plama.
- Co się dzieje? Kto to zrobił? – zapytała Tonks
- Nie wiem. Znalazłem to w skrzynce na listy. – odpowiedział Artur wstając i nalewając sobie do filiżanki herbaty
- Co tam jest napisane? – zapytała Minerwa ocierając łzy chusteczką daną jej przez Lupina
- Trudno odczytać. – powiedziała Tonks trzymając kartkę, która cała była zalana czerwoną substancją.
- A to co? – zapytał Lupin biorąc w ręce kropelkę czerwonej cieczy – Wygląda mi to na krew…
- Kogo? – odezwał się głos McGonagall
Przez najbliższe 5 minut zadali więcej pytań niż uzyskali odpowiedzi. Zastanawiali się czyja to sprawka, kogo krew, co to ma oznaczać, dlaczego trafiło to do nich. Z tymi i jeszcze 100 innymi poszli spać. Postanowili, że bez emocji i na świeżo porozmawiają jutro rano. Tym czasem schowali krwawiącą kartkę do szafki i zamknęli drzwi od kuchni.
- Jak myślicie? Co to takiego? – odezwał się Ron kiedy cała młodzież gorączkowo dyskutowała na temat zaistniałej sytuacji
- Nie mam zielonego pojęcia! – oznajmiła Hermiona siedząc w swojej białej pidżamie na łóżku i przeglądając jakąś książkę
- Moim zdaniem to zły omen. – powiedział Ron, który zaczął wprowadzać w życie swój plan
- Przestań Ron! Zaczynasz gadać jak Trelawney! – odpowiedziała Hermiona, która nawet nie raczyła podnieść głowy znad książki.
- Nie mów, że cię to nie rusza. – mówił Ron wpatrując się we włosy Hermiony, która bardzo dobrze czuła jego wzrok na sobie
- Oni wiedzą co robią. – odpowiedział Granger, która w tym momencie udawała, że czyta
- A nie uważasz, że powinniśmy to sprawdzić? – podsunął pomysł Ron
- A co ty się tak palisz do kłopotów? – odpowiedziała pytaniem Hermiona, która już nie wytrzymała i zaczęła z nienawiścią patrzeć prosto w ronowe oczy – Od kiedy ty taki żądny przygód?
- Oj, Hermi. To ma związek z moim przyjacielem, chcę mu pomóc.
- Tak? – powiedziała wkurzona Hermiona. – Ubieraj się! Wychodzimy!
- Nagi nie jestem. – usłyszała w odpowiedzi
- Aleś ty zabawny… cha, cha, cha… – z udawaną radością powiedziała Hermiona i wyszła, a w jej ślady poszedł Ron
Po cichutku zaczęli się skradać. Mogłabym powiedzieć, że przydała by się teraz muzyczka z „Mission Impossible” . Obydwoje schodzą na dół. Kilka razy Hermiona by spadłą ze schodów i narobiła zamieszania, ale w porę Ron ją złapał. Znaleźli się na dole przed drzwiami kuchni na ulicy Sanve 33. Brązowowłosa dziewczyna powoli naciska na klamkę… zamknięte.
- Super! – powiedziała Gryfonka, która najchętniej to by w takiej chwili kopnęła drzwi – I co teraz? – spojrzała na Rona
- Hmm… Jakie ty masz piękne włosy. – mówił Ron biorąc wsuwkę z włosów Hermi – Fred mnie tego kiedyś nauczył.
Zamek w mig się otworzył. Być może jakby wzięli ze sobą różdżki to by się posłużyli magią, a tak byli zdani na prymitywny sposób otwierania drzwi wsuwką do włosów.
- Gotowe! Zapraszam do środka.- szepnął Ron i ruchem ręki zaprosił Hermionę do środka
- Gdzie tu się pali światło? – zapytała Hermiona błądząc po omacku – Ała! Ron uważaj jak chodzisz!
- No co ty chcesz? – zapytał głos Rona
- Wpadłeś na mnie!
- Nie!
- Tak!
- Wcale nie!
- Wcale tak! – powiedziała Hermiona i walnęła pięścią w klatkę piersiową Rona
Coś zaskwierczało i nie brzmiało jak Ron.
- Ron… Ronaldzie…. Ronaldzie Weasley! – mówiła Hermiona jednocześnie się cofając
- No co? –zapytał Ron, który wreszcie znalazł światło

PSTRYK

- Syriusz? – powiedziała Hermiona do siebie
- Co?
- Nic. – odpowiedziała Hermiona, która mogła przysiąc, że przy stole siedział Syriusz – Przewidziało mi się.
- A co mnie tak wołałaś? – zapytał Ron z nutką niedowierzania. Ciekawe czego się spodziewał?
- Bo tu coś było… dosyć owłosione. – zaczynała mówić Hermiona z lekką paniką w głosie
- Jak było, to jest nadal.. – oznajmił Ron
- Nie wiem czy się cieszyć czy płakać. – zaczynała monolog Granger
- Jak to wyglądało? – zapytał Ron przeszukując szafki
- No wiesz…
- Jakbym wiedział to bym nie pytał.
- Był brunetem, miał 198 cm wzrostu. Piękne niebieskie oczy, wysportowaną budowę, przepiękny uśmiech.
- A co powiesz na małego skrzata z brązowymi oczami, dużymi uszami, blond włosami i o dosyć niskim wzroście?
- Co?
- Chodź Agnies. – powiedział Ron wyciągając ręce do skrzatki – Przestraszyłaś Hermionę.
- Kto to jest? – zapytała Hermi kompletnie przerażona
- Przyjaciel rodziny. Obecnie to pomaga w gospodarstwie. – odpowiedział Ron, który był uśmiechnięty od ucha do ucha
- Cześć! – powiedziała skrzatka wyciągając rękę do Hermiony
W przeciwieństwie do innych skrzatów ta była bardzo zadbana, nie chodziła w łachmanach. Nie miała nawet manii ciągłego mówienia „yes Sir; yes Madam” . Duży plus.
- Hey! – odpowiedziała Hermiona z uśmiechem i podała rękę
- Słuchaj Agnes, nie wiesz gdzie schowali ta kartkę? – walnął prosto z mostu Ron
- W pierwszej szafce od lewej, trzecia półka od góry. – odpowiedziała posłusznie
- Pierwsza szafka…E! Znowu zamknięte… ech i na co to? - powiedział Ron który również i ten zamek otworzył - Trzecia od góry… mam!
Ron wyjął kartkę, która zaczęła jak zwykle krwawić. Zaczęli gorączkowo myśleć co to może być. Zaparzyli sobie herbatę i cisza. W końcu odezwał się Ron.
- A ty Agnies nic nie wiesz o tej kartce? – zapytał z nadzieją w głosie Ron, który podpierał sobie głowę prawą ręką
- To jest jakieś ostrzeżenie. – zaczęła Agnies, która kończyła zmywanie naczyń - Zapewne od nikogo dobrego choć słyszałam taką pewną historię.
- Jaką? – zaciekawiła się i zarazem ożywiła Hermiona
- A no pierwszego dnia, piątego miesiąca od końca roku 36 n.e. król Anglii…


Harry Potter obudził się. Słońce przygrzewało, a dopiero była 6 rano.
„W tej starożytności to się słońcu temperatury pomyliły” – pomyślał Harry
Obejrzał się na Olivera. Chłopak jeszcze spał. Potter zaczął myśleć jak z tego wyjść cało. Co się dzieje z Hermioną z Ronem… z jego ukochaną Ginny. Zaczynał mieć pretensje do siebie o to, że nie pomyślał. Trzeba było zostać tak jak mu kazali… on zawsze musi robić na przekór wszystkim. Słońce powoli, leniwie zaczęło wchodzić do domu. Powoli odsłaniając jego konstrukcje, jego ściany. Ramię już mało bolało, więc Harry mógł się rozkoszować krajobrazem. Jeśli człowiek by się wsłuchał to mógłby rozpoznać kilka rodzajów ptaków śpiewających. Mógłby usłyszeć szum drzew, język nimf, które się tam kryją. Mógłby… gdyby umiał. Za nic w świecie nie potrafił skupić się na tych pięknych cudach przyrody. Ciągle myślał o tym co dalej będzie. Postanowił zamknąć oczy i się uspokoić bo czuł, że coraz bardziej jest zdenerwowany. Kiedy tak leżał poczuł piękny zapach. To nie mógł być żaden kwiat… bo kwiat się nie przemieszcza, a on wyraźnie czuł, że zapach tzn. coś co jest właścicielem tego oszałamiającego zapachu jest coraz bliżej. Zaczął nasłuchiwać… była taka cisza, że słyszał mrówkę chodzącą pod łóżkiem. Chcą nie chcąc czekał w napięciu… nasłuchiwał i się doczekał. Serce zabiło mu coraz mocniej. W drzwiach (jeśli to można nazwać drzwiami) stanęła młoda dziewczyna. Greczynka. Miała piękne brązowe włosy, brązowe oczy. Mocno czerwone usta (nie powiem od czego). Była ubrana w białą tunikę… sandałki. W rączce trzymała niebieski kwiat.
- Καλημέρα!* Τι κάνεις** – zaczęła
- Eee… - zaczął Harry opierając się na łokciach
- Isse kala?*** Katalaweno?**** – zapytała nieznajoma
Harry odpowiedział jej głupią miną.
- Ο Θεός μαζί σου!***** – powiedziała dziewczyna
- Guten Tag!****** – powiedział Harry na co się dziewczyna roześmiała
- Daruj sobie. Znam angielski. Nazywam się Olivia Fuller. – powiedział dziewczyna wchodząc do środka – Ten tu obok to mój brat!
- Aha – odpowiedział Harry niezbyt inteligentnie
- Mam coś dla ciebie. – powiedziała Olivia z uśmiechem
- Tak? A co? – zapytał zaciekawiony Harry
- Buziaka.
- ?


___________________
* Καλημέρα! (gr. Dzień dobry)
** Τι κάνεις (gr. Co słychać?)
*** Isse kala? (gr. Wszystko w porządku?)
**** Katalaweno? – (gr. Rozumiesz?)
***** Ο Θεός μαζί σου! – (gr. Z Bogiem)
****** Guten Tag! – (niem. Dzień dobry)

------------------------------------------------------------------------------------


Wiem, że trochę poprzerywałam w ciekawych momentach, ale jak na razie miałam kiepskie pomysły, a coś czuję, że za parę dni dorwie mnie wena i wymyślę ciekawsze rozwiązania. Powiem Wam, że znalazłam szybki przyjazd do Hogwartu :D Powiedźcie mi czy chcecie w następną notkę taką bardzo dłuuuugą, gdzie będzie wesele i rozpoczęcie roku (mówię od razu z góry, ze nie będzie ono tak bardzo szczegółowe jak bym normalnie napisała) czy lepiej iść starym trybem? Podliczę głosy i napisze notkę zgodnie z wolą ludu  Pozdrawiam.

p.s.
Jak się podoba szablon?

Komentuj
AUTOR: Carmen DATA: 20-05-2007 {14:56} SKOMENTOWAłO: komentarzy 36

ROZDZIAŁ CZWARTY
” Gorzej być nie może. Ale czy aby na pewno?”


Za horyzont chowało się jasne kółko. Było zmęczone po całodniowej harówce nad ziemią. Mogło spokojnie udać się na spoczynek, ponieważ jego brat zaczynał swoje królowanie. Właśnie. Księżyc o tej porze roku nad Atenami wyglądał przepięknie. Jego jasna poświata odbijała się w krzywej tafli jeziora. Było tak romantycznie. Idealna pora do pocałunków, do wyznawania sobie miłości. Znajdujemy się w ateńskim lesie „Artemids” , może jest godzina 24, a może 2. Nie wiem. Szczęśliwi czasu nie liczą. Księżyc oświetlał drogę, która jednocześnie pozostawała w ciemności. Zwierzęta dodawały uroku całym Atenom. Właśnie zaczynał się piękny godowy śpiew Kostosa gdy cały las przeszedł straszliwy krzyk.
- Zamknij się! – krzyknął młody chłopak. Miał może z 19 lat. Był wysoki, szczupły. Posiadał piękne czarne włosy, czarne oczy. Był taki przystojny, że jak sobie o nim pomyśle to nie mogę pisać dalej. Ale wróćmy do tematu. Ten młody, jakże przystojny, młody młodzieniec (xD) klęczał przy łóżku, na którym leżał z kolei inny młody chłopak. Tamten również miał czarne włosy, nawet był trochę podobny do tego pierwszego, ale miał oczy jakoś nie takie. Chyba zielone. W tym pół mroku trudno cokolwiek zobaczyć. Wygląda mi to na jakąś prymitywną operację. Hmm… popatrzmy.
- Ała! BOLI! – krzyknął „pacjent” wijąc się z bólu
- Człowieku! A czy ja powiedziałem, że cię znieczulę? Poza tym nie mam odpowiednich warunków. Dostałeś tym ostrzem porządnie w bark i masz szczęście, że ręki nie straciłeś! – odpowiedział „doktor” , który trochę się zdenerwował.
- Szczęście?! – krzyknął leżący chłopak – A gdzie tu szczęście? Z profilu? Lewego czy prawego?! Zaraz umrę…
- Mógłbyś się na chwilę przymknąć? Ściągniesz tu zaraz całą armię Greków! – odpowiedział 19 letni chłopak który ocierał sobie skrawkiem koszuli czoło z potu
Znowu dało się słyszeć straszliwy krzyk i jedno krótkie słowo „mam” . Wtedy Harry Potter mógł odetchnąć z ulgą. Rana była dość głęboka, ale nie spowodowała większych uszkodzeń cielesnych.
- Jestem Oliver Fuller. – odpowiedział „doktor” , który zaczął zmieniać opatrunek
- A ja Harry Potter. Miło mi – odpowiedział „pacjent” – Możesz mi powiedzieć co się zdarzyło po tym jak straciłem przytomność?
- A kiedy straciłeś przytomność? – spytał Oliver, który zaczął płukać bandaże
- Zaraz po tym jak ten facet rąbnął mnie tym ostrzem. – wyjaśnił zielonooki
- Aaa… to wiem. – przypomniał sobie nagle Fuller – Nic nadzwyczajnego się potem nie działo. Jak zwykle, Grecy widząc czarodzieja zaczęli uciekać, ale potem zaczęli się wracać z ostrymi narzędziami. Oni jakoś wierzą, że sprowadzisz na nich gniew bogów i chcą Cię w ofierze złożyć. Nie patrz tak na mnie. Ja jestem Bułgarem. – powiedział Oliver widząc dziwną minę Harry’ego – Poza tym wraz z moim pradziadkiem prowadziliśmy tu badania z taką pozytywką. Chyba wiesz, co mam na myśli… - spojrzał wymownie na Pottera
- Tak. – odpowiedział krótko
- Ja cię nie chcę niepokoić, ale sytuacja nie jest za ciekawa. Masz ranę, która mogła skończyć się tragicznie. Pozytywka została zamknięta w lochach, kluczyk gdzieś się zgubił no i na pocieszenie całe miasto chce nas zabić. – zakończył swoją optymistyczna wizję świata Oliver
- Ciebie? A za co? – zdziwił się Harry
- JA też jestem czarodziejem. Może na takiego nie wyglądam, ale też jestem dla nich potencjalnym zagrożeniem! – to powiedziawszy położył się półnagi na sąsiednim łóżku
- Gdzie jest moja różdżka? – zapytał nagle Harry
- A jak sądzisz? U greków na herbatce, razem z moją. – odpowiedział Oliver wsłuchując się w szum drzew
- No to co zrobimy? – zapytał Harry, który bardzo zainteresował się sufitem – Ten dach nie spadnie mi na łeb?
- Nie wiem. Nie ja robiłem. – odpowiedział Fuller przekręcając się na bok tak, że teraz jest zwrócony do Harry’ego twarzą – Co cię podkusiło stawiać na smoku?
- Miał być znicz. – odpowiedział Harry z zamkniętymi oczami, dopiero teraz mógł poczuć jak ból, który przed kilkoma godzinami był nie do zniesienia, teraz spokojnie, miarowo przestaje być odczuwalny
- Vivat inteligencja! – krzyknął Oliver, który przestraszył tym samym Harry’ego – Co się cykasz. Gorsze rzeczy przed tobą!
- Gorzej być nie może. – stwierdził Harry
- No… chyba racja. – przytaknął Oliver


Na ulicy Sanve była słoneczna pogoda. Wskazówki zegara wybijały właśnie południe. Ojcowie wynosili śmieci, dzieci bawiły się w parkach, a matki pływały w basenie. Można byłoby powiedzieć, że była to dzielnica bogaczy. Ludzi liczących się. Wszędzie widać było przepych… no dobrze, nie wszędzie. W domu nr. 33 odpadały drzwi. Firanki wystawały na zewnątrz za sprawką wiatru. Przez okno było widać jakieś grafiki na ścianach. No po prostu totalna rudera. Każdy śmiertelnik omijał to miejsce szerokim łukiem ponieważ nie chcieli by ktoś pomyślała, że to ich. Jednak w tym oto domku powojennym toczyła się burzliwa dyskusja.
- Spokojnie! To miejsce jest najlepsze! – zapewnia wszystkich McGonagall – Dołożyłam wszelkich starań by było tu bezpiecznie! PANNO GRANGER, CO TU PANIENKA ROBI? Marsz do łóżka!
- Eee… tak. Przepraszam. – wybełkotała brązowowłosa i szybko odwróciła się na pięcie- Myślałam, że to kuchnia. – rzuciła na obchodne
„Już nigdy nie będę jakimś popychadłem chłopaków” – myślała dziewczyna podążając na górę. Wychodząc z sali konferencyjnej minęła wielki stylowy salon z kominkiem. Pokój ten spełniał jeszcze rolę przedpokoju. Z niego wychodziły drzwi na dwór, do kuchni i do Sali konferencyjnej. Hermiona idąc do pokoju chłopaków w głowie układała sobie to co im powie. Po drodze minęła drewniane schody z czerwonym dywanem. Zatrzymała się na chwilę przy jakimś obrazie, który wisiał naprzeciw schodów, jednak szybko poszła w lewo, bo przypomniało jej się, że ma rachunki do uregulowania z chłopakami. Po lewej stronie pierwszego piętra były pokoje młodzieży. Kolejno Hermiony i Ginny, Harry’ego i Rona oraz Freda i Georga. Panna Granger zmierzała do ostatniego pokoju.
„No ja wam pokażę. Już się nie nabiorę na gadkę o tym bym zrobiła to dla Harry’ego, że jestem wyjątkowa i czarująca i z pewnością dowiem się co McGonagall chce powiedzieć Zakonowi. Ech… opanuj się Hermiona po pleciesz bez ładu i składu” – tak sobie idąc myślała Hermiona. Od czasu do czasu zatrzymywała się i przykładała policzki do ściany by nie były takie czerwone ze złości.
- Ja wam zaraz… - krzyknęła Hermiona otwierając drzwi z hukiem
- Ciii… - usłyszała w odpowiedzi
- „Ciii” ?– powtórzyła mało spokojna Hermiona – Ciiiebie zaraz kopnę. Jak mogłam się zgodzić na ten wasz kretyński plan?!
- Hermiona spokojnie! – powiedział Ron, zastanawiał się właśnie jak się Hermionę uspokaja; nigdy taka nie była
- „Spokojnie” ? JA JESTEM SPOKOJNA! – krzyknęła – Ślepy jesteś? Głuchy, czy nienormalny?
- Nic się nie stało. Nie udało się to spróbujemy kiedy indziej. – powiedział Ron
- Owszem. ALE WASZYM PIONKIEM NIE BĘDĘ JA! – wreszcie wyrzuciła to z siebie Hermiona – Przecież to było do przewidzenia, że się nie uda, a JA się zgodziłam! – czy ona zaczęła już płakać?
- Zamknąć się! Nic nie słyszę – powiedział Fred i położył się na podłodze
- Wiem, że jest ci ciężko. – powiedział Ron pociągając Hermionę tak, że upadła na jego kolana - Nie wiesz co z Harrym i nie wiesz po co tu się przenieśliśmy, ale zrozum. Mi i innym też nie jest łatwo i próbujemy wszystkiego by cośkolwiek się dowiedzieć. Nie płacz! – szepnął Ron ocierając Hermionie łzę – Jestem z Tobą.
- Wiem, że nie jest dobrze – mówiła szeptem Hermiona – Jeśli byłby to zwykłe spotkanie McGonagall by mnie nie wyrzuciła.
- Cicho! Coś słychać w sąsiednim pokoju. – powiedziała Ginny, która przed chwila wpadła do pokoju
Kiedy cała kompania znalazła się na podłodze, z uszami przystawionymi do podłogi, w innym pomieszczeniu, dało się słyszeć głos McGonagall:
- A jak wam poszło w poszukiwaniach? Minęły już 3 dni od zniknięcia Harry’ego. Czas płynie nieubłaganie. Nimfadoro, co tam masz o tej Conne? Ta co przysłała paczkę Harry’emu?
- Nic. – odpowiedziała Nimfadora ze spuszczoną głową – Odnalazłem rodzinę Sisousów ale oni powiedzieli, że od 16 lat nie widzieli Conne.
- Nie dobrze. – powiedziała pod nosem Minerwa – A ty Lupin?
- Mam dosyć dużo tylko, że nie są to dobre wiadomości. Ten Fuller od instrukcji eee…
- No wyduś to z siebie! – prawie krzyknęła McGonagall
- No… - wdech – On nie żyje.
- No to pięknie! – pisnęła McGonagall i upadła na krzesło obok – Gorzej być nie może!
- Oj! Może… - powiedział Artur – Zobacz!


------------------------------------------------------------------------------------


No i jak wam się podobało? Miałam ten rozdział opublikować wcześniej, ale nie mogłam z przyczyn technicznych. Mam nadzieję, że mi wybaczycie, a swoją drogą myślałam, że Harry i inni szybciej dotrą do Hogwartu ;) a tu tyle przygód przed nimi ;]
Zapraszam do komentowania.


BLOG POLECANY: Hermiona 15
Komentuj
AUTOR: Carmen DATA: 8-05-2007 {21:17} SKOMENTOWAłO: komentarzy 36

ROZDZIAŁ TRZECI
”Plan (nie)doskonały”


Ulicą Privet Drive jechał samochód. Był małych rozmiarów, nie wyglądał na auto bogatego człowieka. Taki zwyczajny, przeciętny samochodzik w kolorze wiśniowym. Kierował mężczyzna. Wiem, że był ubrany w czarny garnitur z czarną muszką i białą koszulą. A na wierzchu miał pelerynę w szkodzką kratę. Spod czapki (w tym samym kolorze, co peleryna) wystawały rude włosy. Obok siedząca kobieta, była w podeszłym wieku, ubrana w czarną stylową sukienkę. Na szyi widniał srebrny naszyjnik z cyrkonią, wyglądała na bardzo zdenerwowaną, a może zestresowaną. W samochodzie dały się słyszeć ciągle powtarzane słowa damy.
- Dobry wieczór… - powiedziała kobieta gestykulując
- Ale jest godzina 13… no to może wystarczy „dzień dobry” ?– zapytał mężczyzna, który w ogóle nie spojrzał na kobietę
- No tak! No więc. – zaczęła dama odgarniając przy tym spadającą grzywkę – Dzień dobry. Przyjechaliśmy po pana Pottera. Umówiliśmy się z nim na wyjazd do Teatru. Bo wygrał eee… nie jakoś to inaczej trzeba powiedzieć. O Boże! Jak po mugolskiemu go stamtąd wyciągnąć? Jeszcze nigdy nie byłam tak zdenerwowana. Zobacz jak mi się ręka trzęsie! – na dowód tego wyciągnęła przed siebie prawą dłoń, która lekko drgała.
- Mhm… – odpowiedział mężczyzna spoglądając na dłoń damy, a jednocześnie zjeżdżając na przeciwny pas ruchu
- Artur! – krzyknęła kobieta robiąc manewr kierownicą i przywracając samochód na poprawny pas ruchu – Patrz jak jedziesz!
- Przepraszam. – wybełkotał mężczyzna – Kazałaś spojrzeć na rękę to spojrzałem. W ogóle jestem taki szczęśliwy, że mogę przejechać się mugolskim samochodem i w związku z tym nie zawsze się kontroluję tzn. nie zawsze panuję nad wszystkim… eee… no widzisz. Nie umiem poprawnie wytłumaczyć ci, o co mi chodzi.
- Spokojnie Artur! – powiedziała kobieta, która zaczęła się wachlować – Który to był dom? Dawno tu nie byłam…
- Nie wiem Minerwo. – odpowiedział Artur wzruszając ramionami – O! Zobacz. Co to mugole wyrabiają. – powiedziawszy to wskazał nosem na jedną z działek
Oczom pani profesor ukazała się działka gdzie stał domek z ogródkiem. No właśnie… „stał” , dobre słowo... Zamiast normalnego domu, stojącego była sterta gruzu. Wszystko było połamane, rozsypane w drobny mak. Przed domem stała para ludzi z pieskiem. Być może byli to właściciele tego domu. Pani była ubrana w spodnie dżinsowe, letnią bluzkę na ramiączka, a na to zrzucony sweter na ramiona. Była ładnie opalona, miała piękne blond włosy do ramion. Obok stał mężczyzna. W jasnych spodniach i koszuli z krótkim rękawkiem. Trzymał na smyczy swojego owczarka niemieckiego, a za rękę swoją wybrankę serca.
- Nie wydaje mi się by ci ludzie zburzyli dom specjalnie. – odpowiedziała po chwili milczenia Minerwa – Zatrzymaj się! Nie jest to dobry znak. Boję się, że zrobili to śmierciożercy…
Pan Weasley posłusznie zatrzymał auto i razem z McGonagall poszedł do państwa.
- Przepraszam bardzo… - zaczęła Minerwa, ale nie skończyła, bo zobaczyła, że para stojąca przed domem to nie, kto inny jak Tonks i Lupin – Już doszliście? Wsparcie miało przyjść trochę później.
- Wyszliśmy wcześniej, pooddychaliśmy sobie świeżym powietrzem. – odezwała się Tonks – Jak byśmy dotarli przed wami to coś Harry’emu moglibyśmy pomóc…
- Plan był inny, ale i tak dobrze, że się dobrze zamaskowaliście. Nie poznałam was! – powiedziała Minerwa zbliżając się do kupy gruzu – Wiecie czyj to dom?
- Tak nam się wydaje. – odpowiedziała blondynka
- No więc? – zaczęła się niecierpliwić McGonagall
- To jest chyba „Privet Drive 4” – powiedziała bardzo szybko Tonks, tak jakby to co mówi parzyło ją w język
- Nie! Skąd wiecie? – zapytała cichutko Minerwa u której pojawiła się łza w oku
- No bo znaleźliśmy tabliczkę. – odezwał się po raz pierwszy Lupin, pokazując tym samym tabliczkę
Minerwa błyskawicznie zrobiła się blada i sprawiała wrażenie, że zaraz zemdleje. Artur łapiąc ją pod ramie, powiedział po cichutku by usiadła. Po kryjomu Lupin wyczarował szklankę wody i podał ją McGonagall.
- Co z Harrym? Gdzie on jest? – zaczęła rzucać pytaniami Minerwa głosem jakby była w transie
- Nie wiadomo. – odpowiedział Lupin - Jak szukaliśmy z Tonks jakiś wskazówek w tym gruzowisku to nic nie znaleźliśmy co by należało do Harry’ego. Jest jakaś nadzieja jednak znaleźliśmy parę rzeczy niepokojących np. szatę. Moim zdaniem jest to szata Lucjusza Malfoy’a. Widzisz ten znak? – powiedział wskazując na wyszytego małego srebrnego węża – To na pewno jego. Ten dom to ich sprawka, ale nie wiemy, dlaczego zabrali wszystkie rzeczy Harry’ego?
- A skąd pewność, że oni go zabrali? – odezwał się pan Weasley trzymając McGonagall by nie spadła z kawałka muru
- Nic nie jest pewne. – odpowiedział Lupin – Może teraz ty przeszukasz dom, a my zostaniemy z Minerwą?
- Dobrze. – zgodził się Artur i od razu przystąpił do szukania czegoś
Szukał już prawie 2 godziny. Chodził po cegłach w tą i we w te. Może byłoby mu łatwiej gdyby wiedział, czego szuka, a tak to biedak oglądał bardzo dokładnie wszystkie niepotrzebne rzeczy. W końcu stracił nadzieję. Było tam bardzo dużo porozrzucanych papierów. Zebrał je wiec do jednego pudelka i wrócił do znajomych.
- I co znalazłeś? – zapytał Lupin patrząc podejrzliwie na pudełko
- To są papiery: rachunki, odcinki gazowe, wnioski, przelewy, oferty, instrukcje Steven’a Fuller’a do magicznej pozytywki, zamówienia, listy…
- Wróć! – krzyknęła cała trójka na raz
- Zamówienia? – zapytał ojciec Rona
- Z tym Stevenem… - powiedziała McGonagall
- O! Magiczna Pozytywka… - powiedział powoli Artur – Co sugerujecie?
- Przeczytaj co pisze w tej instrukcji. – powiedział Lupin
- Bla bla bla… no, że eee… - zaczął
- Daj to! Dziś jesteś w ogóle nie przytomny! – krzyknęła McGonagall wyrywając Arturowi papiery i tym samym trochę się ożywiając
- No to co pisze? – zapytał ponownie Lupin
- Chwila muszę przeczytać! – powiedziała Minerwa i zagłębiła się w lekturę
- I… - powiedziała Tonks po 15 minutach
- No więc! – powiedziała McGonagall, wzięła głęboki oddech i zaczęła wykład – Jest to stara indyjska pozytywka. Stworzona została ok. VIII w. przez indyjskiego czarownika Manmohana Singla. Pozytywka ma swój kluczyk, którym zostaje uruchomiona. Kluczyk należy nosić na szyi, ponieważ to jest najbezpieczniejsze miejsce. Kluczyk nie może wpaść w niepowołane ręce. Jest to straszliwa broń. Można się nią przemieszczać w teraźniejszości tzn. taki teleporter. Również ta pozytywka może działać w przeszłości. Wehikuł czasu. Tylko tam nie jest dużo napisane o tym. Za mało informacji pan Fuller zebrał. Pozytywka jest w kształcie sześcianu. Kiedy się ją otworzy słychać przepiękny śpiew słowika. Legendy mówią, że to jest głos jego żony Elex, ale to tylko legendy. Na każdej ścianie jest inny rysunek. Każdy oznacza, co innego. Jest ich 6: smok, czaszka, zegar, znicz, ogień i serce. Panu Fuller’owi udało się rozszyfrować tylko kilka motywów. Zegar to jest waśnie wehikuł czasu. Obroty kluczykiem symbolizują lata. Maksymalnie można cofnąć się o 7 lat. Czaszka podejrzewano, że też ma jakąś swoją wartość czasową. Pan Steven mówi, że być może za pośrednictwem tego możemy porozumiewać się z osobami zmarłymi. Smok. Sam go przetestował, więc wie coś o nim więcej. Człowiek przenoszony jest tak gdzieś do XII w. do Zamku w Atenach. Podobno jest tam bardzo niebezpiecznie, ponieważ ludność, która tam żyje uważa każdego przybysza za zły omen i za wszelką cenę chcą złożyć tego człowieka w ofierze (by przypodobać się bogom). Jemu jednak udało się uciec dzięki temu, że miał przy sobie kartę szczepień i w bilet przelotu (do Scilly). Zajęli się tą nowością i mógł spokojnie, wykraść z ich więzienia pozytywkę. Osobiście nie poleca „smoka” , ale każdy ma inny gust. Niektórzy lubią igrać ze śmiercią.
- Jak sądzicie, co wybrał Harry? – zapytała Tonks
- A skąd wiesz, że to jego? – odpowiedział pytaniem pan Weasley – Może to Śmierciożerców?
- Znalazłam kawałek tektury z napisem:
Pan Harry Potter
Privet Drive 4
Londyn
PRIORYTET

- Znalazłam też nadawcę. – kontynuowała – Nijaka Conne Sisous… zna ktoś?
- Znajome nazwisko, ale na razie nie przypominam sobie nikogo takiego. – odpowiedział Artur
- Słuchajcie! – powiedziała dobitnie Nimfadora – Moim zdaniem, przy szczęściu Harry’ego to on wybrał „smoka” .
- Ale lubi grać w quidditcha! – powiedziała McGonagall – Mógł się tym kierować i wybrać „znicz” .
- Chwila! – uspokoił wszystkich Lupin – Chciałbym wam tylko zaznaczyć ŻE TU BYLI ŚMIERCIOŻERCY!
- Ech! Racja, musimy zmienić miejsce Kwatery Głównej. – powiedziała Minerwa
- Właśnie! Przyszli tutaj to mogą przyjść i tam! – powiedział Lupin
- Cicho! Bo jeszcze ktoś usłyszy… - skarciła Lupina McGonagall
- Jeszcze ten cały Stworek może nas wydać Malfoy’owi… - dorzuciła Nimfadora
- Wcześniej trzeba było to zrobić. Tak jak mówił Dumbledore. – mówiła jakby do siebie Minerwa – Musicie jeszcze dziś znaleźć jakieś inne miejsce nadające się na Kwaterę. Nie sądziłam, że sprawy potoczą się tak szybko. Ale spokojnie. Najpierw nowe miejsce. Trzeba przenieść wszystkie dokumenty.
- A co z Harrym? – zapytał Artur – Nie możemy go tak samego zostawić!
- Jest mądrym chłopakiem. Miejmy nadzieję, że wytrzyma te kilka dni zanim go wyciągniemy z tamtego świata. – odpowiedziała Minerwa spoglądając w niebo jakby chciała tam ujrzeć Harry’ego
- Ale.. – zaczęła Tonus
- Żadnego „ale” ! Musimy znaleźć bezpieczne miejsce. Co nam po tym, że uwolnimy Harry’ego stamtąd jak nie mamy gdzie go zabrać?! Wierzę, ze da sobie radę… - odrzekła McGonagall
- Nie jestem taka pewna. – odpowiedziała Nimfadora
- Zrozum! To jedyne rozsądne wyjście z zaistniałej sytuacji. Lupin! Spróbuj odszukać tego Fuller’a. Nimfadora! Dowiedź się czegoś o tej Conne Sisous. Artur! Powiadom wszystkich o zaistniałej sytuacji. Ja poszukam jakiegoś miejsca na Kwaterę. Szybko! Mamy bardzo mało czasu… - to powiedziawszy Minerva zarzuciła swój szal na szyję i udała się do samochodu


------------------------------------------------------------------------------------


No trochę się rozpisałam... ale inaczej nie dało rady :P Mam kilka pytań na które chciałabym otrzymać odpowiedzi:
1.) Czy suwak jest widoczny?
2.) Czy cyfra z statystyką miga?
3.) Czy buttony są wyśrodkowane czy też nie?
4.) Czy na samym dole macie napisane mniej więcej:
ghtghtghtghtghtghtght?
5.) Czy ramka gdzie jest napisane: autor ma ok. 1 cm. Czy tylko zakrywa tekst?
6.) Jakiej przeglądarki używacie?

No to na tyle. Czekam na komentarze z opinią o notce i z odpowiedziami :]


BLOG POLECANY: Harry Potter i Najwyższa Moc


Komentuj
AUTOR: Carmen DATA: 1-05-2007 {20:51} SKOMENTOWAłO: komentarzy 36

ROZDZIAŁ DRUGI
”Stresss zawsze robi swoje”


Był to człowiek bardzo wysoki, potężny, twarz miał koloru białego, a na policzku widniała mu blizna. Miał na sobie garnitur. Być może był on koloru czarnego, ale dlatego, że pokrywała go gruba warstwa kurzu nie mogę być pewna czy to był czarny kolor. Osoba, która szyła ten strój nie przewidziała, że człowiek rośnie i w konsekwencji tego rękawy i spodnie były za krótkie. Przypominał lokaja z Rodziny Adamsów. Na lewym ramieniu miał zawieszoną ogromną brązową torbę, a w prawej ręce trzymał paczkę.
- Pan Potter? – odezwał się mężczyzna
- Eee… tak. – odpowiedział Harry wpatrując się w niespodziewanego gościa, a jednocześnie szukając ręką różdżki na łóżku.
- Dobry wieczór! Przesyłka dla pana, proszę pokwitować. – powiedział człowiek kładąc na paczce kartkę i wyciągając w stronę Harry’ego długopis
- Że co proszę? – powiedział Harry zbity z tropu, bo spodziewał się ataku
- Pokwitować… - odpowiedział mężczyzna z głupią miną, nie rozumiejąc jak to można nie zrozumieć tak prostego polecenia.
- Co? – powiedział Harry - „Jest!” – pomyślał łapiąc różdżkę
- Paczkę. – mówił spokojnie mężczyzna, a w myśli powtarzał „Klient nasz pan; Klient ma zawsze rację”
- Ale jak? – zapytał Harry doszukując się podstępu
- No… eee… wziąć długopis i napisać w tej kratce Harry Potter.
Chłopak z głupią miną podpisał odbiór.
- No to co ma pan dla mnie? – zapytał
W odpowiedzi mężczyzna położył paczkę małych rozmiarów na ziemi.
- ENGORIO!* – powiedział podejrzany typ
Mała paczuszka już nie była „małą”. Powiększyła się do rozmiarów gdzie spokojnie mógł się zmieścić dorosły tygrys bengalski. Harry popatrzył z otwartą buzią na przybysza. Kiedy się opamiętał zapytał:
- Sorry, a kim pan jest?
- Listonoszem z Bingroth. O! Nie widać? – popatrzył się na swój garnitur – Nie widać... No teraz widać… - powiedział kiedy coś „odkurzył” przy garniturze
Harry zbliżył się ostrożnie i zauważył napis:

Pan Faleńśki Felicjan
lat pracy - 98
Listonosz
sami-wiecie-czego

_______________________
Wszelkie skargi proszę zgłaszać na ul. Słoneczną 15 do kierownika działu „Usługi”



- Aha. Miło było pana poznać – odpowiedział Harry
- Dobranoc – odpowiedział mężczyzna i poszedł w swoją stronę „Co to się porobiło z dzisiejszą młodzieżą?! Nawet normalnie nie umieją pokwitować… „ – pomyślał i zniknął przy ogromnym huku
„Mógłby tak nie trzaskać drzwiami” – pomyślał Harry i spojrzał w okno.
Różdżka była w pogotowiu. Zbliżał się powoli… nikogo… wyjrzał… cisza…
- Co to były za oczyska? – pomyślał na głos Harry
- Moje Sir Harry Potter – odezwał się głosik
- Zgredek? – zapytał Harry i błyskawicznie się obejrzał – Co ty tu… CO CI SIĘ STAŁO?! – prawie krzyknął Harry
- Sir Harry Potter oni tu idą. I tamci też idą. – powiedział skrzat wskakując na to wielkie pudło co dostał Harry
Zgredem był ubrany w jakiś worek po ziemniakach, który był poszarpany. Wyglądało to jakby z kimś walczył. Na rękach było widać ślady krwi...
- Ale kto? Możesz jaśniej?
- Wysłannicy… - powiedział szeptem i się wzdrygnął
- Voldemorta? – zapytał Harry, który już otworzył szufladę w swojej głowie z napisem „PLAN EWAKUACJI OD WUJOSTWA”
– Daleko są?
- 30 min drogi Sir…
- Hedwiga jest za wolna by Zakon dostał zaraz wiadomość z raportem co się dzieje… - rozmyślał Harry na głos – Teleportacja? Nie… nie zabiorę się ze wszystkim. Co by tu zrobić? Potrzebne mi jest coś takiego gdzie szybko i sprawnie przeniosę się z jednego miejsca na drugie, a do tego żeby było pojemne…
- Może to Sir Potter? – odezwał się Zgredek, który w tym momencie znajdował się w środku pudełka, wśród gąbki ochraniającej.
- Czyli? – zapytał Harry wyciągając Zgredka za nogi, które wystawały z paczki.
- O! Takie coś Sir. Mają tam nawet instrukcję obsługi…
Harry otrzymał pozytywkę wielkości dobrej pomarańczy. Była w kształcie sześcianu. Na każdym boku widniał inny motyw. Był: smok, czaszka, zegar, znicz, ogień i serce. Kiedy chłopak otworzył pudełko dało się słyszeć śpiew słowika. We wnętrz pudełka coś się unosiło, tak jakby chmury, dym. Potter zauważył, że na dnie pozytywki coś leży. To ów „coś” było łańcuszkiem z zawieszką w kształcie koła z ząbkami.
- No to mamy chiński rebus! – powiedział Harry opadając na łóżko trzymając w lewej ręce pozytywkę, a w prawej łańcuszek. – Dlaczego w takiej chwili?! A Zaraz! Mówiłeś o jakiejś instrukcji. Gdzie ona jest?
- O tu Sir Harry Potter! – powiedział Zgredek przerywając dotychczasowe zajęcie i wręczając Harry’emu kartkę.
- Dziękuję Zgredku… - powiedział Harry, a po dłuższym patrzeniu się na pracę Zgredka dodał - A co ty tak w ogóle robisz?
- Pakuję. Sir Harry Potter musi zaraz stąd uciekać i nie może nic zostawić.
- Uciekać… tylko jak? – szepnął do siebie Harry

"...Kluczyk w postaci łańcuszka należy połączyć z teleporterem Elex tak jak pokazano na rysunku obok…”

– przeczytał Harry

„…Następnie przekręcić kluczyk 3 razy w stronę ruchu wskazówek zegara…”


- mhm – mamrotał do siebie chłopak

„…Proszę postawić pudełko na wybranej przez siebie stronie w przeciągu 10 s. i stanąć w odległości mniej więcej 3m. od pudełka…”



- Eee… męska decyzja Harry – powiedział do siebie – Hmm… niech będzie… znicz. – odpowiedział Harry stawiając na smoku – Zgredek chodź tu...
Coś stuknęło, coś huknęło coś walnęło i gotowe. Przed nimi stanęła budka telefoniczna. W mgnieniu oka Harry i zgredek wpakowali do środka kufer i inne rzeczy.
To chyba wszystko. Wskakuj… - powiedział czarnowłosy chłopak mówiąc już do Zgredka.
Znowu coś stuknęło, coś huknęło coś walnęło i już ich nie było. Zamiast ich pojawił się tylko kurz i powoli spadająca instrukcja. Kiedy spoczęła na ziemi można było odczytać ostatnią stronę:
„… W przypadku wybrania „Smoka” proszę zaopatrzyć się w apteczkę, różdżkę, kartę szczepień i w bilet przelotu . Przy wejściu do zamku będą one sprawdzane. Jednak nie polecałbym tego wariantu. Tamtejsza ludność jest wrogo nastawiona do innych, a i smoki nie są tam potulnymi owieczkami. Jednakże jak ktoś lubi mocne wrażenia to ten portal stworzony jest dla takiej osoby.

Dziękuję za uwagę.
Pióra Steven’a Fuller’a. ”

___________________
* ENGORIOzaklęcie po którym rzeczy małe stają się duże;


------------------------------------------------------------------------------------


I jak wyszło? Jesteście w gorszej sytuacji bo ja widziałam tego listonosza i wiem jak go sobie wyobrazić :P a ciekawa jestem jak Wy sobie go wyobrażacie... ok. już koniec ględzenia. Zabieram się do czytania waszych uwag na temat notki...
A! Pamiętajcie drodzy stali czytelnicy o banerku :]
Komentuj
AUTOR: Carmen DATA: 19-04-2007 {21:25} SKOMENTOWAłO: komentarzy 38

ROZDZIAŁ PIERWSZY
"Czy początek końcem się okaże"


Krople wody powoli spływały po szybie, zdawać by się mogło, że tańczą walca. Na dworze padał letni deszcz, który ostatnio zawitał jakieś kilka miesięcy temu. Trawniki wysuszone, kwiaty zwiędnięte, ludzie wachlujący się i siedzący w cieniu. Nic dziwnego, że ten deszcz był takim zbawieniem dla roślin. Kropelki zbawiennej wody spadały na ziemię już od kilku godzin. Gołym okiem było widać jak rośliny piją każdą kroplę, która była im dana. Ulica Privet Drive rodziła się na nowo. Temu wszystkiemu przyglądał się chłopiec. Siedział na parapecie z głową opartą o szybę z lekkim uśmiechem na twarzy. Wszystkie okna były otworzone w mieszkaniu, więc można było poczuć zapach deszczu, zapach życia. Harry Potter został sam w domu. Państwo Dursleyowie pojechali właśnie do szpitala odwiedzić chorego Dudleya. Bardzo źle zniósł upał, nawet można powiedzieć, że wcale go nie zniósł. Biedak, po tygodniu odwodnił się tak, że mogło to się zakończyć paraliżem. Tak, więc Harry został „pilnować domu”. Minęły już 3 tygodnie od zakończenia roku i nic się nie działo. Żadnych wieści. Nic… kompletne zero! Na koniec roku, chłopak obiecał dyrektorowi, że nie będzie wychodził z domu. Zostanie tam, aż do swoich urodzin. Cóż mógł uczynić pan Potter, jeœśli nie posłuchać Dumbledore'a. Siedział na tym parapecie wsłuchując się w muzykę uderzenia kroplę w kałużę. Sam sobie mówiąc, że to po to aby lepiej wdychać świeże powietrze, no ale ile można oszukiwać samego siebie? Oczywiste, że czekał na jakiś znak ze świata magii. Miał jeszcze nadzieję, że jeszcze dostanie jakiś listo od Hermiony lub Rona,, ale nadzieja stopniowo słabła od 6 dnia po zakończeniu roku. Siedział i czekał, mając jednocześnie na uwadze, że to wszystko nie ma sensu. W pewnym momencie przeniósł się leniwie na łóżko. Położył się na plecach z rękami pod głową i zaczął wpatrywać się w sufit. Był bardzo zmęczony i śpiący, nie spał już bowiem 3 noce w oczekiwaniu na jakieś wskazówki. Zasnął. Śniło mu się, że jest w Zakazanym Lesie. Słyszy jakieś głosy, szelesty. Zaczyna biec. Biegnie. To coś zaraz go złapie i nagle… coś go udziobało w rękę.
- Ała! – wyrwało mu się „ech… to tylko sen… SOWA!” – pomyślał
Przyczyną nagłego wyrwania ze snu była mała czarna sowa. W sumie nie rzucająca się w oczy. Ku zadowoleniu Harry’ego sowa trzymała list. Harry zdecydowanym ruchem ręki rozerwał kopertę i wyjął kartkę papieru.

Kochana córeczko!

Wracamy w czwartek. Jest cudownie, nigdy nie bawiłam się lepiej. Dziękuję Ci za ten wyjazd. Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku i Mruczka nakarmiłaś. Pozdrów Tenniego i ucałuj babcię.
Twoja Kochająca Mama i Tata

PS.
PS liście załączamy Ci pamiątkę z wyjazdu.


„Co? Jaka córeczko?!” – głowił się Harry
- Mała – zwrócił się do sowy – Chyba pomyliłaś osoby. To nie jest do mnie.
Ale sówka tylko poleciała i usiadła na szafie. Harry popatrzył się na nią przez chwilę i z ciekawości wyjął pamiątkę, która była w liście. Z koperty wyleciała moneta. Cała złota z napisem „Czas to pieniądz”. Harry obracał pieniążek w ręku. Myślał gorączkowo o tym liście.
„Przecież sowy się nie mylą” – cały czas słyszał głos w środku
Nagle na monecie pojawiła się data „17 lipca, Great Duble”.
- Co? Przecież to dziś – powiedział sam do siebie – Fajny kalendarz…
A powiedźcie mi jedno. Dlaczego ta moneta mu spokojnie dawała? Co? Właśnie… macie rację. To był jego pierwszy list od tak dawna, tak bardzo wyczekiwany. Zresztą nic innego nie miał do roboty wiec mógł pomyśleć nad tym dlaczego ten list trafił do niego.
„Great Duble… Great… Duble…” – powtarzał w myśli
- Co to jest. Nie ma takiej miejscowości… o kurde… GD… GD!!- powiedział na głos
Przypadek? No nie bardzo. Domyślenie się, że to jest list od Hermiony zajęło mu jakieś 2 godziny. Lepiej późno niż później. Kiedy wreszcie był pewny, że to do niego papier zabrał się do złamania zaklęcia. Muszę przyznać, że Hermiona miała bardzo trudne zadanie. Zakodować tak ten list by nikt nie złamał kodu, a jednocześnie żeby Harry mógł ten list odczytać. Nie mogła normalnego napisać ponieważ istniało ryzyko, iż sowa zostanie przechwycona. Zachowała wszelkie środki ostrożności: zablokowała list, wysłała go nocą, wybrała najmniej rzucającą się sowę w oczy. Bravo Hermiona! Harry dotknął różdżką list i szepnął:
- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego. Ecips*!
Litery zaczęły się rozmywać. Na miejscu „Kochanej córeczki” pojawił się napis przypominający „Drogi Harry!”. Po minucie list nadawał się do odczytu.

Drogi Harry!

Mam nadzieję, że czytasz ten list. Nie wiedziałam jakie zaklęcie wybrać. Odpowiednio trudne ale i takie żebyś je odgadł. Postawiłam na nasze zaklęcie z zakończenia roku. Mam nadzieję, że wybór okazał się trafny.
Do rzeczy. Niedługo Twoje urodziny. Tego dnia masz być spakowany i przygotowany na podróż. Zabierz wszystko co Twoje. Już do tego domu nie wrócisz. Punktualnie o 19:30 przyjedzie po Ciebie samochód. Wstępnie ustalono, że będzie to Lupin z McGonagall, jednak to może ulec zmianie. Zostaniesz przewieziony do Kwatery Głównej Zakonu Feniksa i do 1 września tam pozostaniesz. Wiem, że Ci się to nie spodoba, ale pociesz się, że będziesz obecny na Ślubie Billa i Fleur. Pozdrawiam i całuję.
Hermiona Granger


Pod spodem było zdanie. Wyglądało to na pismo Rona

Człowieku ale będzie czad. Czekamy na Ciebie

Harry uśmiechnął się w duchu. Wpatrywał się w okno i w końcu zauważył, że widzi tam zielone oczy. Drzwi pokoju otworzyły się z trzaskiem.

___________________
* ECIPS zaklęcie otwierające szyfry trójki czarodzieji, wymyślone przez Hermionę Granger na zakończenie 6 roku nauki; więcej informacji w kolejnych rozdziałach;


------------------------------------------------------------------------------------

Mam nadzieję, że coś kolwiek Was zainteresowało. Tak właśnie sobie patrzę, że sam początek to jedna ciągłość... zero akapitów. Mam nadzieję, ze przez niego przebrneliście :) No to dziś moge powiedzieć, że blog o

Harrym Potterze

by
Lady Carmen Mermaid

został uroczyście otwarty!!!

Zapraszam do komentowania i częstego zaglądania :)


  • BLOG POLECANY: Lodowata Wisienka




  • Komentuj
    AUTOR: Carmen DATA: 11-04-2007 {20:53} SKOMENTOWAłO: komentarzy 14

    Miałam w nastepnej notce opisac walkę Misia Jogi z Gwiezdnym... no to prosze o Harrym już niedługo się pojawi cosić, ale teraz opko Troche takie bez sensu, ale w sumie to sa przygody Misia Jogi

    A było tak:
    Był piękny letni poranek. Miś Jogi wyszedł sobie na przechadzkę. Zrywał sobie kwiatki… stokrotki, krokusy, sasanki. Podążał wesoło, podskakiwał i sobie śpiewał… „Mały miś, do lasu bał się iść… wilki nie zjedzą Cie….a a a a !” Potem zmienił piosenkę i zaczął mruczeć… „Jesteś szalony, mówię Ci, zawsze nim byłeś itd… lalalalalalala”. Kiedy sobie Miś Jogi tak śpiewał interes u lisa rósł, bowiem zaistniało nagłe zaopatrzenie na zatyczki do uszu. Ciekawe czemu? Miś sobie tak szedł i skikał i doszedł do lasu. Mama mu mówiła „Nie idź misiu bo to może pozostawić trwałe skutki na twojej psychice” ale kto by się słuchał dorosłych. Dorośli istnieją na świecie po to by nam życie utrudnić. Mały Miś Jogi wszedł do lasu. Bał się… naciągnął swoją czapeczkę bardziej na uszy. Wtedy w lesie rozległo się wielkie AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA… !! Co to było?! Nie wiadomo czemu Miś poleciał za głosem serca. Schował się w krzakach i zobaczył Czerwonego Kapturka.
    - Co się stało? – zapytał kiedy wyszedł z ukrycia
    - To już jest koniec?! To ja nie mogę występować? – usłyszał głos dziewczynki
    - Ej! Co to za włochate cielsko? Tego nie ma w scenariuszu… - ktoś krzyknął
    Jak się okazało kręcili waśnie reklamę HEYA’i i Miś wszedł im w kadr. Dostał wielkiego kopniaka na drogę i wyzwiska. Biedny Miś. Normalny to by się załamał, a on nie! Dzielny Jogi!! Wędrował w głąb lasu… spotkał znowu jakąś dziewczynkę.
    - Kim jesteś? – zapytał i do tego rozglądał się czy nie jest to kolejna reklama
    - Jestem Czerwonym Kapturkiem – oznajmiła atrakcyjna sześciolatka
    - To dlaczego masz niebieski kapturek? – zapytał Jogi, który nie mógł tego pojąć
    - Bo czerwony jest w praniu.
    - Aha – odpowiedział Jogi i jak najszybciej odszedł od podejrzanej dziewczyny
    Wędrował sobie kolejną godzinę. Spotkał nawet dziewięćsił popłochowaty. Od razu zerwał i wsadził go sobie do kieszeni, w kamizelce. „Jaki ja jestem piękny” pomyślał Wtedy przed oczami stał ON. Wielki, czarny, z maską na twarzy. Jogi na jego widok zaląkł się.
    - Ktoś ty? – zapytał ze strachem
    - Twój Koszmar Senny – odpowiedział przybysz rozkładając ręce, jak smok skrzydła
    - Nie
    - Co nie? – zapytał zbity z tropu czarny człowiek
    - Nie jesteś moim koszmarem sennym
    – Od niepamiętnych czasów bałem się spać sam, dlatego, że ktoś do mnie przychodził. Moim Koszmarem Sennym jest… jest… Moim Koszmarem jest…
    - No MÓW!! – krzyknął czarny, wyraźnie zdenerwowany
    - Od niepamiętnych czasów bałem się spać sam, dlatego, że ktoś do mnie przychodził….
    - No…
    - Od niepamiętnych czasów bałem się spać sam, dlatego, że ktoś do mnie przychodził….
    - To już słyszałem… proszę dalej!
    - To mi nie przerywaj! Od niepamie…
    - OK.
    - Wrrr… Od niepamiętnych czasów bałem się spać sam, dlatego, że ktoś do mnie przychodził. Moim Koszmarem Sennym jest pan Ziutek. Przychodził do mnie w nocy i tańczył kaczuszki przed moim łóżkiem.
    - To straszne. A teraz mam coś dla Ciebie… - powiedział czarny pan i przy tym śmiesznie unosił łamane zamknięte nad oczodołami
    - Co? Kinder niespodziankę? – ucieszył się Jogi
    - Nie! Żelazną kurtynę…
    - Że jak..? Że co? – powiedział Jogi robiąc głupią minę
    - A lecz bo ponieważ albo i – odpowiedział przemądrzale Gwiezdny
    - ?
    - Bron się Stefanie! – krzyknął Gwiezdny i wyciągnął broń w stronę Miśka
    - Nie jestem Stefan, jestem Jogi… - odpowiedział Miś robiąc palcem „nu nu nu”
    - To idiom…
    - Sam jesteś idiom… - odpowiedział Miś z obrażoną miną
    Walczyli zaciekle. Lewo prawo, tył, przód… prawy sierpowy, lewy…. I w nos, i w czoło. Tak walczyli i walczyli i wybiła godzina 17:00 Obaj się zatrzymali.
    - Czas na herbatkę – powiedział gwiezdny i zasiedli do stołu obok.

    Koniec!!


    No i co tam myślicie w tej swojej rozczochranej?? Powiedź mi...
    Komentuj
    AUTOR: Carmen DATA: 8-04-2007 {11:18} SKOMENTOWAłO: komentarzy 12

    Witam wszystkich tu zebranych. To jest blog o HP. Już jeden pisałam i może ten będzie trochę podobny do Lady Carmen... ale postaram się by to były znikome sytuacje Podstawowa informacja: Kto chce być informowany o nowych wpisach niech napisze w komciu a! I podawajcie mi swoje wszystkie blogi bo mądra głowa skasowała blogi zanim spisała linki i teraz mam problema
    Pomożecie?
    Co ja tam jeszcze miałam powiedzieć? Wykasowałam ten blog o Jamesie i Hermionie, więc mozecie te strony z linków wykasować
    Chyba na tyle
    <- fajne kto wygra?? Głosujcie:
    Jeśli uważacie, że wygra Jogi napiszcie JOGI :D
    Jesli uważacie, ze wygra gwiezdny napiszcie GWIEZDNY...
    A o wynikach dowiemy się w następnej notce
    Komentuj




    Wszelkie prawa zastrzeżone © Cortez 2007-2008
    Witaj 17530 gościu! Trafiłeś wlaśnie na bloga Lady Carmen Cortez, czyli mój. Szata graficzna została zmieniona z dniem 1 czerwca 2008r. przeze mnie i nie życzę sobie jakiegoś kopiowania grafiki bądź treści bloga. Jeśli ktoś uważa, że nowy system wyszedł na gorsze to jest tylko i wyłącznie takowej osoby opinia. Moim nie tak skromnym zdaniem uważam, iż taki układ bloga jest bardziej praktyczny, ale jak już ktoś bardzo chce dobitnie wyrazić swoją opinię, to zachęcam do komentowania najnowszej notki lub wpisania się do księgi. Kilka słów o zmianach? Blog został podzielony na dwie główne strony. Pierwsza to ta na, której się znajdujesz. Widnieje tu najnowsza notka, oraz wcześniejsze rozdziały. Bardzo przyjazne dla stałych czytelników. Drugą stronę można określić jako główną kwaterę. Znajduje się tam wszystko czego nie ma na stronie głównej tzn. linki, ulubieni, księga gości, muzyka, mój baner oraz wiele, wiele innych tzw. pierdół. Nowością jest jednak to, że na „kwaterze” umieszczam coś od siebie. Gdze indziej nazywa się to „sowią pocztą”. Będę tam pisała o przybliżonych terminach publikacji notek. Tu, z tego miejsca chciałabym poinformować o The Slug Club. Więcej informacji w linku. Dziękuję za uwagę, życzę miłego „zwiedzania”, a przede wszystkim dobrej zabawy z moim opowiadaniem. Stronę przeglądaj w Operze. Trzeba się z tym pogodzić, że mój blog w Mozilii nie wygląda tak jakbym tego chciała (:
    Lady Emma Carmen Eizabeth Fuller Mermaid Cortez



    Rozdział pierwszy Rozdział drugi Rozdział trzeci Rozdział czwarty Rozdział piąty Rozdział szósty Rozdział siódmy Rozdział ósmy Rozdział dziewiąty Rozdział dziesiąty Rozdział jedenasty Rozdział dwunasty Rozdział trzynasty

    Kwatera główna Lady Cortez Amazing story! G-book [31] Characters The Slug Club kurs html funny kurs html